Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephane Antiga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephane Antiga. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 lutego 2020

„Lektury dla kibica” – Ozłoceni

Czas na lekturę dla siatkarskich fanów!

Rozdział 213.

Ludzie ze złota – Jakub Radomski, Edyta Kowalczyk

20 września 2014 roku. Półfinał mistrzostw świata. Hala wypełniona po brzegi. Ogłuszający doping niesie polską reprezentację w siatkówce mężczyzn w starciu z Niemcami. Po dwugodzinnej walce mamy wreszcie piłkę meczową. 12 tysięcy ludzi skanduje: ostatni! ostatni! Niestety Niemcy się bronią. To nic, mamy w zapasie kilka punktów. Kolejny meczbol. Przyjmujemy zagrywkę, kibice odliczają: raz, dwa, trzy…. Mariusz Wlazły atakuje po prostej… Boisko! Jesteśmy w finale mistrzostw świata! Spodek odleciał!! W swoim życiu byłam na niejednym siatkarskim meczu. Jednak to jedno spotkanie bezsprzecznie znajduje się najwyżej w mojej osobistej hierarchii. Być świadkiem historii to doprawdy fenomenalne przeżycie. 

Wspomnienia z mistrzostw świata z 2014 roku, jak i z tych rozegranych cztery lata później we Włoszech i w Bułgarii nadal są żywe. W końcu Polska jest podwójnym mistrzem świata, a tego nie da się zapomnieć. Dlatego też, kiedy w moje ręce trafiła książka pt. „Ludzie ze złota” z ogromną radością i sporymi oczekiwaniami rozpoczęłam lekturę. 

„Bez charakteru nie da się grać w siatkówkę na odpowiednim poziomie.”

„Ludzie ze złota” to zbiór 20 wywiadów z czołowymi postaciami polskiej reprezentacji w piłce siatkowej mężczyzn. Dziennikarze „Przeglądu Sportowego” – Jakub Radomski i Edyta Kowalczyk – przeprowadzili rozmowy z wszystkimi podwójnymi mistrzami świata, kapitanami i trenerami obu złotych zespołów, częścią jednokrotnych złotych medalistów, rekordzistą pod względem liczby występów w kadrze, jak również kluczowymi zawodnikami drużyny legendarnego Huberta Jerzego Wagnera, czy też Wilfredo Leonem.

Punktem wyjścia i osią wszystkich rozmów była oczywiście siatkówka. Jednak nie jest to książka wyłącznie o sporcie. Kwestie stricte sportowe przeplatają się z tymi bardziej osobistymi, ukazując znane postacie również od strony prywatnej. Zatem dzięki lekturze mamy okazję poznać ciekawe fakty z życia zawodowego siatkarzy oraz trenerów, przekonać się jak wygląda zakulisowe życie reprezentacji, wspomnieć kluczowe momenty mistrzostw świata, a także dowiedzieć się, co nieco o życiu prywatnym, pasjach i zainteresowaniach polskich siatkarzy. 

„Gdy przeszliśmy Amerykanów, byłem pewien, że zdobędziemy złoto.”

Czytając kolejne wywiady wyraźnie widać, iż autorzy doskonale przygotowali się merytorycznie do wszystkich rozmów. Zadali nie tylko trafne i nieszablonowe pytania, ale co równie ważne w żadnym momencie nie próbowali przyćmić swoich rozmówców. Sprawnie poruszając poszczególne kwestie, pozwolili na swobodne wypowiedzi, a trzeba przyznać, że siatkarze i trenerzy bynajmniej nie byli skryci. Całość czyta się świetnie, a żałować można jedynie, iż nie zadano więcej pytań i niektóre wywiady kończą się zbyt szybko.

„Ludzie ze złota” to jedna z tych lektur, których nie trzeba czytać od przysłowiowej „deski do deski”. Każdy wywiad jest odrębną całością, niepowiązany z pozostałymi, więc wystarczy otworzyć książkę na którymkolwiek z nich i z przyjemnością oddać się lekturze. Trzeba jednak zaznaczyć, iż nie jest to książka dla każdego. To książka dla każdego fana siatkówki. Tylko oni są w stanie docenić ogromną wartość omawianej pozycji.  

„Finał z Brazylią wygrał nam Bartek Kurek.”

Sięgając po tę książkę dowiecie się jak nasza reprezentacja spędzała czas na zgrupowaniach, który moment według Stephane’a Antigi stworzył zespół mistrzów świata, co najbardziej denerwuje obecnego selekcjonera oraz co Vital Heynen zrobił po 80-kilometrowym marszu. 

Odkryjecie jak Michał Kubiak cierpiący na zapalenie nerek przeżywał w hotelu mecz z Argentyną podczas ostatnich MŚ, jakim stwierdzeniem król Belgi wyprowadził Vitala Heynena z równowagi, czy też, który polski siatkarz pasjonuje się fotografią, a kto w kadrze jest największym miłośnikiem gór.

„Czasami przegrywasz i nie jesteś w stanie logicznie wytłumaczyć, jak do tego doszło.”

Na kartach książki Bartosz Kurek opowiada o fali krytyki, która spłynęła na niego podczas MŚ w 2014 roku, Vital Heynen wskazuje cechy idealnego kapitana, zaś Mariusz Wlazły tłumaczy, dlaczego nigdy nie opuścił Skry Bełchatów, choć miał wiele ofert z zagranicy. Andrzej Wrona opowiada o wizytach na dziecięcych oddziałach onkologicznych, Paweł Zatorski zdradza, który zawodnik ma najtrudniejszą zagrywkę do przyjęcia, a Fabian Drzyzga szczerze wyznaje, co było najgorsze w pracy z Ferdinando de Gorgim. 

Prócz tego dowiecie się, w jakim celu siatkarze zabierali do Spały po 20 metrów kabli, który zawodnik jest „chorobliwym pedantem” oraz kto pierwotnie miał być „tłumaczem” Heynena podczas słynnej przemowy na Gali Mistrzów Sportu. Ponadto przeczytacie zabawną historię jak Paweł Zagumny i Bartek Kurek udając koszykarzy próbowali podczas IO w Londynie wejść na mecz amerykańskiego Dream Teamu. 

„Niektórym wydaje się, że my sportowcy, mamy wszystko podane na tacy, ale nasze życie nie jest piękne i kolorowe.”

Który siatkarz jest fanem Liverpoolu, a kto kibicuje Realowi Madryt? Czego Francuz Guillaume Samica do dziś nie może wybaczyć Pawłowi Zagumnemu? Za co Heynen rozdawał na treningu czekoladki? Który polski zawodnik chciał rzucić siatkówkę i zostać spawaczem w Norwegii?! Komu obecny trener Polaków znalazł… żonę?

„[…] jedynie porażka może cię rozwinąć, a sukces często uśpi.”

Ktoś może powiedzieć, iż „Ludzie ze złota” to tylko kilkanaście wywiadów. Ja powiem, że to aż dwadzieścia wywiadów. Świetnych rozmów z wielkimi mistrzami. Rozmów ukazujących ludzkie twarze mistrzów. Ludzi o niebanalnych zainteresowaniach i pasjach. Znakomita lektura dla każdego siatkarskiego kibica!


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Kadziu. Siatkówka & rock'n'roll
   2. Arkadiusz Gołaś. Przerwana podróż
   3. Wszystkie barwy siatkówki - Marcin Prus

niedziela, 16 października 2016

Au revoir Monsieur!

Odejście selekcjonera polskiej kadry siatkarzy to, zaraz po kontrowersyjnym transferze Bartosza Kurka do Skry Bełchatów, temat numer jeden w polskiej siatkówce. Dlaczego Stephane Antiga musiał odejść? Zarząd PZPSu wyraził się jasno: efekty pracy Francuza (w domyśle IO w Rio) nie przyniosły zakładanych rezultatów. Oprócz tego według zarządu kadra narodowa potrzebuje nowego impulsu, powiewu świeżości wobec kolejnych wyzwań.

Po Igrzyskach w Rio naszych siatkarzy zalała fala krytyki. Była ona dosyć jednoznacznie uzasadniona: brakiem oczekiwanego medalu. Większość niechlubnego wyniku wziął na swoje barki Stephane Antiga. Czy zasłużenie? Ciężko orzec. Prawda jest taka, że to selekcjoner w głównej mierze odpowiada za wynik i to on ponosi jego konsekwencje najczęściej. Jako kibic nie raz podczas meczów frustruję się krokami podejmowanymi przez trenera lub też ich brakiem. I choć często także “wchodzę w skórę” selekcjonera podpowiadając mu (najczęściej w zaciszu własnego domu), co powinien zrobić, to jednak na koniec zawsze jego jednego jest mi najbardziej żal. Drużyna to drużyna. Jeśli przegrywa to cała, bez wyjątków.

Jednak do rzeczy. Mam wrażenie, że w polskiej siatkówce zapanował pewien schemat, o którym już kiedyś pisałam. Jak widać nie traci on na aktualności. Wygląda to następująco: nowy trener => świetne wyniki, medal, zwycięstwa, hurra, ekstra, czad => rok, dwa później spadek formy skutkujący brakiem zadowalających wyników, porażka na wielkim turnieju, dno, dramat, masakra => zwolnienie trenera. Tak dotąd wyglądał system działania PZPS. Czy jest on skuteczny? Na krótką metę, może i tak. Na dłuższą, nie mieliśmy okazji sprawdzić. Nie mam wiedzy na temat celów stawianych sportowcom przez działaczy, marketingu sportowego i jego założeń, więc trudno mi ocenić prawidłowość tego planu. Jednak biorąc pod uwagę logikę i odrobinę empatii, może powinno się jednak zawierzyć trenerowi na dłużej? Ja rozumiem doskonale, że w sporcie liczą się wyniki i gdy ich nie ma to Związek nie może siedzieć z założonymi rękami, ale czy nie ma innego rozwiązania? Czy nie można pójść na jakiś kompromis? Tutaj nie chodzi mi też o Antigę ad personam. Chodzi o całokształt traktowania polskiej reprezentacji i zapewnienie jej pewnego rodzaju stabilności. Dochodzi tutaj jeszcze kwestia mentalna. Co dzieje się z drużyną po roku czy dwóch pracy z tym samym trenerem, że aż tak drastycznie zmienia się jej dyspozycja? Spadek poziomu endorfin? Utrata entuzjazmu? Rutyna, nuda? Może to jest kwestia presji zwycięstwa i nieumiejętność uniesienia odpowiedzialności za nie. Może to jest przyzwyczajenie. Może jest to też brak pewności siebie. Łamię sobie głowę nad tym od kilku dobrych lat i do wniosków nie dochodzę żadnych. Wszystko pozostaje na poziomie gdybania. Co się dzieje w drużynie pozostaje w drużynie. Chociaż czasem zdarzają się wyjątki...

W przypadku Antigi doszło do pewnego rodzaju zdarzenia bez precedensu albowiem głos na temat sytuacji w kadrze i atmosfery w jej szeregach, zabrał zawodnik. Nie przypominam sobie podobnego wydarzenia w historii polskiej siatkówki. Mowa tutaj o Fabianie Drzyzga, który w jednym z wywiadów narzekał na nastroje panujące w reprezentacji i dręczące ją animozje. Zasugerował nawet, że jest to poniekąd wina trenera i jego zmiana jest konieczna. Czy te wypowiedzi były wyrazem troski o naszą narodową drużynę czy też żalu za “grzanie ławy” na IO? Myślę, że tego się nigdy nie dowiemy, ale niewątpliwie te słowa zachwiały fundamentem, jakim przez długi czas był Antiga.

Nie podejmę się oceny pracy trenerskiej Francuza. Pałam do niego wielką sympatią od czasów, kiedy był jeszcze zawodnikiem Skry Bełchatów. Podziwiałam go, jako siatkarza, a teraz również, jako trenera. Jego spokój i opanowanie były dla mnie nieprawdopodobne i fascynujące! Uwielbiałam słuchać jego wywiadów i jestem pod wielkim wrażeniem jego profesjonalizmu i oddania pracy. Początkowo miałam wątpliwości czy jako trener poradzi sobie z kadrą, i choć nie było mu łatwo spisał się na medal! ZŁOTY MEDAL! Doprowadził naszą drużynę do największego sukcesu w historii: MISTRZOSTWA ŚWIATA, za co zawsze będę mu ogromnie, strasznie wdzięczna! To były niezapomniane dla mnie chwile!

Coś się kończy, ale coś się również zaczyna, więc pozostaje mi życzyć niezapomnianemu trenerowi kolejnych wspaniałych wyzwań, wielkich sukcesów, ogromnej satysfakcji ze swojej pracy. Chciałam też polecić Wam wpis na blogu naszego scouta Oskara Kaczmarczyka, którego pożegnanie z trenerem autentycznie mnie wzruszyło i rzuciło “inne spojrzenie” na pracę kadry! https://www.facebook.com/YaOskar/?fref=ts

Au revoir Monsier Antiga! Bonne chance!

AUTOR: Iskra

niedziela, 27 kwietnia 2014

Król może być tylko jeden!

Po wtorkowym morderczym pojedynku, trwającym trzy godziny zaciętym spotkaniu dwóch wielkich drużyn, to Skra Bełchatów wyszła na prowadzenie w finałowej rywalizacji PlusLigi. Tak właśnie: Skra Bełchatów! Deja vu? Raczej nie. Bowiem nie jest to ta sama drużyna, która dwa lata temu przerwała swój długoletni ciąg zwycięstw i oddała tytuł Mistrza Polski Asseco Rosovii Rzeszów, która od tamtej pory broni go zaciekle. Dodam, że drugi raz z kolei. Deja vu? Owszem:) Ta drużyna w ciągu trzech ostatnich sezonów niewiele się zmieniła. Postawiła na stabilizację i niezawodny skład, co dotąd kończyło się sukcesem.

W środę historia miała się zgoła odmiennie. Szybkie 0:3 i Skra wyjeżdża z Podpromia z dwoma zwycięstwami na koncie i dużą szansą na ponowne założenie korony PlusLigi. Twierdza Rzeszów zdobyta (dwukrotnie!) i rozbita w dość brawurowy, acz konsekwentny sposób. Dlaczego brawurowy? Tak, jakoś przyszły mi do głowy zagrywki posyłane przez Mariusza Wlazłego, notabene MVP obu spotkań, których prędkość przekraczała granice rozsądku.. Bełchatowianie konsekwentnie trzymali się swojego poziomu gry, który wydaje mi się był tego dnia nieosiągalny dla Resovii.

Mecze Skry i Resovii to pojedynek gigantów. Dwa zespoły, które w ostatnich latach zdominowały tron PlusLigi teraz walczą o niego po raz kolejny. Dawna, nieco wypalona Skra Bełchatów potrzebowała dwóch lat, by zorganizować sobie skład na tyle pewny, by znowu aspirować o najwyższe miejsce podium. Czy ten skład ma? Ryzykowna zmiana trenera, powrót Antigi, inwestycja w młodych jak Włodarczyk czy Maćkowiak. Patrząc na wyniki i atmosferę w drużynie cel został osiągnięty.

Z kolei Asseco Resovia przez dwa lata właściwie zmieniła tylko atakujących. Zawodnicy ofensywni stanowili klucz do sukcesu. Zaczęło się od Grozera, a potem Bartman, teraz Schoeps i Konarski. Mistrz Polski stawia na siłę swoich atakujących, którzy mają poprowadzić drużynę, uskrzydlić ją. Dotąd ta taktyka nie zawiodła.

Kto ma większe szanse w tym roku? Nie podejmę się oceny. Skra gładko weszła do finału pokonując w trzech spotkaniach Jastrzębski Węgiel. Górniczy klub nie postawił poprzeczki bełchatowianom zbyt wysoko choć po bardzo udanym sezonie i brązowym medalu w Lidze Mistrzów to właśnie Jastrzębian stawiałam jako faworytów. Rzeszowianie musieli włożyć w awans więcej wysiłku, lecz w ostatecznym rozrachunku wzięli oni górę nad Zaksą Kędzierzyn Koźle. Biorąc pod uwagę pierwsze spotkanie finał zapowiadał się na siatkarską wojnę.

Patrząc na środowy mecz mam wrażenie, że Skra przejęła kontrolę. Bełchatowianom nie brakuje determinacji, a smaczku dodaje też obecność wspomnianego już Stephana Antigi, nowego selekcjonera kadry, który marzy o medalu Mistrzostw Polski na zakończenie sportowej kariery, a świetna forma jaką prezentujei pozytywny wpływ jaki ma na swoich kolegów z pewnością zaprocentuje.

Resovia nie podkuli ogona! Co to to nie! Zresztą byłaby to hańba! Drużyna z Rzeszowa wychodziła już z podobnych opresji i doskonale radziła sobie z podobną presją. Nie wątpię, że dadzą z siebie wszystko. Mam jednak wątpliwości czy to wystarczy. Tak rozpędzoną Skrę trudno będzie zatrzymać (na co zdecydowanie liczę, choć staram się być jak najbardziej obiektywna! Mam nadzieję, że ktoś to doceni:P). Chociaż jeśli miałabym wybrać drużynę, która byłaby w stanie tego dokonać to byłaby to obstawiłabym Resovię właśnie. Kolejne spotkanie finałowe już jutro w hali Energia. Dopóki piłka w grze wszystko może się zdarzyć, a król może być tylko jeden.

AUTOR: Iskra