środa, 13 czerwca 2018

Karta Kibica Reprezentacji Polski…

…czyli czego nie znajdziecie w oficjalnym poradniku.

Zakup biletów na wydarzenia sportowe zwykle jest niemałym wyzwaniem. Trzeba nie tylko nadszarpnąć swoje fundusze, ale również często wykazać się determinacją i refleksem. Wzrost zainteresowania sportem oraz coraz większa ilość organizowanych w naszym kraju imprez sprawiła, że zdobycie poszczególnych wejściówek, zwłaszcza tych w przystępnej cenie, nie jest proste. W przypadku meczów naszej kadry futbolowej sprawę ułatwia posiadanie Karty Kibica, która uprawnia do kupna biletów w przedsprzedaży.

Do pewnego momentu wyrobienie owej karty kosztowało 25 złotych, konieczne było także udanie się do oddziału Alior Banku w celu jej odebrania. Od 1 sierpnia 2016 roku opłata została zniesiona do symbolicznej złotówki, płaconej w ramach przelewu, który weryfikuje tożsamość kibica. Dokument dostarczany jest także prosto do jego domu. Informacje dotyczące nowego procesu wyrobienia karty są bardzo optymistyczne: „Założenie Karty Kibica w Alior Banku jest proste i szybkie jak nigdy wcześniej. Wystarczy wypełnić wniosek internetowy i postępować według instrukcji, zajmie to najwyżej kilka minut. Bez odchodzenia od komputera i wychodzenia z domu!”

Tyle w teorii. Tak naprawdę wyrobienie karty może okazać się bardziej skomplikowane. W moim przypadku kosztowało sporo nerwów, czasu, a także znacznie więcej pieniędzy niż ową złotówkę. Aby Wam tego wszystkiego zaoszczędzić zdradzę to, czego w oficjalnym poradniku nie znajdziecie.

Pierwszym krokiem jest rejestracja na portalu Łączy nas piłka. Z tym nie powinno być żadnych problemów. Po utworzeniu konta przechodzimy do sekcji „Zamów kartę”. Wypełnienie wniosku faktycznie, zgodnie z zapowiedzią, zajmuje kilka chwil. „Schody” zaczynają się, gdy zostajemy przekierowani na stronę banku (pomijam już fakt, iż związanie się z bankiem jest jedyną dostępną opcją, czy nam się to podoba czy nie). W ostatnim kroku należy, bowiem podać numer swojego konta (musi być indywidualne, a nie wspólne), z którego dokonamy potwierdzającego przelewu. Proste, prawda? Otóż niezupełnie. Okazuje się, iż system nie przyjmuje wszystkich kont bankowych. Jeśli Wasze konto nie znajduje się wśród tych wybranych i nie zostanie zaakceptowane możecie zapomnieć o haśle „bez wychodzenia z domu”. Co więcej pracownicy banku twierdzą, że odrzucenie konta spowodowane jest naszym błędem, sugerują, że coś źle wpisaliśmy i dlatego system nie może zweryfikować naszych danych. Jest to bzdura, ale o tym, że to Alior nie akceptuje wszystkich banków można dowiedzieć się po kilku rozmowach telefonicznych, odbytych oczywiście na koszt kibica. 

Co należy zrobić w takim momencie? Poradnik dostępny na stronie Łączy nas piłka w ogóle nie bierze takiej opcji pod uwagę, tam wszystko jest szybkie i bezproblemowe. Na stronie banku zaś wyświetla się informacja, iż trzeba udać się do jego oddziału. Od razu Wam powiem, iż możecie sobie taką wizytę w tym momencie odpuścić. Konsultanci telefoniczni Alior Banku również „nie mówią jednym głosem”. Jedni polecają zaznaczyć opcję, iż nie posiadamy konta w banku polskim, inni przepraszają za niekompetencje pozostałych pracowników i tego zabraniają. Rzeczywiście jednak bez poświadczenia nieprawdy niczego nie zdziałamy. Tu jednak może pojawić się kolejny problem, w moim przypadku opcja ta również nie była aktywna, o czym „uprzejmie” informował komunikat „Wystąpił nieoczekiwany błąd. Skontaktuj się z administratorem.” Zgodnie z wytycznymi skontaktowałam się ponownie z infolinią, byłam także w oddziale banku, ale pracownicy na zgłaszany błąd w systemie potrafili tylko powiedzieć „czasem się tak zdarza”, czy też stwierdzić, że to wina portalu Łączy nas piłka, a oni nie są w stanie nic zrobić. Każdy, z kim rozmawiałam sugerował złożenie wniosku od początku. W rezultacie składałam go tyle razy, że aż trudno zliczyć.

Jak się pewnie domyślacie moja cierpliwość skończyła się już dawno, ale chcąc jednak posiadać kartę kibica i móc kupować bilety w przedsprzedaży musiałam coś zrobić. Skorzystałam, więc z formularza kontaktowego dostępnego na Łączy nas piłka. W odpowiedzi ze strony Alioru otrzymałam poradę… aby anulować wniosek i złożyć go od nowa. Najwidoczniej to jedyna odpowiedź na każde zgłoszenie. Wymienienie kilku wiadomości z bankiem niczego nie wniosło, bo „kontakt mailowy nie jest oficjalnym kanałem kontaktu z Bankiem”, ponownie zalecano rozmowy z infolinią. Takiej opcji nie brałam pod uwagę, nie miałam zamiaru tracić więcej pieniędzy na kolejne niedorzeczne rozmowy.

W końcu jednak znalazła się jedna osoba, która zainteresowała się problemem i sensownie zdołała odpisać. Pani z Zespołu ds. Kontaktów z Kibicami PZPN (kontakt dostałam od portalu Łączy nas piłka na Facebooku), poinformowała mnie, iż należy po prostu… zignorować błąd i udać się do banku w celu potwierdzenia tożsamości, bo taki wniosek jest aktywny. Trzeba było aż tygodnia, aby uzyskać tę istotną informację. Interwencja jednej kompetentnej osoby zaowocowała także tym, iż po wypełnieniu na nowo wniosku, pomimo wszystkich komunikatów, które nadal się pojawiały, na mój email przyszła wiadomość, iż wniosek faktycznie jest aktywny. 

Po tych wszystkich przygodach w ogóle nie zdziwiło mnie to, że pracownica oddziału banku była bardzo zaskoczona, że ma potwierdzić moje dokumenty, choć opcja „nie posiadam konta w polskim banku” nie działa. Nadal twierdziła, że jest to niemożliwe. Pokazałam, więc email z informacją o poprawnym złożeniu wniosku, pani wykonała telefon, aby upewnić się, że to na pewno prawda i dopiero wtedy procedura została zakończona. Na drugi dzień w moim panelu na stronie Łączy nas piłka pojawił się numer Karty Kibica niezbędny do kupowania biletów. Sama karta pojawiła się w skrzynce po ponad tygodniu.

Podsumowując: po kilkunastokrotnym (po dziesiątej próbie przestałam liczyć) wypełnianiu wniosku, trzech wizytach w oddziale banku, kilku telefonach na infolinię i paru wymienionych wiadomościach mailowych Karta Kibica została wreszcie wyrobiona. Toż to istny cud! Miała kosztować symboliczną złotówkę, tymczasem jej cena wzrosła o wszystkie rozmowy telefoniczne z infolinią banku. O nerwach i stracie czasu na wizyty w oddziale nawet nie mam ochoty wspominać. Miało być szybko, łatwo, bez problemów. Wyszło jak zawsze. A wystarczyło napisać rzetelny poradnik dotyczący całej procedury i otwarcie przyznać, które banki są akceptowane, a które zostaną odrzucone i konieczne będzie udanie się z wizytą do banku. Po tym wszystkim nie ma, co się dziwić, że hasło Alior Bank - wyższa kultura bankowości brzmi dla mnie jak mało śmieszny żart.

P.S. Istotna informacja! Kartę można założyć od początku do końca osobiście w oddziale banku, co proponowano mi podczas jednej z wizyt. Taki sposób ma jednak jedną poważną różnicę od złożenia wniosku w Internecie. Otóż numer swojej karty poznacie dopiero w momencie fizycznego jej posiadania. Sama karta nie jest potrzebna do zakupu biletów, ale jej numer jest już niezbędny. Dlatego należy oszacować czy na pewno zdążycie z jej wyrobieniem do następnej przedsprzedaży biletów.

Powodzenia!

piątek, 1 czerwca 2018

Gracias Zidane

Ta wiadomość spadła jak grom z jasnego nieba. Zaledwie kilka dni po zdobyciu historycznej, trzeciej z rzędu Ligi Mistrzów, Zinedine Zidane ogłosił, iż opuszcza Real Madryt. Będąc na absolutnym szczycie Francuz powiedział „pas”. Jeszcze niedawno, mniej więcej w połowie minionego sezonu, widząc jedną katastrofę za drugą w wykonaniu Los Blancos, byłam na niego wściekła. Teraz jestem zdruzgotana odejściem wielkiego piłkarskiego geniusza...

Z całym madridismo się smucę, bo mam poczucie, że najpiękniejsza część historii ukochanego klubu właśnie dobiegła końca. I co gorsza, może się już nigdy nie powtórzyć. To nie ma prawa po prostu wydarzyć się jeszcze raz. Francuz zdobywał tytuł średnio co 17 spotkań! Niebywałe osiągnięcie! Wygrał 9 tytułów na 13 możliwych. Przegrał jedynie 16 z 149 rozegranych spotkań. I co najważniejsze jest jedynym trenerem na świecie, który zdobył trzy Puchary Europy z rzędu. Prestiżowa, najwspanialsza, największa Liga Mistrzów. Trzy niezwykłe lata. 2016, 2017, 2018. Mediolan, Cardiff, Kijów. Gdybym nie widziała na własne oczy, to bym nie uwierzyła.

Jestem emocjonalnie rozbita odejściem Zizou, a tak naprawdę w ogóle nie byłam entuzjastką jego zatrudnienia. Byłam wręcz pewna, że to „nie wypali”. Że trener bez większego doświadczenia nie osiągnie niczego wielkiego z tą drużyną. Czas pokazał jak bardzo – na szczęście – się myliłam. To jedna z moich najsłodszych pomyłek!

Przez te dwa i pół roku Zizou niezwykle nas madridistas rozpieścił. Nie tylko pasmem sukcesów, ale również swą elegancją, skromnością i sposobem prowadzenia klubu. Piłkarze Realu poszliby za Zizou w ogień. Trener stworzył fantastyczną atmosferę i zaskarbił sobie szatnię. Zawsze bronił piłkarzy, a do rywali odnosił się z szacunkiem i wielką klasą. To wszystko sprawia, że z obawą patrzę w przyszłość. Boję, że pożegnanie Mistera było pierwszym z kilku, a klub czeka rewolucja…

Wielki smutek miesza się z równie wielkim podziwem. Podziwem dla jego osiągnięć, ale także i dla decyzji o odejściu. Francuz był świadomy, że to, czego dokonał było zdumiewające. Ustawił poprzeczkę tak wysoko, iż czuł, że w kolejnym sezonie raczej już jej nie dorówna. Nie pozwolił więc by to wszystko, co osiągnął zostało zastąpione przez porażki, upadek i zwolnienie. Odszedł w blasku triumfu, na własnych warunkach zostawiając piękne dziedzictwo i wspomnienia. Nigdy Ci tego Zidane nie zapomnimy! 

Jest mi przykro, ale czuję ogromną wdzięczność. Za najwspanialsze lata mojego kibicowskiego życia! Za konieczność powiększenia gablot na Bernabéu, bo zdobyte trofea nie mieściły się już w obecnych! Za wielkie emocje! Piękne zwycięstwa! A także nieliczne porażki, które sprowadzały na ziemię i pozwalały odpowiednio doceniać triumfy! Dziękuję! Gracias por todo Mister! Merci Zizou! I jak sam powiedziałeś do zobaczenia!

Źródło zdjęcia: https://twitter.com/realmadriden

piątek, 11 maja 2018

„Lektury dla kibica” – Przywódca Ancelotti

Ponownie spotkamy się z Carlo Ancelottim.

Rozdział 163.

Carlo Ancelotti. Dyskretne przywództwo – Carlo Ancelotti

Są takie książki, które człowiek wspomina jeszcze długo po skończeniu lektury. Jedną z nich jest książka „Carlo Ancelotti. Nienasycony zwycięzca”. Ta lektura była czystą przyjemnością. Zabawna, szczera, bezkompromisowa oraz napisana z dużym dystansem do samego siebie. Dlatego też bez wahania sięgnęłam po kolejną książkę włoskiego trenera pt. „Dyskretne przywództwo”.

„Jeśli uważasz, że sobie nie radzę, to po prostu mnie wywal, zamiast stawiać mi idiotyczne ultimatum.”

Pierwsza pozycja była kopalnią piłkarskich historii i anegdot. Natomiast druga książka mogłaby się znaleźć zarówno na półce pełnej książek literatury sportowej, jak i wśród tych dotyczących zarządzania ludźmi. W „Dyskretnym przywództwie” Carlo Ancelotti na podstawie swojego życia i doświadczeń przedstawia swoją wizję futbolu oraz kreuje zasady, którymi się, na co dzień kieruje. Ujawnia także sposoby zarządzania i prowadzenia drużyn pełnych gwiazd pozwalające mu przez lata odnosić sukcesy.

W książce znajduje się wiele ciekawych i trafnych uwag o relacjach międzyludzkich. Nie brakuje w niej wątków autobiograficznych, informacji zza kulis oraz piłkarskich historii. Pod koniec każdego rozdziału w punktach podsumowane są poszczególne wskazówki dotyczące przywództwa, które wcześniej za pomocą wspomnień opisuje Włoch. Wszystko czyta się z przyjemnością i sporym zaciekawieniem.

„Nie wolno tłamsić geniuszy – ważne, by zachowali to coś, co ich wyróżnia – ale ważne też, by pomóc reszcie drużyny zrozumieć wartość, którą wnosi taki wyjątkowy zawodnik.”

Sięgając po tę pozycję przeczytacie, w jaki sposób Carlo stara się integrować zawodników pochodzących z różnych krajów oraz dowiecie się czy silne, pozytywne relacje z piłkarzami negatywnie wpływają na autorytet trenera. Odkryjecie, do jakich piłkarzy Włoch ma „zero tolerancji”, a także, w jaki sposób bez wprowadzania tyrani osiąga swoje cele i sprawia, że piłkarze stoją za nim murem.

Dowiecie się jak Rivaldo zareagował na informację, iż pierwszy raz w życiu będzie rezerwowym, a także, dlaczego Abramowicz wybrał Luiza Felipe Scolariego zamiast Ancelottiego na trenera Chelsea w 2008 roku. Przeczytacie, dlaczego Ibra odmówił bycia kapitanem PSG oraz w jaki sposób piłkarze pokroju Ronaldo i Zidane’a wpłynęli na ulubiony system gry Carla. Odkryjecie nawet jak w Hiszpanii nazywają styl Diego Simeone, czy też jak brzmi „zasada Lombardiego” i co ma wspólnego z Cristiano Ronaldo.

„Nasi piłkarze zdawali sobie sprawę, że jestem na celowniku właściciela, i mieli poczucie, że mnie zawiedli. Zaczęli grać dla mnie.”

Carlo opowiada o relacjach panujących w sztabie szkoleniowym, a także stosunkach łączących go z prezesami klubów. Zdradza, w jaki sposób Abramowicz reagował na porażki, a także jak przekonał Berlusconiego do kupna Alessandro Nesty. Wspomina jak piłkarze Chelsea zachowali się po jego zwolnieniu z funkcji trenera. Tłumaczy, dlaczego po przegranym meczu daje piłkarzom dzień wolnego oraz co było barierą dla Garetha Bale’a podczas pierwszego sezonu Walijczyka w Madrycie. Ujawnia również, jakie decyzje podjąłby w pamiętnym finale Ligi Mistrzów w Stambule patrząc na sprawę z dzisiejszej perspektywy.

„Milan był jak rodzina, a tę zawsze stawiam na pierwszym miejscu.”

„Dyskretne przywództwo” to książka Ancelottiego, ale i o Ancelottim. Oprócz przemyśleń Włocha w książce znajdują się również obszerne wypowiedzi jego współpracowników, zawodników, których prowadził, a nawet rywali. Swoją opinią i wspomnieniami dzielą się Cristiano Ronaldo, David Beckham, Zlatan Ibrahimović, Paolo Maldini, a nawet sir Alex Ferguson.

CR7 wspomina jak Ancelotti zachowuje się, gdy traci panowanie nad sobą. Ibra opowiada, jakim Carlo jest trenerem oraz porównuje go z innymi menedżerami, tłumacząc jednocześnie, dlaczego to Ancelotti jest jego ulubieńcem. John Terry natomiast zdradza, co zrobiło na nim największe wrażenie, kiedy trener przybył do Chelsea. Alessandro Nesta zaś ujawnia, co Carlo powiedział piłkarzom Milanu w przerwie finału z Liverpoolem, kiedy Włosi prowadzili 3-0.

„Od chwili podpisania kontraktu cena zawodnika przestaje mieć znaczenie.”

Bez wątpienia do lektury tej pozycji osoba Carlo Ancelottiego przyciągnie głównie kibiców piłkarskich. Jednak „Dyskretne przywództwo” to ciekawa książka, która powinna także zainteresować osoby zarządzające ludźmi. Wskazówki włoskiego trenera mogą okazać się kluczowe w osiągnięciu sukcesu. Warto, więc zajrzeć do tej książki.

Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
      1. Carlo Ancelotti. Nienasycony zwycięzca
      2. Alex Ferguson. Być liderem
      3. Pep Guardiola. Sztuka zwyciężania
      4. Mourinho. Za kulisami zwycięstw

piątek, 4 maja 2018

„Lektury dla kibica” – Kobiety gór

Po raz kolejny w cyklu książkowym tematyka górska.

Rozdział 162.

Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonują każdą górę – Mariusz Sepioło

Himalaizm to od pewnego czasu gorący temat. Dziedzina, którą jeszcze niedawno interesowali się nieliczni, ostatnio stała się bardzo populara. Himalaizm jest obecny w mediach, a także coraz częściej wśród literatury sportowej. Zazwyczaj wydawcy prezentują pozycje dotyczące męskiej części środowiska wspinaczy. Dotychczas czytelnicy mogli sięgnąć m.in. po biografię Jerzego Kukuczki, czy też książkę Adama Bieleckiego. Chcąc natomiast poznać historie wspinających się kobiet warto zajrzeć do pozycji „Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonują każdą górę”.

„Kiedy mówiono jej, że coś jest niemożliwe, ona natychmiast to realizowała.”

Książka autorstwa Mariusza Sepioło to zbiór kilkunastu biografii polskich himalaistek podzielonych na dwie części – wczoraj i dziś. W pierwszej z nich przedstawiono historie kobiet, które wspinały się w dawnych latach, także tych postaci, które straciły swoje życie w górach. W części „dziś” natomiast znajdują się bardziej współczesne biografie. 

Każda z opowieści pozwala poznać sylwetki kobiet, które zapisały się w historii himalaizmu. Ich dokonania oraz przeżycia. Mariusz Sepioło nie skupia się jednak tylko na „suchych” faktach i łatwo dostępnych informacjach. Poprzez swoją opowieść ukazuje także osobowość każdej bohaterki. Pokazuje kobiety z krwi i kości. 

„[…] pozostaje idealistką, nigdy nie myśli, że kolejna górska śmierć może przydarzyć się właśnie jej.”

Na potrzeby książki autor przeprowadził wiele wywiadów. Część historii opowiadają same himalaistki, dzięki czemu otrzymujemy relacje z pierwszej ręki, tak bardzo pożądane przez czytelników sportowych biografii. Życiorysy nieżyjących już himalaistek oparte są w dużej mierze na wypowiedziach ich bliskich. W książce nie brakuje także głosu innych osób ze środowiska wspinaczy. Wszystkie te wypowiedzi nadają przedstawionym historiom ciekawego tła i kolorytu. Niektóre informacje powielają się, a poszczególne opowieści łączą ze sobą, gdyż życiorysy ich bohaterek niejednokrotnie się przeplatały. Książkę czyta się lekko i przyjemnie. Każda biografia jest nie tylko ciekawie opisana, ale także uzupełniona wieloma unikatowymi zdjęciami.

„Byłyśmy na nią wściekłe. Straciłyśmy możliwość czysto kobiecego wejścia na dziewiczy szczyt i zapisanie się w annałach eksploracji gór najwyższych.”

Czytając tę książkę dowiecie się, dlaczego Halina Krüger-Syrokomska wspinała się z Wandą Rutkiewicz, choć obie panie znacznie się od siebie różniły i nie lubiły. Odkryjecie, dlaczego Halina Krüger wyrzuciła Annę Okopińską, gdy ta chciała zapisać się do Klubu Wysokogórskiego. Przeczytacie, dlaczego niezbyt chętnie zabierano na wyprawy Wandę Rutkiewicz, co Polka zostawiła na szczycie Mount Everestu oraz co to jest „braterstwo liny”. 

Odkryjecie, którą z himalaistek opisują słowa „miała jedną wadę: dla sukcesu górskiego oddałaby wszystko, łącznie z własnym życiem”. Dowiecie się, jakie są różnice między wspinającymi się kobietami a mężczyznami, czy też, dlaczego ciała Haliny Krüger-Syrokomskiej nie zostawiono w szczelinie, ale zniesiono na dół.

„Widzieliśmy kolorowy świat poza naszą żelazną kurtyną, który dla innych był niedostępny.”

Anna Okopińska tłumaczy jak kiedyś wyglądała akcja górska i czym się różniła od tej dzisiejszej. Wspomina także zdobycie Gaszerbruma II, dokonanie, które dało „europejski kobiecy rekord wysokości”. Alicja Bednarz wyjaśnia, dlaczego wyprawa na K2 była jej ostatnią, zaś Aleksandra Dzik wspomina atak terrorystów na bazę pod Nanga Parbat. 

Kinga Baranowska tłumaczy, dlaczego do dziś nie zdobyła Everestu oraz który z ośmiotysięczników był dla niej najtrudniejszy. Z relacji Ewy Panejko-Pankiewicz dowiecie się czy faktycznie „w górach przyjaźń nie istnieje”. Himalaistka wyjaśnia także czy macierzyństwo w Himalajach bardziej ciąży czy dodaje skrzydeł. Zdradza również czy człowiek widząc śmierć innego wspinacza zaczyna się bardziej bać o siebie.

„Straci przyjaciół i będzie patrzeć z bliska na śmierć innych alpinistów.”

Śledząc losy kobiecego himalaizmu na podstawie kolejnych biografii możemy zauważyć, jak z biegiem lat zmieniało się wspinanie. Mamy okazję poznać górski świat kobiet, a także zrozumieć, dlaczego dla niektórych tak ważna była idea kobiecego wspinania. „Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonują każdą górę” to pozycja, która powinna zainteresować każdego fascynata himalaizmu.

„Miasto więcej wybacza. Na wysokościach potknięcie oznacza lot w dół.”

Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
       1. Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście
       2. Spod zamarzniętych powiek

sobota, 28 kwietnia 2018

„Lektury dla kibica” – Życie Mameda Khalidova

Oto kolejna, warta uwagi biografia sportowca. 

Rozdział 161.

Lepiej, byś tam umarł – Mamed Khalidov, Szczepan Twardoch

Mamed Khalidov to jeden z bardziej rozpoznawalnych polskich sportowców. Większość zainteresowanych zna jego postać dzięki galom KSW. Jednak za obrazem gwiazdy MMA kryje się wyjątkowo ciekawy człowiek, którego historia została przedstawiona w książce o mocnym i intrygującym tytule „Lepiej, byś tam umarł”

„To coś naprawdę strasznego: bić się.”

„Lepiej, byś tam umarł” to biografia Mameda Khalidova napisana w formie wywiadu rzeki. Opowieść nie została podzielona na żadne bloki tematyczne, czy też rozdziały. Wydaje się, iż to jeden długi wywiad, jednak w rzeczywistości to wiele rozmów połączonych w spójną całość. Chronologia niejednokrotnie zostaje zaburzona, a pewne wątki wielokrotnie się przewijają. Nie ma to jednak w zasadzie żadnego znaczenia. Książkę czyta się doskonale. To wciągająca lektura, od której naprawdę trudno się oderwać. 

Szczepan Twardoch zadaje trafne pytania, doskonale prowadzi konwersację. Naprowadza na pewne tematy, pozwalając jednocześnie swobodnie wypowiadać się Khalidovowi. Pisarz nie przyćmił osoby sportowca, nie starał się być głównym bohaterem książki. Panowie bardzo dobrze się uzupełniają a Mamed otworzył się przed swoim rozmówcą. Nie pomija osobistych, trudnych tematów, choć niejednokrotnie stwierdza, iż boi się, że ludzie w Polsce mogą pewne kwestie źle zrozumieć. Mimo tych obaw to szczerość jest jedną z głównych cech tej pozycji.

„[…] zaczynam sobie przypominać te zbombardowane bloki, zabite dzieci, ciała…”

Czytając tę książkę dowiecie się sporo na temat pochodzenia Khalidova. Mamed przedstawia swoje korzenie, rodzinę, kraj i tradycje. Wspomina dzieciństwo, a także sięga pamięcią do dramatycznych przeżyć, jakimi niewątpliwie była wojna w Czeczeni. Historie dotyczące przeszłości Mameda mogą wręcz czasem budzić grozę. A czytając opowieść o brutalnym porwaniu, które cudem udało mu się przeżyć, wydaje się, iż to streszczenie filmu akcji a nie prawdziwe wspomnienia. 

Dowiecie się, dlaczego dziadek Mameda zmienił nazwisko na Khalidov, jak brzmi kodeks Czeczena, czy też, jaki jest wzorzec mężczyzny i ojca według tradycji czeczeńskiej. Khalidov opowiada, w jaki sposób trafił do Polski, a także wspomina jak traktowali go Polacy, kiedy dowiadywali się, że Mamed jest Czeczenem. Zdradza, od kogo usłyszał szokujące słowa „lepiej, byś tam umarł, niż wrócił pokonany”. Nie pomija nawet tematu swojego załamania nerwowego. 

„Chyba więcej walk stoczyłem na ulicy niż w klatce.”

W książce nie zabrakło oczywiście tematów czysto sportowych. Kulisy walk, czy też opisy mozolnych przygotowań będą nie lada gratką dla fanów KSW. Dowiecie się, co było jego największym sportowym marzeniem, czy też, kto był dla niego wzorem sportowca. Odkryjecie, dlaczego Mamed stara się walczyć nieagresywnie oraz unika obrażania przeciwników przed walką. Przeczytacie jak wyglądają sparingi przed walkami, a także, które ze starć było najcięższym ze wszystkim w dotychczasowej karierze polskiego zawodnika.

Khalidov zdradza, w jakiej federacji, oprócz KSW, chciałby walczyć, a także, dlaczego odrzucił propozycję przejścia do federacji UFC. Wyjaśnia gdzie „drzemie tajemnica” jego sportu pozwalająca wygrywać walki. Ujawnia, co jest jego najmocniejszą stroną, a także jak zmieniły się relacje między Khalidovem a Materlą po ich wspólnej walce.

„W ogóle nie wiązałem planów z KSW.”

W lekturze dosyć często poruszany jest również temat religii. Niektórym może się wydawać, iż w książce sportowca można było tak osobiste kwestie pominąć. Jednak, aby dobrze poznać głównego bohatera, trzeba poznać jego pełne oblicze. A wiara bez wątpienia odgrywa niezwykłe ważną rolę w życiu Khalidova. Co więcej, zważywszy na fakt, iż Mamed jest muzułmaninem, głośne podjęcie tematu islamu właśnie przez niego w tych niespokojnych czasach może przynieść pozytywne efekty wśród naszego społeczeństwa. 

Khalidov opowiada o zasadach i ograniczeniach panujących w islamie. Przedstawia jak jego religia odnosi się do zawodowego uprawiania sztuk walki. Zdradza, kiedy zaczął być religijny oraz co było przełomowym momentem dla jego wiary. Tłumaczy, kim jest „radykalny muzułmanin”, odnosi się do terroryzmu i jego powiązania z islamem. Wyjaśnia również, czym jest dżihad oraz dlaczego islam nie pozwala na terroryzm.

„Cokolwiek bym dzisiaj zrobił, muszę się najpierw zastanowić, czy to jest zgodne z islamem.”

Na pierwszy rzut oka można by rzec, iż „Lepiej, byś tam umarł” to książka wyłącznie dla osób zainteresowanych sportami walki. Nic bardziej mylnego. Oczywiście dla fanów samego Khalidova, jak i KSW to bez wątpienia lektura obowiązkowa. Jednak to bardziej książka o życiu, niż książka sportowca. Pozycja idealna dla miłośników biografii. Warto poznać pasjonującą historię wojownika z Czeczeni.

Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
      1. Mike Tyson. Moja prawda
      2. Walki stulecia. Bohaterowie wielkiego boksu
      3. Floyd Mayweather. Najdroższe pięści świata
      4. Lou Duva. Moje siedem dekad w boksie