Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sportowa Książka Roku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sportowa Książka Roku. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 kwietnia 2023

„Lektury dla kibica” – Historia mundiali #2

Drugi tom historii mistrzostw świata.             

Rozdział 267.

Historia mundiali. Tom 2. 1978–2022 – Leszek Jarosz

W Plebiscycie na Sportową Książkę Roku 2022 roku, w kategorii książek historycznych, tytuł – w pełni zasłużenie – zdobyła pozycja autorstwa Leszka Jarosza pt. „Historia mundiali. Tom 1. 1930–1974”. Myślę, że to wystarczająca zachęta do sięgnięcia nie tylko po doskonałą pierwszą część, ale także po tom drugi, który swoją premierę miał w drugiej połowie marca.

„Trzecie miejsce Polaków na mundialu było nadzwyczajnym sukcesem, na dodatek osiągniętym w skrajnie trudnych warunkach.”

Na kartach drugiego tomu „Historii mundiali” znajduje się opis dwunastu finałów mistrzostw świata w piłce nożnej od 1978 roku aż do ostatniego turnieju rozegranego w 2022 roku. Tak jak to miało miejsce w pierwszym tomie, tak i w drugim opowieść ułożona jest chronologicznie, a konstrukcja przejrzysta. Najpierw otrzymujemy podstawowe informacje o danym mundialu, czyli poznajemy gospodarza turnieju, daty jego rozegrania, ilość zespołów, stadiony, mistrza świata, czy wyniki poszczególnych meczów.

Do tego autor przedstawia postacie związane z danymi mistrzostwami, inne ważne fakty, gole, rekordy, czy ciekawostki. Później Leszek Jarosz opisuje historię konkretnego mundialu, nie pomijając przy tym tła politycznego i społecznego, a główna narracja przeplatana jest graficznie oddzielonymi od niej anegdotami i interesującymi opowieściami.

„Maradona walczył na boisku, ale też poza nim – z działaczami FIFA.”

Autor za swoją tytaniczną pracę, którą mogliśmy podziwiać w tomie pierwszym został nagrodzony. Wysoki poziom został utrzymany także w drugiej części. Ponownie Leszek Jarosz odnalazł mnóstwo ciekawostek i nieznanych faktów. Ponownie to istna kopalnia wiedzy. Ponownie ilość szczegółów powala, więc nie sposób ich zapamiętać. Ale ponownie i ten tom trzeba przeczytać.

Całość została ładnie wydana. Twarda oprawa, dwie wstawki zdjęciowe, do tego wstążka-zakładka. Mówiąc krótko: świetna robota!

„To miał być Puchar Świata Pokoju. W rzeczywistości była to brudna manipulacja.”

Sięgając po tę książkę dowiecie się, który strzał w Hiszpanii uznano za „pudło stulecia”, które wydarzenie zmusiło FIFĘ do wprowadzenia zasady o rozgrywaniu ostatnich meczów fazy grupowej o tej samej porze oraz kiedy po raz pierwszy do ustalenia kolejności w grupie użyto punktów fair play.

Przeczytacie, który kraj, jako jedyny w historii wycofał się z organizacji mundialu, na których MŚ po raz pierwszy na koszulkach piłkarzy widniały ich nazwiska, jak również sędzia, z którego turnieju po latach został zatrzymany za próbę przemytu ponad sześciu kilogramów heroiny.

„Najważniejszy mecz mistrzostw w USA odbywał się w gabinetach FIFA.”

Odkryjecie, którego turnieju maskotką był(a) Pique – papryczka jalapeño, dlaczego austriacki komentator milczał przez ostatnie pół godziny meczu swojego kraju z RFN na mundialu w Hiszpanii, czy też, kto był pierwszym Polakiem w finale MŚ.

Po lekturze tej książki będziecie wiedzieli czy firma Nike, której twarzą był Ronaldo wymusiła by Brazylijczyk pomimo choroby zagrał w finale z Francją, którzy piłkarze to pierwsi rodzeni bracia, którzy na MŚ reprezentowali różne kraje, a także, dlaczego w oficjalnej nazwie MŚ 2002 widniał zapis „Korea/Japonia”, choć był zaprzeczeniem porządku alfabetycznego.

„Nawet powściągliwy del Bosque uśmiechał się cały czas pod wąsem.”

Odkryjecie, od kiedy na koszulkach mistrzów świata znajdują się naszywki z wizerunkiem Pucharu Świata, jaką nazwę po turnieju w RPA otrzymało jedno z win produkowanych przez rodzinę Iniesty, czy też, kto jako pierwszy w historii strzelał gole na pięciu mundialach.

Przeczytacie, dlaczego podczas MŚ rozgrywanych w Rosji w sklepach Marks & Spencer – sponsora reprezentacji Anglii – masowo wykupowano wełniane kamizelki, czy też, kiedy FIFA zniszczyła zasadę obowiązującą od 1938 roku dającą aktualnemu mistrzowi świata prawo startu w kolejnym mundialu bez eliminacji.

„Najpiękniejsze gole strzelała i najpiękniej po nich tańczyła Brazylia.”

Od którego turnieju hiszpańskie słowo „mundial” stało się synonimem finałów mistrzostw świata? Która drużyna na mundialu ’78 nie przegrała meczu grając aż w siedmiu spotkaniach a mimo to nie wygrała turnieju? Kto i w jakich okolicznościach stał się najsłynniejszą kobietą w dziejach MŚ? Czy według dzisiejszych norm antydopingowych Maradona również zostałby ukarany tak jak to miało miejsce podczas turnieju w USA?

„Finał Argentyny z Francją był olśniewający. Najlepszy.”

Po pierwszej części napisałam, że „z niecierpliwością czekam na drugi tom”. Teraz mogę napisać, że było warto.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.

Książkę kupicie w księgarni labotiga.pl


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:

    1. Historia mundiali. Tom 1. 1930–1974 – Leszek Jarosz

czwartek, 22 września 2022

„Lektury dla kibica” – GOPR

Historia GOPR.

Rozdział 260.

GOPR. Na każde wezwanie – Wojciech Fusek, Jerzy Porębski

Co jakiś czas w mediach można napotkać informacje o kolejnym nieodpowiedzialnym zachowaniu turystów w górach i tym samym kolejnej akcji górskich ratowników. Często ten rozgłos dotyczy Tatr i TOPR-u. Jednak równie wiele dzieje się w innych polskich górach – Bieszczadach, Karkonoszach, czy Sudetach, nie mniej przecież niebezpiecznych od tatrzańskich szlaków. Na ich terenie na ratunek turystom w opałach rusza Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.

„[…] ratownicy – najczęściej wychodzą w góry, gdy inni z nich uciekają.”

GOPR – to organizacja zabezpieczająca ratowniczo wszystkie polskie góry, z wyłączeniem Tatr. W roku 2022 przypada jubileusz 70-lecia jej powstania. Z tej okazji nakładem Wydawnictwa Agora ukazała się książka „GOPR. Na każde wezwanie” Wojciecha Fuska oraz Jerzego Porębskiego, autorów innych górskich pozycji, m.in. książki „Lekarzew górach. Bohaterowie drugiego planu”.

„Wielu ratowników ma rozwiniętą skłonność do idealizowania, a nawet mitologizowania gór.”

Książka została podzielona na trzy główne części. Pierwsza to historia zrodzenia się turystyki górskiej, a następnie powołania grup ratowniczych oraz rozwój ratownictwa górskiego w Polsce. W kolejnej części znajdują się rozdziały dotyczące poszczególnych grup GOPR, a w nich historie ich powstania i rozwoju, wspomnienia akcji ratowniczych i osób związanych z danym górskim regionem. Ostatnia część lektury to opis różnych innowacji wprowadzanych w GOPR na przestrzeni lat, temat czworonożnych ratowników w strukturach GOPR oraz doniesienia o prywatnych dokonania goprowców w górach wysokich.

Całość została ubogacona wieloma ciekawymi zdjęciami. Niestety autorzy nie zdecydowali się dołączyć również map z zaznaczonymi miejscami opisywanych akcji górskich, a szkoda.

„Wyżej w górach nie ma ciepłych kryjówek, są za to mróz, wiatr, wyczerpanie powodujące gwałtowną utratę ciepła, a w następstwie wychłodzenia i śmierć.”

Szczerze muszę przyznać, że lektura początkowo mnie zawiodła. Oczekiwałam „czytelniczej adrenaliny”, tymczasem zawiła historia organizacji była nieco nużąca. Ten rys historyczny zajmuje niemal 1/3 pozycji, więc niewątpliwie wpływa na jej ocenę.

Na szczęście odczucia zdecydowanie poprawiły się podczas czytania kolejnej części książki, w której autorzy zamieścili sporo wspomnień z największych akcji ratunkowych przeprowadzonych przez konkretne grupy GOPR. Moim skromnym zdaniem to najlepsza część recenzowanej pozycji. Narracja staje się wtedy dynamiczna i oczywiście bardziej interesująca. Przytoczone historie ukazują odwagę ratowników, potrzebę ich pracy oraz oczywiście bezmyślność i głupotę turystów.

 „W górze toczyła się już walka o życie, a na dole ratownicy nie zostali jeszcze powiadomieni.”

Sięgając po tę książkę dowiecie się, jaką drogę musi przejść kandydat chcący zostać ratownikiem górskim, co czeka go w ramach kondycyjnej części egzaminu oraz jakie jest ograniczenie wiekowe dla kandydatów do GOPR. Odkryjecie, jaki stosunek do GOPR mają ratownicy tatrzańscy, jak radiotelefon odmienił przebieg akcji ratunkowych, a także jak wygląda wózek alpejski służący do transportu rannych. Przeczytacie, co cechuje dobrego ratownika oraz co ratownicy myślą o pomyśle wprowadzenia obowiązkowych ubezpieczeń turystycznych za akcje ratownicze w górach.

„Do zadań ratowników należy zwalczanie fałszywego, niczym nieuzasadnionego przekonania, że istnieją w górach bezpieczne drogi, że istnieją całkowicie bezpieczne góry.”

Dowiecie się, co jest często przyczyną śmierci wypadków w jaskiniach oraz dlaczego w niższych górach zdarzają się wypadki wymagające wyczerpujących i wielogodzinnych akcji ratunkowych. Przeczytacie, kiedy i gdzie w Polsce pierwszy raz wykorzystano w akcji ratowniczej śmigłowiec, a także, jakie warunki muszą być spełnione, aby w ogóle można było użyć helikoptera.

„Jeden turysta przeżyje w górach kilka dni w skrajnie niesprzyjających warunkach, inny umrze po kilku godzinach.”

Odkryjecie, kiedy w GOPR zaczął służyć pies oraz po ilu miesiącach szkolenia można ocenić czy pies nadaje się na ratownika. Dowiecie się, jakie rasy psów najczęściej spotyka się w GOPR, a także, w jaki sposób czworonożny ratownik daje znać, czy pod śniegiem znajduje się człowiek wciąż żywy, czy już niestety tylko zwłoki.

„Gdy przeszukujemy lawinisko, pies zastępuje sześciu ratowników. Podczas poszukiwań w lesie nawet dwunastu.”

Przeczytacie o największej akcji w historii polskiego ratownictwa górskiego, w której udział brało ponad tysiąc osób. Odkryjecie, co stało się z mężczyzną, który zszedł na chwilę z szlaku za potrzebą i rozpłynął się w powietrzu, a także, jaką temperaturę miało ciało kobiety, amatorki „suchego morsowania”, kiedy trafiła na OIOM. Dowiecie się nawet jak skończyło się spotkanie bieszczadzkich ratowników z niedźwiedziem.

„Niestety, czasami zadanie polega już tylko na konieczności wydobycia ciała.”

Jak brzmi rota przyrzeczenia ratowniczego GOPR? Co to jest lawina deskowa? Jak wiatr halny wpływa na organizm człowieka? Co odróżnia ratownika od alpinisty? Czy człowiek może przeżyć kilka godzin całkowicie przysypany przez lawinę?

„Pogoda weryfikuje rozsądek i przygotowanie turystów.”

Choć „GOPR. Na każde wezwanie” jest kolejną pozycją na półce z napisem ‘literatura górska’, to z pewnością jest to książka niezwykle ważna i potrzebna. To hołd oddany polskim ratownikom pracującym poza terenem Tatr. To również cenna lekcja, czego w górach zdecydowanie nie należy robić. Polecam wszystkim zainteresowanym tematyką górską.

„[…] to, co dla jednych jest małą górą, dla innych może się okazać szczytem nie do zdobycia.”

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.


Źródło zdjęcia: własne

 

Powiązane wpisy:

     1. Lekarze w górach. Bohaterowie drugiego planu – Fusek Wojciech, Porębski Jerzy

     2. Niech to szlak! Kronika śmierci w górach – Bartłomiej Kuraś

niedziela, 13 lutego 2022

„Lektury dla kibica” – Samotność na ośmiotysięczniku

Kolejna książka z półki literatury górskiej.

Rozdział 252.

Solo. Moje samotne wspinaczki – Krzysztof Wielicki

Wejście na ośmiotysięczną górę przeraża i przerasta przeciętnego człowieka. Co więc powiedzieć o zdobyciu jej całkowicie samotnie? To jeszcze odwaga czy już szaleństwo? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale ponieważ większość z nas nigdy nie doświadczy tego na własnej skórze pozostaje jedynie o tym poczytać. Taką możliwość daje Krzysztof Wielicki w książce pt. „Solo. Moje samotne wspinaczki”.

„Czy wszystko lub prawie wszystko zależeć będzie jedynie ode mnie?”

„Solo” to wspomnienia samotnych wspinaczek Krzysztofa Wielickiego na najwyższe góry świata – Broad Peak, Lhotse, Dhaulagiri, Makalu, Annapurnę, Sziszapangmę i Nanga Parbat, – ale wbrew tytułowi książki na jej kartach znajdują się również historie innych wypraw.

Tematem przewodnim jest samotne wejście Krzysztofa Wielickiego na Nanga Parbat w 1996 roku. Ten wyczyn został rozbity na kilka rozdziałów przeplatanych innymi wydarzeniami. Dlaczego akurat Nanga Parbat? Odpowiedź jest prosta – właśnie tym wejściem Krzysztof Wielicki zwieńczył zdobycie Korony Himalajów i Karakorum.

„Nie jest łatwo po zdobyciu takiej góry jak K2 zdecydować się na następną.”

Książka nie jest zbyt obszerna, to właściwie lektura na zimowy weekend. Trzeba przyznać, że jest ładnie wydana, zawiera mnóstwo fotografii, co z pewnością podnosi jej ocenę. Na tym jednak plusy książki w zasadzie się kończą. Muszę uczciwie przyznać, iż pozycja ta mnie rozczarowała. Wbrew oczekiwaniom lektura nie wywołuje żadnych emocji. Jest to dość szokujące biorąc pod uwagę, jakie uczucia ogólnie wywołuje himalaizm i związane z nim ludzkie dramaty. Krzysztof Wielicki nabrał chyba znacznego dystansu, gdyż nawet o walce o życie, czy śmierci przyjaciół opowiada „na chłodno”. Takie podejście niestety odebrało lekturze charakter.

Mankamentem jest także konstrukcja książki. Wybranie jednej wyprawy i przeplatanie jej innymi jest może i oryginalne, ale wyszło przede wszystkim chaotycznie, tym bardziej, że pozostałe historie nie zostały ułożone chronologicznie. Liczne wtrącenia i dygresje tylko potęgują zagubienie czytelnika.

 „Trzeba umieć czasem przegrać, chociaż mierzyć należy wysoko.”

Uczucie rozczarowania po lekturze „Solo” związane jest także z małą ilością szczegółów poszczególnych wypraw. W zasadzie tylko przy głównym wątku – wejściu na Nanga Parbat – temat jest wyczerpany. Pozostałe wspomnienia zostały potraktowane po macoszemu. Brakowało mi również refleksji i przemyśleń himalaisty, nie mogę powiedzieć, że ich w ogóle nie było, były, ale w ilości symbolicznej.

Ponadto dosyć niezrozumiałe było umieszczenie wspomnień z akcji ratunkowej na Nanga Parbat z 2018 roku, gdy wyprawa spod K2 wyruszyła na pomoc Elisabeth Revol i Tomaszowi Mackiewiczowi, czy też ataku terrorystów w Dolinie Diamir. Te historie akurat wzbudzają emocje i są intrygujące, ale nie miały nic wspólnego z samotnymi wejściami Krzysztofa Wielickiego. Wygląda na to jakby zostały dodane tylko po to, aby zwiększyć objętość książki.

„W tak niskiej temperaturze można zasnąć na amen.”

Mimo wymienionych, dosyć licznych uwag w książce można znaleźć ciekawe informacje. Dlatego też, jeśli ktoś sięgnie po tę pozycję z pewnością nie tylko nacieszy oczy pięknymi zdjęciami, ale i poczyta o himalaizmie.

Krzysztof Wielicki w swoje książce wyjaśnia, kiedy decydował, że chce zdobyć jakąś górę samotnie, odpowiada na pytanie, czy Jerzy Kukuczka „kolekcjonował ośmiotysięczniki”, a także zdradza jak z perspektywy czasu ocenia swoje samotne wejście na Nanga Parbat.

Dowiecie się, które ośmiotysięczniki budzą w nim największy respekt, jaka refleksja naszła go, kiedy skompletował Koronę Himalajów i Karakorum oraz według jakich kryteriów wybrał zespół ratunkowy, który sprowadził Elisabeth Revol z Nanga Parbat.

„Nie ma obowiązku zdobywania Korony.”

Sięgając po tę książkę odkryjecie, który ośmiotysięcznik był pierwszym zdobytym przez człowieka, która ściana jest tą najtrudniejszą w Himalajach, jak parzy się herbatę na wysokości 7000 metrów oraz co w alpinizmie liczy się bardziej: sprawność fizyczna czy głowa.

Podczas której wyprawy zginął pierwszy partner wspinaczkowy Krzysztofa Wielickiego? W ile godzin Krzysztof Wielicki zdobył samotnie Broad Peak? Po którym wejściu na ośmiotysięcznik otrzymał przydomek „Pegaz”? Którą ścianę Lhotse Reinhold Messer nazwał „problemem XXI wieku”?

„Już nie liczy się szczyt […]. Myślę tylko, jak uratować skórę.”

Literatura górska od kilku lat przeżywa prawdziwy rozkwit. I tak jak na początku było to bardzo pożądane zjawisko, tak teraz niestety nastąpił przesyt i spadek jakości wydawanych książek. Tak też jest w przypadku tej pozycji, gdyż w zasadzie nie wiadomo, dlaczego ta książka w ogóle powstała skoro już wcześniej Krzysztof Wielicki obszernie opowiedział o swoim życiu w dwutomowym wywiadzie-rzece pt. „Mój wybór”, a później w książce „Piekło mnie nie chciało”. W obu pozycjach poruszał temat swoich samotnych wypraw.

W związku z powyższym osoby orientujące się w tematyce i życiu himalaisty raczej nic nowego się nie dowiedzą. Jedynie ci, którzy z tą lekturą rozpoczną swoją przygodę z literaturą górską mogą cokolwiek z niej wynieść. Choć z drugiej strony dosyć chaotyczna narracja nie pomoże w uporządkowaniu wiedzy.

„Serce na tak, rozum na nie.”


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.




Źródło zdjęcia: własne

 

Powiązane wpisy:

     1. Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało

niedziela, 14 marca 2021

„Lektury dla kibica” – Górskie tragedie

Kolejka książka o tematyce górskiej, a jednak inna.

Rozdział 233.

Siła przetrwania. Największe górskie tragedie – Maciej Piera

Brawura, brak doświadczenia, wadliwy sprzęt, niesprzyjające warunki pogodowe, zaniedbania, niedopatrzenia, błędne decyzje, czy też zwykły wypadek losowy, albo po prostu pech. Przyczyn górskich tragedii może być wiele, tak jak wiele było wypadków w górach. Które z nich można jednak określić mianem największych? Na to pytanie odpowiada Maciej Piera w książce „Siła przetrwania” wydanej nakładem Wydawnictwa Pascal.

„Za działanie za wszelką cenę wbrew rozsądkowi w górach można zapłacić życiem.”

Historie znajdujące się na kartach książki to największe górskie tragedie danego kraju albo konkretnych gór. Najtragiczniejsze pod względem liczby ofiar. Dlatego też tytuł lektury „Siła przetrwania” jest raczej nietrafiony, w przeciwieństwie do jego drugiej części – „największe górskie tragedie”, – która właściwie oddaje tematykę poruszaną przez autora.

Maciej Piera przypomina największą katastrofę lawinową w Tatrach, najpoważniejszą tragedię w historii bułgarskiego alpinizmu, czarny dzień ratownictwa górskiego, czy też dramatyczną wyprawę nazwaną „najdłuższą agonią w historii wspinania.” W zasadzie tylko jeden rozdział nie pasuje do powyższego schematu. To opis życia i śmierci Christa Prodanowa, ikony bułgarskiego himalaizmu. Dla mnie dosyć niezrozumiały wybór, choć historia bardzo interesująca.

„Podłoże uciekło wspinaczom spod nóg […], a młodzi ludzie zaczęli bezradnie zsuwać się w dół, niknąc w masie świeżego puchu.”

Książka podzielona została na trzy części: tragedie tatrzańskie, europejskie oraz na świecie. W każdej z nich autor przedstawia kilka odrębnych historii. Odtwarza przebieg wypadków, akcji ratunkowych, a następnie wskazuje przyczyny tragedii. Niejednokrotnie przybliża także sylwetki uczestników opisywanych wydarzeń. Zaprezentowane fakty uzupełniają zaś relacje i wspomnienia ocalałych, świadków bądź ratowników. Czytając tę książkę nie sposób nie docenić ogromnej pracy autora, którą niewątpliwie włożył, aby jak najdokładniej odtworzyć każdą historię.

Kilka słów warto jeszcze poświęcić aspektom graficznym lektury. Okładka, co prawda nie zachwyca, ale zgodnie ze znanym przysłowiem nie oceniamy książki po okładce, tylko zaglądamy do wnętrza. A środek lektury to pozytywy. Sporym walorem książki i dopełnieniem jej treści są liczne fotografie oraz mapy z zaznaczonymi miejscami opisywanych tragedii. Natomiast duża i przejrzysta czcionka sprawia, że wzrok się nie męczy, choć niektórzy stwierdzą pewnie, że to sztuczne zwiększenie objętości książki.

 „Wyglądało na to, że sytuacja już dawno wymknęła się spod kontroli.”

Sięgając po tę lekturę dowiecie się ile ofiar straciło życie w największej tatrzańskiej tragedii związanej z zejściem lawiny, poznacie rozmiary owej lawiny, a nawet genezę jej powstania, w miejscu gdzie notuje się zejście lawin raz na około… 30 lat!

Przeczytacie tekst dramatycznego listu, który ostatkiem sił napisał niemiecki alpinista umierający w obozie na Nanga Parbat. Poznacie szereg błędnych decyzji opiekunki grupy z Edynburga, które doprowadziły do największej tragedii górskiej w historii Wielkiej Brytanii.

„Każda upływająca godzina pogarszała sytuację. Śnieg był wszędzie.”

Prześledzicie pokrótce historię górskiego ratownictwa lotniczego i dowiecie się, kiedy w polskich górach przeprowadzono pierwszą akcję ratunkową z użyciem śmigłowca. Przeczytacie również, dlaczego z pozoru nieskomplikowana akcja zakończyła się największą tragedią ratowników w Tatrach.

Odkryjecie, jakie zjawisko określa się mianem deski śnieżnej, co na szczycie Lhotse zostawił pierwszy Bułgar na ośmiotysięczniku, członkowie, której wyprawy stali się prekursorami budowania jaskiń śnieżnych oraz kto jako pierwszy zdobył Lhotse solo, bez użycia dodatkowego tlenu.

„Nie zawsze warto i nie za wszelką cenę.”

Choć „Siła przetrwania” jest jedną z wielu książek górskich na polskim rynku literatury sportowej to z pewnością wyróżnia się tematyką. Wcześniej o górskich wypadkach można było przeczytać nieco na kartach takich pozycji jak „Lekarze wgórach. Bohaterowie drugiego planu”, czy też „Niech to szlak! Kronika śmierci w górach”. W przeciwieństwie jednak do tych lektur książka autorstwa Macieja Piery dotyczy wyłącznie górskich tragedii, a autor z podjętego zadania wywiązał się całkiem dobrze. Wydarzenia przedstawione na kartach książki są nie tylko świetną lekcją górskiej historii, ale przede wszystkim mogą stanowić przestrogę i naukę dla każdego czytelnika.

„[…] takie są zimowe góry: niebezpieczne, nieprzewidywalne i groźne.”

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.

 


Źródło zdjęcia: własne

 

Powiązane wpisy:

    1. Niech to szlak! Kronika śmierci w górach

    2. Lekarze w górach. Bohaterowie drugiego planu

poniedziałek, 16 listopada 2020

„Lektury dla kibica” – Sportsmenki-pionierki

Dziś pozycja biograficzno-historyczna.

Rozdział 228.

Sportsmenki. Pierwsze polskie olimpijki, medalistki, rekordzistki – Krzysztof Szujecki

Kim była pierwsza polska olimpijka? W jakiej dyscyplinie zdobyto pierwszy w historii złoty medal olimpijski dla Polski? Która Polka ustanowiła rekord świata w długości trwania lotu szybowcem, utrzymując się w powietrzu ponad dobę? Dlaczego Jadwiga Jędrzejowska przegrała finał Wimbledonu?

Zaintrygowani? W takim razie koniecznie sięgnijcie po książkę „Sportsmenki” autorstwa Krzysztofa Szujeckiego.


„Była kobietą niezwykle nowoczesną i takie też były jej wychowanki – niezależne i nowoczesne.”

„Sportsmenki” to zbiór trzynastu biografii. Zgodnie z podtytułem lektury to historie pierwszych polskich olimpijek, medalistek, czy rekordzistek. Pionierek wielu dyscyplin. Kobiet, które swoją pasją i osiągnięciami zmieniały konserwatywne i stereotypowe myślenie zdominowanego przez mężczyzn świata sportu i polityki. Co więcej, omawiana pozycja to nie tylko biografie pamiętnych postaci, ale także historia rozwoju poszczególnych dyscyplin, a ponadto historia Polski. Mówiąc krótko „Sportsmenki” to książka biograficzno-historyczna, dedykowana przede wszystkim miłośnikom sportowych historii.

Krzysztof Szujecki w wnikliwy sposób przedstawia biografie polskich sportsmenek na tle ówczesnej sytuacji społecznej i politycznej. Opowiada zarówno o ich kolejnych sportowych dokonaniach, jak i prywatnych perypetiach. Każda z biografii znajdujących się na kartach lektury jest w zasadzie odrębną historią, powiązań między rozdziałami jest naprawdę niewiele, dlatego też książki nie trzeba koniecznie czytać od pierwszej do ostatniej strony. Wystarczy otworzyć na wybranej postaci i oddać się lekturze. Dużym pozytywem omawianej pozycji są liczne, doprawdy unikatowe fotografie, a także fragmenty z ówczesnej prasy, które bardzo dobrze oddają klimat dawnych czasów.

Czytając tę lekturę nie można nie docenić pracy autora i włożonego trudu w odtworzenie losów postaci urodzonych nawet ponad sto lat temu. Na każdej stronie książki widać ogromne zafascynowanie autora historią polskiego sportu. „Sportsmenki” to bez wątpienia pozycja napisana z pasją.

„Nie medale jednak stanowią o dziele jej życia, lecz przede wszystkim wielka mądrość, wiedza oraz bezcenne życiowe doświadczenie, które przekazywała kolejnym pokoleniom sportsmenek.”

Sięgając po tę książkę dowiecie się, kogo prasa okrzyknęła mianem „Latającej diablicy”, kim była pierwsza polska olimpijka oraz gdzie powstał pierwszy w Polsce kort ceglany. Odkryjecie, w jakich okolicznościach zaginął pierwszy złoty medal olimpijski dla Polski, czy też, dlaczego rekordzistka świata w szybownictwie została zesłana do obozu pracy pod Uralem.

Przeczytacie, która polska gwiazda wytknęła Charliemu Chaplinowi, że ten zupełnie nie zna się na tenisie, a nawet, do czego polska oszczepniczka wykorzystywała swoje zdjęcie z Adolfem Hitlerem z igrzysk olimpijskich. Dowiecie się, która utytułowana sportsmenka zmarła na skutek ran postrzałowych odniesionych w wyniku próby kradzieży na sklepowym parkingu, jak również, która wicemistrzyni olimpijska straciła zęby w wyniku brutalnych przesłuchań gestapo.

Skąd pochodzi nazwa „rower”? Portret, której polskiej sportsmenki namalował sam Stanisław Wyspiański? Która Polka otrzymała tytuł mistrzyni kraju bez gry, gdyż działacze uznali, że gdyby mogła wystąpić to na pewno by wygrała? Której lekkoatletce długie włosy spięte w warkocz przeszkodziły w zdobyciu medalu na IO w Helsinkach?

 „[…] za wolną Polskę oddała swoje 23-letnie życie.”

„Sportsmenki” to książka przedstawiająca historie trzynastu niezwykłych kobiet, które zapisały się na kartach historii. Kobietach, które przecierały szlaki. Kobietach, które na zawsze zmieniły oblicze polskiego sportu. Dla każdego zainteresowanego historią polskiego sportu to pozycja obowiązkowa.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.




Źródło zdjęcia: własne

czwartek, 1 października 2020

„Lektury dla kibica” – O siatkówce dla młodzieży

Dziś coś dla młodszych czytelników.

Rozdział 226.

Siatkówka. Mistrzowska gra – Jarosław Kaczmarek

Rynek literatury sportowej nieustannie się rozwija. Choć początkowo było to dosyć rzadkie zjawisko, aktualnie coraz częściej pojawiają się książki sportowe dedykowane młodszym czytelnikom. Jedną z nich jest pozycja pt. „Siatkówka. Mistrzowska gra”.

„Takiej atmosfery na meczach siatkówki jak w Polsce nie ma nigdzie na świecie!”

Narracja lektury – zgodnie z tytułem – oparta jest przede wszystkim na kilku turniejach zakończonych zdobyciem złotych medali przez polskie reprezentacje. W przypadku mężczyzn to największe sukcesy kadry trenera Huberta Jerzego Wagnera oraz bardziej współczesne triumfy, czyli mundiale z 2014 i 2018 roku. Co się tyczy natomiast kobiet autor opowiada o mistrzostwach Europy z roku 2003 oraz turnieju rozgrywanym dwa lata później.

„Mistrzowska gra” to historia polskich drużyn, ale na kartach książki znajdują się także krótkie biografie konkretnych sportowców, m.in. Katarzyny Skowrońskiej, Bartosza Kurka, Michała Kubiaka, czy też Magdaleny Stysiak. Zaś w nostalgicznym rozdziale zatytułowanym „Niezapomniani” sylwetki Arkadiusza Gołasia oraz Agaty Mróz.

Oprócz wspomnienia siatkarskiej historii autor próbuje również zaszczepić w młodych pasję do kibicowania i uprawiania siatkówki. Przedstawia reguły gry począwszy od ustawienia zawodników na boisku, przez zasadę przejść, aż po charakterystykę poszczególnych pozycji siatkarskich. Ponadto Jarosław Kaczmarek sporządził krótki „poradnik” jak zostać siatkarzem/siatkarką. W książce dodatkowo znajduje się słowniczek oraz mała „ściąga” dla kibiców w postaci siatkarskich map Polski przedstawiających lokalizację klubów damskiej i męskiej ligi.

 „Kolejne wielkie sukcesy podtrzymują w sercach kibiców płomień siatkarskiej pasji i przyciągają do uprawiania siatkówki nowe pokolenia.”

Lektura nie jest obszerna, to niecałe 200 stron, więc nie powinna przerazić młodzieży swoją objętością. Napisana została zrozumiałym językiem. Wszelkie siatkarskie określenia mogące brzmieć nieco obco dla dzieciaków, takie jak: wyczyścić siatkę, piłki sytuacyjne, czy timing, są od razu wyjaśniane, co należy uznać za spory plus omawianej pozycji. Kolejnym pozytywem są liczne zdjęcia, a także grafiki. Małym mankamentem jest natomiast papier, od którego odbija się światło, co niestety przeszkadza w czytaniu.

Jarosław Kaczmarek opisując wyżej wspomniane triumfy ukazuje piękno gry w siatkówkę i związane z nią emocje. Czyni to głównie poprzez styl komentatorski odtwarzając przebieg najważniejszych meczów, czy też poszczególnych akcji. Momentami czytelnik ma wrażenie, jakby oglądał mecz. Relacje te, choć przywołują wspaniałe wspomnienia, zawierają niestety niewiele informacji pozaboiskowych, które w książkach sportowych są bardzo pożądane.

Biografii siatkarzy także jest zaledwie kilka. Trochę niezrozumiały jest wybór Wilfredo Leóna, który (jeszcze) nie zdobył z reprezentacją Polski żadnego złotego medalu. Tymczasem został pominięty Dawid Konarski, jeden z pięciu podwójnych mistrzów świata.

 „Skończyły się czasy, gdy naszym siatkarzom drżały nogi i ręce przed meczami z Rosjanami, Amerykanami czy Brazylią.”

Dlaczego Hubert Jerzy Wagner był nazywany „Katem”? Kto został pierwszym i jak dotąd jedynym polskim siatkarzem w historii, który wziął udział w czterech igrzyskach olimpijskich z rzędu? Od kiedy żeńską reprezentację kibice nazywają „Złotkami”? Która polska drużyna zyskała przydomek „mistrzowie piątego seta”?

Jako osoba dorosła uważam, iż książkę można było bardziej dopracować. Jednak wiązałoby się to z zwiększeniem jej objętości, czego autor raczej nie chciał zrobić, wiedząc, kto będzie głównym odbiorcą „Mistrzowskiej gry”. Biorąc to pod uwagę, a także fakt, iż lektura nie zawiera ewidentnych błędów, mogę polecić ją młodzieży zainteresowanej siatkówką zarówno z punktu widzenia kibica, jak i zawodnika.

„[…] napięcie w Spodku jest tak wielkie, że wydaje się rozsadzać ściany hali…”

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.



Źródło zdjęcia: własne

wtorek, 22 września 2020

„Lektury dla kibica” – Tatrzańskie historie

Kolejna pozycja do kolekcji w kategorii ‘literatura górska’.

Rozdział 225.

Niech to szlak! Kronika śmierci w górach – Bartłomiej Kuraś

Ostatnie parę lat to prawdziwy boom na książki górskie. Zdecydowany prym w kategorii ‘literatura górska’ wiedzie Wydawnictwo Agora, które do tej pory wypuściło na rynek ponad dwadzieścia pozycji. Najnowszą z nich jest książka „Niech to szlak! Kronika śmierci w górach”, która w przeciwieństwie do większości książek górskich nie dotyczy zmagań na ośmiotysięcznikach, lecz Tatr.


„Wraz z przybyciem turystów śmierć na stałe zagościła w górach.”

Książka autorstwa dziennikarza Bartłomieja Kurasia ma bardzo pomysłowy i chwytliwy tytuł. Niestety podtytuł – Kronika śmierci w górach – nigdy nie powinien zostać zaakceptowany, gdyż po prostu wprowadza czytelnika w błąd. Książka ma nieco ponad 250 stron, a opisy tatrzańskich wypadków nie zajmują nawet połowy jej objętości i to wliczając kilka rozdziałów dotyczących tragicznego losu zwierząt żyjących na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Autor podejmuje tak wiele tematów, iż trudno określić, o czym dokładnie jest ta książka. Oprócz tego, że o Tatrach. To się akurat zgadza.

„Problemem są ludzie, którzy wychodzą w góry wprost zza biurka.”

Zacznijmy od (niefortunnej) tytułowej kroniki śmierci. Bartłomiej Kuraś na kartach lektury opowiada o najgłośniejszych wypadkach, które na przestrzeni lat miały miejsce na tatrzańskich szlakach. Ofiary lawin, uwięzieni grotołazi, tajemniczo zaginieni. Porażenia piorunem, upadki w przepaść, katastrofa śmigłowca, a nawet morderstwa na szlaku. Część prezentowanych historii jest doprawdy intrygująca, zwłaszcza nierozwiązane zagadki kryminalne Podhala.

Muszę jednak szczerze przyznać, iż oczekiwałam więcej opisów wywołujących dreszcze, czy też wspomnień mrożących krew w żyłach. Niestety większość wydarzeń została przedstawiona w formie suchych faktów. Mam świadomość, iż spora część poszkodowanych nie mogła opowiedzieć swoich historii, gdyż nie przeżyła opisywanych wypadków. Ponadto nie wszystkie historie rzecz jasna pochodzą z czasów współczesnych. Mimo wszystko liczyłam na więcej bezpośrednich relacji z akcji ratunkowych, podobnie jak miało to miejsce w książce „Lekarze wgórach”.

„Bywa, że ratownicy muszą wybawiać z opresji osoby, które w tenisówkach drapały się przez oblodzone szczyty […].”

Jak już zostało wspomniane opisy tragicznych wypadków to tylko jeden z licznych wątków lektury. Jej treść to totalny miszmasz. Dlatego też przeczytacie o ochronie przyrody w TPN, losie koni na trasie do Morskiego Oka, nawet pierwszym zakopiańskim proboszczu. Ponadto o staraniach Zakopanego o prawo do organizacji zimowych igrzysk olimpijskich, budowie kolejki linowej, czy wypasie owiec. Autor przedstawia także biografie osób zasłużonych dla górskiego środowiska i członków TOPR, w tym dokonania Andrzeja Bargiela, czy też Macieja Berbeki.

Pomimo iż to tematy związane z Tatrami, jest ich zdecydowanie za dużo. Co więcej momentami były bardziej szczegółowe niż główny wątek wypadków i akcji ratunkowych. Nie twierdzę, że rozdziały te były zupełnie nieciekawe. Wręcz przeciwnie. Tylko patrząc na podtytuł lektury – „Kronika śmierci w górach” – czytelnik ma prawo oczekiwać czegoś innego. Dlatego też znając treść książki uważam, iż bardziej pasuje tutaj podtytuł „Historia Tatr”.

„Są tacy turyści, którzy zdaniem ratowników TOPR, ale też leśników Tatrzańskiego Parku Narodowego, w ogóle nie powinni wychodzić w góry, a przynajmniej nie wyżej niż w doliny.”

Mimo powyższych licznych uwag i mankamentów w książce można odnaleźć interesujące informacje. Dzięki tej lekturze poznacie historię postawienia krzyża na Giewoncie, przeczytacie jak powstał TOPR, a także odkryjecie, co oznaczają poszczególne stopnie w pięciostopniowej skali zagrożenia lawinowego.

Dowiecie się, w jaki sposób zabija swoje ofiary śnieżny pył spadającej lawiny. Poznacie pochodzenie oraz wyjaśnienie nazwy słynnego szlaku – Orla Perć. Przeczytacie przysięgę, którą składa każdy ratownik TOPR, odkryjecie również, dlaczego halny jest szczególnie niebezpieczny dla osób mających problemy z sercem.

Ile może ważyć śnieg spadającej lawiny? Jak głęboko zasypaną ofiarę potrafią odnaleźć psy lawinowe? Która trasa turystyczna jest najtrudniejsza w Tatrach? Jak powstaje halny oraz co oznacza nazwa wiatru w gwarze góralskiej? Dlaczego nie można dokarmiać dzikich zwierząt?

„Co z tego, że ktoś ma świetne raki czy czekan, jak w chwili upadku niesie je w plecaku.”

„Niech to szlak!” to pozycja, która może pełnić rolę edukacyjną o właściwym zachowaniu w górach oraz czających się w nich niebezpieczeństwach. Wypowiedzi ratowników TOPR powinny stanowić sporą przestrogę dla amatorów gór. Na kartach książki znajdziecie sporo cennych rad dotyczących górskich wycieczek.

Dowiecie się jak przygotować się na taką wyprawę, czego na pewno nie może zabraknąć w waszym plecaku oraz co zrobić, gdy na szlaku spotkacie niedźwiadka. Odkryjecie, która pora roku jest bezpieczniejsza dla odwiedzających jaskinie, dlaczego warto ubrać odblaskową bieliznę, a nawet, w jaki sposób oszacować temperaturę na Kasprowym Wierchu znając jej wartość w Zakopanem.

 „Niby wiele o lawinach wiadomo, ale gdy przychodzi, co, do czego – czyli gdy śnieg pędzi w dół z zawrotną szybkością – człowiekowi trudno obronić się przed żywiołem.”

„Niech to szlak!” to jedna z wielu pozycji wśród literatury górskiej. Jedna z nielicznych dotyczących Tatr. Osoby obeznane w tej tematyce nie ocenią jej zbyt wysoko. Jednak wszyscy ci, którzy z górami mają niewiele wspólnego mogą z lektury czegoś się nauczyć. Przecież mało kto wybierze się w Himalaje, a w Tatry już owszem.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.

Źródło zdjęcia: własne

niedziela, 17 maja 2020

„Lektury dla kibica” – Stadiony świata

Po dłużej przerwie wracam z nową książkową propozycją!

Rozdział 219.

Stadiony świata – Joanna Bachanek, Jacek Cukrowicz

Żyjąc w czasach pandemii, kiedy praktycznie codziennie słyszymy hasło „zostań w domu” warto sięgać po książki, które pozwalają, choć na chwilę przenieść się poza swoje najbliższe otoczenie. Dla kibiców tęskniących za futbolem i powrotem na trybuny taką pozycją może być książka Wydawnictwa Dwukropek pt. „Stadiony świata”.

„Stadiony świata” to – zgodnie z podtytułem – ilustrowany przewodnik po najpiękniejszych arenach. Mówiąc dokładniej to ponad dwustustronicowy album, dzięki któremu mamy okazję „zwiedzić” niespełna 50 najbardziej znanych stadionów nie ruszając się z własnej kanapy. Od Wembley i San Siro, poprzez Estadio Santiago Bernabéu i Stadion Śląski, aż po Maracanę, czy La Bombonerę. 

Książka jest bardzo ładnie wydana, duży format pozwolił na ekspozycję równie dużych fotografii, które są największym atutem omawianej pozycji. Szata graficzna książki sugeruje, iż album jest dedykowany dzieciom i młodzieży. Bez wątpienia liczne ilustracje przykują uwagę najmłodszych. Jednak album może zainteresować także niejednego dorosłego. Tekst opisujący kolejne piłkarskie obiekty w żadnym wypadku nie został napisany infantylnym językiem, za to zawiera wiele ciekawych informacji. To książka idealna do czytania wraz z dzieckiem, każdy, bowiem znajdzie w niej coś dla siebie.

„Ale stadion to nie tylko architektura, to również kibice, historia, emocje.”

Album został podzielony na kilka rozdziałów. Najpierw autorzy przedstawiają areny, na których miały się odbyć mecze tegorocznego Euro, następnie odbywamy podróż po pozostałych wartych uwagi stadionach znajdujących się w Europie, a na końcu „odwiedzamy” najciekawsze obiekty obu Ameryk, Azji oraz Afryki. 

„Stadiony świata” to album, który można oglądać i czytać od początku w całości lub na wyrywki z dowolnego miejsca. Wystarczy otworzyć książkę na konkretnym stadionie. I choć opisy kolejnych aren nie są ze sobą w żaden sposób połączone to wszystkie mają podobny schemat. Prezentowane są zdjęcia stadionu, jego nazwa oraz metryczka zawierająca podstawowe dane takie jak państwo i miasto, w którym znajduje się obiekt, gospodarz stadionu, pojemność, rok powstania, a nawet nazwisko projektanta. Dalej poznajemy genezę nazwy areny, historię powstania stadionu, czy też ciekawostki. 

„[…] architekci nawiązali do morskiej wody i zaprojektowali stadion, który wygląda jak olbrzymia fala.”

Niestety jak większość publikacji i „Stadiony świata” mają trochę mankamentów. Jeśli chodzi o aspekty wizualne to moja jedyna uwaga dotyczy czcionki, która jak na książkę takich gabarytów jest trochę za mała. To jednak nie stanowi większego problemu. Inaczej jest z wartością merytoryczną książki. Omawiana publikacja jest nowym wydaniem albumu, który ukazał się w 2016 roku. Niestety ewidentnie niektóre opisy zostały skopiowane, bez sprawdzenia i aktualizacji. I tak w książce Cristiano Ronaldo strzela gole zarówno w barwach Realu Madryt na Bernabéu, jak i jest zawodnikiem Juventusu. W Neapolu zaś nadal mamy rok 2016. 

To nie koniec wychwyconych przeze mnie błędów. Polska podobno nigdy nie przegrała na Stadionie Narodowym w Warszawie, a Urugwaj organizując pierwsze w historii mistrzostwa świata był już dwukrotnym zdobywcą tego tytułu (?!). Problem pojawia się także, kiedy autorzy wspominają o najstarszym klubie piłkarskim. W „Stadionach świata” jest to Notts County. Angielski klub faktycznie jest najstarszym profesjonalnym klubem piłkarskim na świecie. Jednak za pierwszy klub oficjalnie, również przez FIFA, uznawany jest Sheffield F.C. Twórcy książki pomijając słowo „profesjonalny” przy nazwie Notts County wprowadzają czytelnika w błąd. 

Co więcej autorzy nie ustrzegli się także pomyłek w pisowni. Nazwy klubów nie zawsze były odmieniane przez przypadki, część z nich była napisana poprawnie a część po prostu zostawiona w wersji oryginalnej. Mundial notorycznie pisany dużą literą, tak samo jak mistrzostwa świata, choć nie była podawana pełna nazwa konkretnego turnieju. Takich błędów zawsze powinno się wystrzegać, a w przypadku książki dla dzieci należałoby szczególnie zwrócić uwagę na poprawną pisownię.

„Po starym stadionie zostały tylko wspomnienia, ale jego nazwa niezmiennie wywołuje dreszcze zarówno wśród kibiców, jak i zawodników.”

Pomimo powyższych uwag bez wątpienia to pozycja warta uwagi. Książka zawiera nie tylko piękne zdjęcia, ale i naszpikowana jest mnóstwem ciekawostek. Dowiecie się, do czego nawiązuje nazwa Wembley, gdzie krzesełka wykonano z trzciny cukrowej zamiast plastiku, czy też, która arena jest największym zadaszonym stadionem na świecie. Odkryjecie, kim był John Hampden, którego nazwiskiem nazwano arenę w Glasgow, jak również, którą szatnię urządzono zgodnie z zasadami feng-shui. 

Sięgając po tę książkę dowiecie się, co jest dłuższe: kolejka linowa na Kasprowy Wierch, a może liny dachu Stadionu Narodowego w Warszawie, a także gdzie po raz pierwszy zastosowano siatki w bramkach. Odkryjecie skąd pochodzi murawa znajdująca się na Stadionie Śląskim w Chorzowie, który obiekt przypomina pudełko czekoladek oraz co wyróżnia stadion Schalke. 

Przeczytacie, dlaczego włoski rząd nie przystał na prośbę władz Neapolu, aby ich stadion nazwać na cześć Diego Maradony. Ponadto dowiecie się gdzie znajduje się największy pływający stadion na świecie, a także architekci, którego obiektu inspirowali się rzymskim Panteonem. 

„Taki klub nie potrzebuje stadionu… on potrzebuje świątyni!”


Co zakopano na boisku nowego Wembley? Jak kibice nazywają San Mamés? Pod murawą, którego europejskiego stadionu biegnie… autostrada?! Która arena przypomina statek kosmiczny? Co jest cięższe – wieża Eiffla czy dach Stade de France?

Podsumowując „Stadiony świata” to piękna, wizualna podróż dookoła piłkarskiego świata. Jednak książka ucieszy nie tylko oczy młodszych, jak i nieco starszych miłośników futbolu, ale także uzbroi ich w mnóstwo interesujących faktów.  


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.



Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Piękna gra. Piłka nożna w obrazkach
   2. Mundial. Opowieści niesamowite
   3. Lewy. Chłopak, który zachwycił świat

niedziela, 12 kwietnia 2020

„Lektury dla kibica” – Czy przyleciał z nami lekarz?

Himalaizm z zupełnie innej perspektywy. 

Rozdział 218.

Lekarze w górach. Bohaterowie drugiego planu – Fusek Wojciech , Porębski Jerzy

Ich nazwiska nie są powszechnie znane. Rzadko, kiedy stawali na górskim szczycie. Czasem nawet nie opuszczali bazy. Nie pisały o nich gazety, nie mówiono o ich wyczynach w telewizji. Nikt nie śledził ich kolejnych kroków. Pomimo to bez nich często nie byłoby sukcesu danej wyprawy, a co ważniejsze niektórzy wspinacze w ogóle nie wróciliby z dalekich Himalajów. Lekarze, bo o nich mowa, w górach zwykle odgrywają drugoplanowe role. Jednak dzięki książce „Lekarze w górach” mogli, choć na chwilę wyjść z cienia i zostać głównymi bohaterami, a szersza publika przeczytać o ich dokonaniach.

„Dla nich zdobycie szczytu jest najważniejsze.
A dla lekarza liczy się to, żeby nie dopuścić do tragedii.”

„Lekarze w górach” to pozycja o wspinaniu i himalaizmie z zupełnie nowej perspektywy. Tak bardzo inna od wcześniejszych tego typu publikacji. Pierwszy raz ktoś pisząc o himalaizmie nie skupił się na zdobywcach kolejnych ośmiotysięczników. Chciałoby się napisać: wreszcie! Wreszcie jakaś odmiana, do tego niezwykle ciekawa.

Lektura ukazuje kulisy pracy – przede wszystkim polskich – medyków w Himalajach, począwszy od aklimatyzacji i choroby wysokościowej, poprzez wypadki, aż po rzadko poruszany wątek dopingu. To książka pełna ciekawych historii, anegdot i cennych informacji. Rzecz jasna z racji tematyki nie brakuje w niej dramatycznych wspomnień, czy też relacji z nie zawsze udanych akcji ratunkowych. Jednak to nie tylko książka naznaczona śmiercią i tragediami. Na kartach lektury znajduje się także wiele historii zakończonych happy-endem, a nawet zabawnych perypetii.

„Powrót w doliny, gdzie jest wyższe ciśnienie, leczy wiele górskich dolegliwości. A wyjście wysoko wiele ukrytych chorób odkrywa.”

Autorzy książki wielokrotnie oddają głos uczestnikom wypraw, nie tylko lekarzom, ale i himalaistom. Dzięki czemu otrzymujemy relacje „z pierwszej ręki”. Oprócz opisu kolejnych przygód, autorzy przybliżają również sylwetki medyków, a nawet ukazują jak z biegiem lat zmieniała się medycyna w górach, znaczenie badań himalaistów, czy też rola lekarzy na wyprawach. 

Rozdziały są tematyczne. Narracja nie nuży, a książka naprawdę wciąga. Czyta się z dużym zainteresowaniem. W dodatku pozycja została ubogacona ciekawymi fotografiami. 

Dla osób obeznanych w tej tematyce część przedstawionych treści będzie powtórką, ale przytaczane anegdoty opisane są z nowej perspektywy, więc z pewnością nawet ktoś, kto „zjadł zęby na himalaizmie” zostanie czymś zaskoczony. Zaś wątki czysto medyczne uzupełnią posiadaną dotychczas wiedzę o funkcjonowaniu człowieka w górach.

„Oczywiście tam, wysoko zdarzają się cuda, nie tylko dlatego, że bliżej do nieba.”

W książce znajduje się wiele niesamowitych medycznych historii. Dowiecie się, kto zdiagnozował u siebie zapalenie wyrostka robaczkowego i… sam się zoperował, czy też, który polski lekarz musiał wbić igłę w własną klatkę piersiową, aby pozbyć się odmy zgniatającej mu płuco. Odkryjecie, co w Himalajach lekarz potrafi zrobić na drutach, czy też jak zakończyła się operacja chirurgiczna przeprowadzona w namiocie przy prawie minus 30 stopniach. Przeczytacie, w jaki sposób doktor nastawił zwichnięty bark wspinacza… przez radiotelefon.

„[…] wczołgał się do namiotu i mówi:
- Tu zostaję.
- Stary, zostajesz, to umierasz, innej opcji nie ma.”

Równie ciekawym rozdziałem omawianej książki są świadczenia medyczne udzielane przez lekarzy poszczególnych wypraw miejscowej ludności podczas marszu do bazy. Przeczytacie historię o cudownym wyzdrowieniu umierającego na zapalenie płuc dziecka oraz prześledzicie operację czyraka niespodziewanie zakończoną błyskawicznym sukcesem. Zatrzymacie się przy wspomnieniach dramatycznego porodu, a następnie odkryjecie, jaką chorobę zgłaszał tragarz pokazując gest podrzynania gardła.

„W górach udaje się oszukać organizm, ale […] tylko na chwilę.”

Czytając tę lekturę dowiecie się jak zmienia się funkcjonowanie człowieka w zależności od wzrastającej wysokości oraz co jest najczęstszą przyczyną zgonów związanych z chorobą wysokościową. Odkryjecie, co można znaleźć w obozowej apteczce, czy też o ile spadają zdolności intelektualne człowieka na wysokości 8000 metrów. Przeczytacie również, co zrobić w przypadku wystąpienia ślepoty śnieżnej, a także, dlaczego zażycie substancji wspomagających podczas ataku szczytowego jest czystym szaleństwem. 

„W strefie śmierci nawet leżenie wyniszcza organizm.”

Dowiecie się, co zrobił organizator jednej z wypraw, że otrzymał mandat z paragrafu mówiącego o karach za zaśmiecanie gór. Odkryjecie, na który szczyt wiedzie szlak pomiędzy ciałami zmarłych wspinaczy. Ponadto poznacie cichego bohatera słynnej akcji ratunkowej na Nanga Parbat, zakończonej ocaleniem Francuzki Eli Revol.

„Na twarzy malował się niewysłowiony ból.”

Jakie ciśnienie panuje na Evereście? Na jakiej wysokości zaczyna się tzw. strefa śmierci? W czym tkwi sekret wyjątkowej wydolności Szerpów? Czy można spaść z wysokości 400 metrów i przeżyć? Jakie jest prawidłowe tempo zdobywania aklimatyzacji?

„Lekarze w górach” to połączenie relacji z wypraw i tematów ściśle medycznych. Bez wątpienia świetne uzupełnienie wcześniej przeczytanych książek górskich. Oryginalna pozycja, którą warto się zainteresować. 

„To nie stadion czy basen, lecz strefa śmierci.”


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Spod zamarzniętych powiek
   2. Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało
   3. Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście
   4. Erhard Loretan. Ryczące ośmiotysięczniki
   5. Anatomia Góry. Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami
   6. Rozmowa z Górą
   7. Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonują każdą górę