Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Góry. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 lutego 2022

„Lektury dla kibica” – Samotność na ośmiotysięczniku

Kolejna książka z półki literatury górskiej.

Rozdział 252.

Solo. Moje samotne wspinaczki – Krzysztof Wielicki

Wejście na ośmiotysięczną górę przeraża i przerasta przeciętnego człowieka. Co więc powiedzieć o zdobyciu jej całkowicie samotnie? To jeszcze odwaga czy już szaleństwo? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale ponieważ większość z nas nigdy nie doświadczy tego na własnej skórze pozostaje jedynie o tym poczytać. Taką możliwość daje Krzysztof Wielicki w książce pt. „Solo. Moje samotne wspinaczki”.

„Czy wszystko lub prawie wszystko zależeć będzie jedynie ode mnie?”

„Solo” to wspomnienia samotnych wspinaczek Krzysztofa Wielickiego na najwyższe góry świata – Broad Peak, Lhotse, Dhaulagiri, Makalu, Annapurnę, Sziszapangmę i Nanga Parbat, – ale wbrew tytułowi książki na jej kartach znajdują się również historie innych wypraw.

Tematem przewodnim jest samotne wejście Krzysztofa Wielickiego na Nanga Parbat w 1996 roku. Ten wyczyn został rozbity na kilka rozdziałów przeplatanych innymi wydarzeniami. Dlaczego akurat Nanga Parbat? Odpowiedź jest prosta – właśnie tym wejściem Krzysztof Wielicki zwieńczył zdobycie Korony Himalajów i Karakorum.

„Nie jest łatwo po zdobyciu takiej góry jak K2 zdecydować się na następną.”

Książka nie jest zbyt obszerna, to właściwie lektura na zimowy weekend. Trzeba przyznać, że jest ładnie wydana, zawiera mnóstwo fotografii, co z pewnością podnosi jej ocenę. Na tym jednak plusy książki w zasadzie się kończą. Muszę uczciwie przyznać, iż pozycja ta mnie rozczarowała. Wbrew oczekiwaniom lektura nie wywołuje żadnych emocji. Jest to dość szokujące biorąc pod uwagę, jakie uczucia ogólnie wywołuje himalaizm i związane z nim ludzkie dramaty. Krzysztof Wielicki nabrał chyba znacznego dystansu, gdyż nawet o walce o życie, czy śmierci przyjaciół opowiada „na chłodno”. Takie podejście niestety odebrało lekturze charakter.

Mankamentem jest także konstrukcja książki. Wybranie jednej wyprawy i przeplatanie jej innymi jest może i oryginalne, ale wyszło przede wszystkim chaotycznie, tym bardziej, że pozostałe historie nie zostały ułożone chronologicznie. Liczne wtrącenia i dygresje tylko potęgują zagubienie czytelnika.

 „Trzeba umieć czasem przegrać, chociaż mierzyć należy wysoko.”

Uczucie rozczarowania po lekturze „Solo” związane jest także z małą ilością szczegółów poszczególnych wypraw. W zasadzie tylko przy głównym wątku – wejściu na Nanga Parbat – temat jest wyczerpany. Pozostałe wspomnienia zostały potraktowane po macoszemu. Brakowało mi również refleksji i przemyśleń himalaisty, nie mogę powiedzieć, że ich w ogóle nie było, były, ale w ilości symbolicznej.

Ponadto dosyć niezrozumiałe było umieszczenie wspomnień z akcji ratunkowej na Nanga Parbat z 2018 roku, gdy wyprawa spod K2 wyruszyła na pomoc Elisabeth Revol i Tomaszowi Mackiewiczowi, czy też ataku terrorystów w Dolinie Diamir. Te historie akurat wzbudzają emocje i są intrygujące, ale nie miały nic wspólnego z samotnymi wejściami Krzysztofa Wielickiego. Wygląda na to jakby zostały dodane tylko po to, aby zwiększyć objętość książki.

„W tak niskiej temperaturze można zasnąć na amen.”

Mimo wymienionych, dosyć licznych uwag w książce można znaleźć ciekawe informacje. Dlatego też, jeśli ktoś sięgnie po tę pozycję z pewnością nie tylko nacieszy oczy pięknymi zdjęciami, ale i poczyta o himalaizmie.

Krzysztof Wielicki w swoje książce wyjaśnia, kiedy decydował, że chce zdobyć jakąś górę samotnie, odpowiada na pytanie, czy Jerzy Kukuczka „kolekcjonował ośmiotysięczniki”, a także zdradza jak z perspektywy czasu ocenia swoje samotne wejście na Nanga Parbat.

Dowiecie się, które ośmiotysięczniki budzą w nim największy respekt, jaka refleksja naszła go, kiedy skompletował Koronę Himalajów i Karakorum oraz według jakich kryteriów wybrał zespół ratunkowy, który sprowadził Elisabeth Revol z Nanga Parbat.

„Nie ma obowiązku zdobywania Korony.”

Sięgając po tę książkę odkryjecie, który ośmiotysięcznik był pierwszym zdobytym przez człowieka, która ściana jest tą najtrudniejszą w Himalajach, jak parzy się herbatę na wysokości 7000 metrów oraz co w alpinizmie liczy się bardziej: sprawność fizyczna czy głowa.

Podczas której wyprawy zginął pierwszy partner wspinaczkowy Krzysztofa Wielickiego? W ile godzin Krzysztof Wielicki zdobył samotnie Broad Peak? Po którym wejściu na ośmiotysięcznik otrzymał przydomek „Pegaz”? Którą ścianę Lhotse Reinhold Messer nazwał „problemem XXI wieku”?

„Już nie liczy się szczyt […]. Myślę tylko, jak uratować skórę.”

Literatura górska od kilku lat przeżywa prawdziwy rozkwit. I tak jak na początku było to bardzo pożądane zjawisko, tak teraz niestety nastąpił przesyt i spadek jakości wydawanych książek. Tak też jest w przypadku tej pozycji, gdyż w zasadzie nie wiadomo, dlaczego ta książka w ogóle powstała skoro już wcześniej Krzysztof Wielicki obszernie opowiedział o swoim życiu w dwutomowym wywiadzie-rzece pt. „Mój wybór”, a później w książce „Piekło mnie nie chciało”. W obu pozycjach poruszał temat swoich samotnych wypraw.

W związku z powyższym osoby orientujące się w tematyce i życiu himalaisty raczej nic nowego się nie dowiedzą. Jedynie ci, którzy z tą lekturą rozpoczną swoją przygodę z literaturą górską mogą cokolwiek z niej wynieść. Choć z drugiej strony dosyć chaotyczna narracja nie pomoże w uporządkowaniu wiedzy.

„Serce na tak, rozum na nie.”


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.




Źródło zdjęcia: własne

 

Powiązane wpisy:

     1. Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało

niedziela, 14 marca 2021

„Lektury dla kibica” – Górskie tragedie

Kolejka książka o tematyce górskiej, a jednak inna.

Rozdział 233.

Siła przetrwania. Największe górskie tragedie – Maciej Piera

Brawura, brak doświadczenia, wadliwy sprzęt, niesprzyjające warunki pogodowe, zaniedbania, niedopatrzenia, błędne decyzje, czy też zwykły wypadek losowy, albo po prostu pech. Przyczyn górskich tragedii może być wiele, tak jak wiele było wypadków w górach. Które z nich można jednak określić mianem największych? Na to pytanie odpowiada Maciej Piera w książce „Siła przetrwania” wydanej nakładem Wydawnictwa Pascal.

„Za działanie za wszelką cenę wbrew rozsądkowi w górach można zapłacić życiem.”

Historie znajdujące się na kartach książki to największe górskie tragedie danego kraju albo konkretnych gór. Najtragiczniejsze pod względem liczby ofiar. Dlatego też tytuł lektury „Siła przetrwania” jest raczej nietrafiony, w przeciwieństwie do jego drugiej części – „największe górskie tragedie”, – która właściwie oddaje tematykę poruszaną przez autora.

Maciej Piera przypomina największą katastrofę lawinową w Tatrach, najpoważniejszą tragedię w historii bułgarskiego alpinizmu, czarny dzień ratownictwa górskiego, czy też dramatyczną wyprawę nazwaną „najdłuższą agonią w historii wspinania.” W zasadzie tylko jeden rozdział nie pasuje do powyższego schematu. To opis życia i śmierci Christa Prodanowa, ikony bułgarskiego himalaizmu. Dla mnie dosyć niezrozumiały wybór, choć historia bardzo interesująca.

„Podłoże uciekło wspinaczom spod nóg […], a młodzi ludzie zaczęli bezradnie zsuwać się w dół, niknąc w masie świeżego puchu.”

Książka podzielona została na trzy części: tragedie tatrzańskie, europejskie oraz na świecie. W każdej z nich autor przedstawia kilka odrębnych historii. Odtwarza przebieg wypadków, akcji ratunkowych, a następnie wskazuje przyczyny tragedii. Niejednokrotnie przybliża także sylwetki uczestników opisywanych wydarzeń. Zaprezentowane fakty uzupełniają zaś relacje i wspomnienia ocalałych, świadków bądź ratowników. Czytając tę książkę nie sposób nie docenić ogromnej pracy autora, którą niewątpliwie włożył, aby jak najdokładniej odtworzyć każdą historię.

Kilka słów warto jeszcze poświęcić aspektom graficznym lektury. Okładka, co prawda nie zachwyca, ale zgodnie ze znanym przysłowiem nie oceniamy książki po okładce, tylko zaglądamy do wnętrza. A środek lektury to pozytywy. Sporym walorem książki i dopełnieniem jej treści są liczne fotografie oraz mapy z zaznaczonymi miejscami opisywanych tragedii. Natomiast duża i przejrzysta czcionka sprawia, że wzrok się nie męczy, choć niektórzy stwierdzą pewnie, że to sztuczne zwiększenie objętości książki.

 „Wyglądało na to, że sytuacja już dawno wymknęła się spod kontroli.”

Sięgając po tę lekturę dowiecie się ile ofiar straciło życie w największej tatrzańskiej tragedii związanej z zejściem lawiny, poznacie rozmiary owej lawiny, a nawet genezę jej powstania, w miejscu gdzie notuje się zejście lawin raz na około… 30 lat!

Przeczytacie tekst dramatycznego listu, który ostatkiem sił napisał niemiecki alpinista umierający w obozie na Nanga Parbat. Poznacie szereg błędnych decyzji opiekunki grupy z Edynburga, które doprowadziły do największej tragedii górskiej w historii Wielkiej Brytanii.

„Każda upływająca godzina pogarszała sytuację. Śnieg był wszędzie.”

Prześledzicie pokrótce historię górskiego ratownictwa lotniczego i dowiecie się, kiedy w polskich górach przeprowadzono pierwszą akcję ratunkową z użyciem śmigłowca. Przeczytacie również, dlaczego z pozoru nieskomplikowana akcja zakończyła się największą tragedią ratowników w Tatrach.

Odkryjecie, jakie zjawisko określa się mianem deski śnieżnej, co na szczycie Lhotse zostawił pierwszy Bułgar na ośmiotysięczniku, członkowie, której wyprawy stali się prekursorami budowania jaskiń śnieżnych oraz kto jako pierwszy zdobył Lhotse solo, bez użycia dodatkowego tlenu.

„Nie zawsze warto i nie za wszelką cenę.”

Choć „Siła przetrwania” jest jedną z wielu książek górskich na polskim rynku literatury sportowej to z pewnością wyróżnia się tematyką. Wcześniej o górskich wypadkach można było przeczytać nieco na kartach takich pozycji jak „Lekarze wgórach. Bohaterowie drugiego planu”, czy też „Niech to szlak! Kronika śmierci w górach”. W przeciwieństwie jednak do tych lektur książka autorstwa Macieja Piery dotyczy wyłącznie górskich tragedii, a autor z podjętego zadania wywiązał się całkiem dobrze. Wydarzenia przedstawione na kartach książki są nie tylko świetną lekcją górskiej historii, ale przede wszystkim mogą stanowić przestrogę i naukę dla każdego czytelnika.

„[…] takie są zimowe góry: niebezpieczne, nieprzewidywalne i groźne.”

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.

 


Źródło zdjęcia: własne

 

Powiązane wpisy:

    1. Niech to szlak! Kronika śmierci w górach

    2. Lekarze w górach. Bohaterowie drugiego planu

wtorek, 22 września 2020

„Lektury dla kibica” – Tatrzańskie historie

Kolejna pozycja do kolekcji w kategorii ‘literatura górska’.

Rozdział 225.

Niech to szlak! Kronika śmierci w górach – Bartłomiej Kuraś

Ostatnie parę lat to prawdziwy boom na książki górskie. Zdecydowany prym w kategorii ‘literatura górska’ wiedzie Wydawnictwo Agora, które do tej pory wypuściło na rynek ponad dwadzieścia pozycji. Najnowszą z nich jest książka „Niech to szlak! Kronika śmierci w górach”, która w przeciwieństwie do większości książek górskich nie dotyczy zmagań na ośmiotysięcznikach, lecz Tatr.


„Wraz z przybyciem turystów śmierć na stałe zagościła w górach.”

Książka autorstwa dziennikarza Bartłomieja Kurasia ma bardzo pomysłowy i chwytliwy tytuł. Niestety podtytuł – Kronika śmierci w górach – nigdy nie powinien zostać zaakceptowany, gdyż po prostu wprowadza czytelnika w błąd. Książka ma nieco ponad 250 stron, a opisy tatrzańskich wypadków nie zajmują nawet połowy jej objętości i to wliczając kilka rozdziałów dotyczących tragicznego losu zwierząt żyjących na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Autor podejmuje tak wiele tematów, iż trudno określić, o czym dokładnie jest ta książka. Oprócz tego, że o Tatrach. To się akurat zgadza.

„Problemem są ludzie, którzy wychodzą w góry wprost zza biurka.”

Zacznijmy od (niefortunnej) tytułowej kroniki śmierci. Bartłomiej Kuraś na kartach lektury opowiada o najgłośniejszych wypadkach, które na przestrzeni lat miały miejsce na tatrzańskich szlakach. Ofiary lawin, uwięzieni grotołazi, tajemniczo zaginieni. Porażenia piorunem, upadki w przepaść, katastrofa śmigłowca, a nawet morderstwa na szlaku. Część prezentowanych historii jest doprawdy intrygująca, zwłaszcza nierozwiązane zagadki kryminalne Podhala.

Muszę jednak szczerze przyznać, iż oczekiwałam więcej opisów wywołujących dreszcze, czy też wspomnień mrożących krew w żyłach. Niestety większość wydarzeń została przedstawiona w formie suchych faktów. Mam świadomość, iż spora część poszkodowanych nie mogła opowiedzieć swoich historii, gdyż nie przeżyła opisywanych wypadków. Ponadto nie wszystkie historie rzecz jasna pochodzą z czasów współczesnych. Mimo wszystko liczyłam na więcej bezpośrednich relacji z akcji ratunkowych, podobnie jak miało to miejsce w książce „Lekarze wgórach”.

„Bywa, że ratownicy muszą wybawiać z opresji osoby, które w tenisówkach drapały się przez oblodzone szczyty […].”

Jak już zostało wspomniane opisy tragicznych wypadków to tylko jeden z licznych wątków lektury. Jej treść to totalny miszmasz. Dlatego też przeczytacie o ochronie przyrody w TPN, losie koni na trasie do Morskiego Oka, nawet pierwszym zakopiańskim proboszczu. Ponadto o staraniach Zakopanego o prawo do organizacji zimowych igrzysk olimpijskich, budowie kolejki linowej, czy wypasie owiec. Autor przedstawia także biografie osób zasłużonych dla górskiego środowiska i członków TOPR, w tym dokonania Andrzeja Bargiela, czy też Macieja Berbeki.

Pomimo iż to tematy związane z Tatrami, jest ich zdecydowanie za dużo. Co więcej momentami były bardziej szczegółowe niż główny wątek wypadków i akcji ratunkowych. Nie twierdzę, że rozdziały te były zupełnie nieciekawe. Wręcz przeciwnie. Tylko patrząc na podtytuł lektury – „Kronika śmierci w górach” – czytelnik ma prawo oczekiwać czegoś innego. Dlatego też znając treść książki uważam, iż bardziej pasuje tutaj podtytuł „Historia Tatr”.

„Są tacy turyści, którzy zdaniem ratowników TOPR, ale też leśników Tatrzańskiego Parku Narodowego, w ogóle nie powinni wychodzić w góry, a przynajmniej nie wyżej niż w doliny.”

Mimo powyższych licznych uwag i mankamentów w książce można odnaleźć interesujące informacje. Dzięki tej lekturze poznacie historię postawienia krzyża na Giewoncie, przeczytacie jak powstał TOPR, a także odkryjecie, co oznaczają poszczególne stopnie w pięciostopniowej skali zagrożenia lawinowego.

Dowiecie się, w jaki sposób zabija swoje ofiary śnieżny pył spadającej lawiny. Poznacie pochodzenie oraz wyjaśnienie nazwy słynnego szlaku – Orla Perć. Przeczytacie przysięgę, którą składa każdy ratownik TOPR, odkryjecie również, dlaczego halny jest szczególnie niebezpieczny dla osób mających problemy z sercem.

Ile może ważyć śnieg spadającej lawiny? Jak głęboko zasypaną ofiarę potrafią odnaleźć psy lawinowe? Która trasa turystyczna jest najtrudniejsza w Tatrach? Jak powstaje halny oraz co oznacza nazwa wiatru w gwarze góralskiej? Dlaczego nie można dokarmiać dzikich zwierząt?

„Co z tego, że ktoś ma świetne raki czy czekan, jak w chwili upadku niesie je w plecaku.”

„Niech to szlak!” to pozycja, która może pełnić rolę edukacyjną o właściwym zachowaniu w górach oraz czających się w nich niebezpieczeństwach. Wypowiedzi ratowników TOPR powinny stanowić sporą przestrogę dla amatorów gór. Na kartach książki znajdziecie sporo cennych rad dotyczących górskich wycieczek.

Dowiecie się jak przygotować się na taką wyprawę, czego na pewno nie może zabraknąć w waszym plecaku oraz co zrobić, gdy na szlaku spotkacie niedźwiadka. Odkryjecie, która pora roku jest bezpieczniejsza dla odwiedzających jaskinie, dlaczego warto ubrać odblaskową bieliznę, a nawet, w jaki sposób oszacować temperaturę na Kasprowym Wierchu znając jej wartość w Zakopanem.

 „Niby wiele o lawinach wiadomo, ale gdy przychodzi, co, do czego – czyli gdy śnieg pędzi w dół z zawrotną szybkością – człowiekowi trudno obronić się przed żywiołem.”

„Niech to szlak!” to jedna z wielu pozycji wśród literatury górskiej. Jedna z nielicznych dotyczących Tatr. Osoby obeznane w tej tematyce nie ocenią jej zbyt wysoko. Jednak wszyscy ci, którzy z górami mają niewiele wspólnego mogą z lektury czegoś się nauczyć. Przecież mało kto wybierze się w Himalaje, a w Tatry już owszem.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.

Źródło zdjęcia: własne

niedziela, 12 kwietnia 2020

„Lektury dla kibica” – Czy przyleciał z nami lekarz?

Himalaizm z zupełnie innej perspektywy. 

Rozdział 218.

Lekarze w górach. Bohaterowie drugiego planu – Fusek Wojciech , Porębski Jerzy

Ich nazwiska nie są powszechnie znane. Rzadko, kiedy stawali na górskim szczycie. Czasem nawet nie opuszczali bazy. Nie pisały o nich gazety, nie mówiono o ich wyczynach w telewizji. Nikt nie śledził ich kolejnych kroków. Pomimo to bez nich często nie byłoby sukcesu danej wyprawy, a co ważniejsze niektórzy wspinacze w ogóle nie wróciliby z dalekich Himalajów. Lekarze, bo o nich mowa, w górach zwykle odgrywają drugoplanowe role. Jednak dzięki książce „Lekarze w górach” mogli, choć na chwilę wyjść z cienia i zostać głównymi bohaterami, a szersza publika przeczytać o ich dokonaniach.

„Dla nich zdobycie szczytu jest najważniejsze.
A dla lekarza liczy się to, żeby nie dopuścić do tragedii.”

„Lekarze w górach” to pozycja o wspinaniu i himalaizmie z zupełnie nowej perspektywy. Tak bardzo inna od wcześniejszych tego typu publikacji. Pierwszy raz ktoś pisząc o himalaizmie nie skupił się na zdobywcach kolejnych ośmiotysięczników. Chciałoby się napisać: wreszcie! Wreszcie jakaś odmiana, do tego niezwykle ciekawa.

Lektura ukazuje kulisy pracy – przede wszystkim polskich – medyków w Himalajach, począwszy od aklimatyzacji i choroby wysokościowej, poprzez wypadki, aż po rzadko poruszany wątek dopingu. To książka pełna ciekawych historii, anegdot i cennych informacji. Rzecz jasna z racji tematyki nie brakuje w niej dramatycznych wspomnień, czy też relacji z nie zawsze udanych akcji ratunkowych. Jednak to nie tylko książka naznaczona śmiercią i tragediami. Na kartach lektury znajduje się także wiele historii zakończonych happy-endem, a nawet zabawnych perypetii.

„Powrót w doliny, gdzie jest wyższe ciśnienie, leczy wiele górskich dolegliwości. A wyjście wysoko wiele ukrytych chorób odkrywa.”

Autorzy książki wielokrotnie oddają głos uczestnikom wypraw, nie tylko lekarzom, ale i himalaistom. Dzięki czemu otrzymujemy relacje „z pierwszej ręki”. Oprócz opisu kolejnych przygód, autorzy przybliżają również sylwetki medyków, a nawet ukazują jak z biegiem lat zmieniała się medycyna w górach, znaczenie badań himalaistów, czy też rola lekarzy na wyprawach. 

Rozdziały są tematyczne. Narracja nie nuży, a książka naprawdę wciąga. Czyta się z dużym zainteresowaniem. W dodatku pozycja została ubogacona ciekawymi fotografiami. 

Dla osób obeznanych w tej tematyce część przedstawionych treści będzie powtórką, ale przytaczane anegdoty opisane są z nowej perspektywy, więc z pewnością nawet ktoś, kto „zjadł zęby na himalaizmie” zostanie czymś zaskoczony. Zaś wątki czysto medyczne uzupełnią posiadaną dotychczas wiedzę o funkcjonowaniu człowieka w górach.

„Oczywiście tam, wysoko zdarzają się cuda, nie tylko dlatego, że bliżej do nieba.”

W książce znajduje się wiele niesamowitych medycznych historii. Dowiecie się, kto zdiagnozował u siebie zapalenie wyrostka robaczkowego i… sam się zoperował, czy też, który polski lekarz musiał wbić igłę w własną klatkę piersiową, aby pozbyć się odmy zgniatającej mu płuco. Odkryjecie, co w Himalajach lekarz potrafi zrobić na drutach, czy też jak zakończyła się operacja chirurgiczna przeprowadzona w namiocie przy prawie minus 30 stopniach. Przeczytacie, w jaki sposób doktor nastawił zwichnięty bark wspinacza… przez radiotelefon.

„[…] wczołgał się do namiotu i mówi:
- Tu zostaję.
- Stary, zostajesz, to umierasz, innej opcji nie ma.”

Równie ciekawym rozdziałem omawianej książki są świadczenia medyczne udzielane przez lekarzy poszczególnych wypraw miejscowej ludności podczas marszu do bazy. Przeczytacie historię o cudownym wyzdrowieniu umierającego na zapalenie płuc dziecka oraz prześledzicie operację czyraka niespodziewanie zakończoną błyskawicznym sukcesem. Zatrzymacie się przy wspomnieniach dramatycznego porodu, a następnie odkryjecie, jaką chorobę zgłaszał tragarz pokazując gest podrzynania gardła.

„W górach udaje się oszukać organizm, ale […] tylko na chwilę.”

Czytając tę lekturę dowiecie się jak zmienia się funkcjonowanie człowieka w zależności od wzrastającej wysokości oraz co jest najczęstszą przyczyną zgonów związanych z chorobą wysokościową. Odkryjecie, co można znaleźć w obozowej apteczce, czy też o ile spadają zdolności intelektualne człowieka na wysokości 8000 metrów. Przeczytacie również, co zrobić w przypadku wystąpienia ślepoty śnieżnej, a także, dlaczego zażycie substancji wspomagających podczas ataku szczytowego jest czystym szaleństwem. 

„W strefie śmierci nawet leżenie wyniszcza organizm.”

Dowiecie się, co zrobił organizator jednej z wypraw, że otrzymał mandat z paragrafu mówiącego o karach za zaśmiecanie gór. Odkryjecie, na który szczyt wiedzie szlak pomiędzy ciałami zmarłych wspinaczy. Ponadto poznacie cichego bohatera słynnej akcji ratunkowej na Nanga Parbat, zakończonej ocaleniem Francuzki Eli Revol.

„Na twarzy malował się niewysłowiony ból.”

Jakie ciśnienie panuje na Evereście? Na jakiej wysokości zaczyna się tzw. strefa śmierci? W czym tkwi sekret wyjątkowej wydolności Szerpów? Czy można spaść z wysokości 400 metrów i przeżyć? Jakie jest prawidłowe tempo zdobywania aklimatyzacji?

„Lekarze w górach” to połączenie relacji z wypraw i tematów ściśle medycznych. Bez wątpienia świetne uzupełnienie wcześniej przeczytanych książek górskich. Oryginalna pozycja, którą warto się zainteresować. 

„To nie stadion czy basen, lecz strefa śmierci.”


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Spod zamarzniętych powiek
   2. Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało
   3. Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście
   4. Erhard Loretan. Ryczące ośmiotysięczniki
   5. Anatomia Góry. Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami
   6. Rozmowa z Górą
   7. Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonują każdą górę

środa, 22 stycznia 2020

„Lektury dla kibica” – Nie dla nieba, nie dla piekła

Książka dla zafascynowanych górami i himalaizmem.

Rozdział 212.

Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało – Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski

Zaledwie trzech Polaków w historii zdobyło Koronę Himalajów i Karakorum, czyli weszło na wszystkie czternaście ośmiotysięczników. Jednym z nich, obok Jerzego Kukuczki i Piotra Pustelnika, jest Krzysztof Wielicki. Pierwszy zimowy zdobywca Everestu, Kanczendzongi i Lhotse. Człowiek, który w ciągu jednej doby wyszedł z bazy, wszedł na Broad Peak i wrócił. Samotny zdobywca sześciu ośmiotysięczników. Laureat Złotego Czekana za całokształt osiągnięć górskich. Legenda polskiego himalaizmu, której życiorys postanowili spisać Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski, autorzy wydanej w 2016 roku biografii Jerzego Kukuczki.

„[…] niebo mnie nie chciało, zaś piekło najwyraźniej zignorowało.”

Biografia Krzysztofa Wielickiego pt. „Piekło mnie nie chciało” rozpoczyna się od pierwszego w historii zimowego zdobycia Everestu, którego Wielicki dokonał wraz z Leszkiem Cichym w 1980 roku. Następnie wzorem wielu książek biograficznych autorzy wracają do bardziej odległej przeszłości i opowiadają kilka historii z dzieciństwa i młodości głównego bohatera. Myli się jednak ten, kto oczekiwałby, że dalsza część lektury będzie przebiegała już chronologicznie. Autorzy zaskakują, gdyż ponownie opisują zimową wyprawę na Everest, tym razem z większymi szczegółami. 

W kolejnych rozdziałach poznajemy kulisy innych wypraw Krzysztofa Wielickiego, w tym na Broad Peak, Manaslu, Lhotse, Annapurnę, czy też Kanczendzongę. Pomiędzy nimi autorzy opowiadają o prywatnym życiu himalaisty. Zaś na ostatnich stronach lektury znajduje się historia najnowsza, czyli Krzysztof Wielicki w roli kierownika wyprawy „K2 dla Polaków”. Całość została ubogacona ciekawymi fotografiami. 

„Rozum nakazuje przerwać wyprawę, ale serce rwie się do góry.”

Część historii opowiadają współtowarzysze podróży Wielickiego, jego rodzina, a także sam himalaista. Na kartach książki znajdują się zarówno wypowiedzi, jak i fragmenty pamiętnika Krzysztofa Wielickiego. Te ostatnie mają szczególną wartość, gdyż to myśli spisane „na gorąco”, w czasie poszczególnych wypraw. 

Szkoda jednak, że autorzy nie zdecydowali się częściej oddać głosu głównemu bohaterowi. Nie można było tego zrobić przy biografii Jerzego Kukuczki, z wiadomych względów, ale w tym przypadku według mnie nie wykorzystano możliwego potencjału.

„Śmierć zajrzała mi w oczy”

Wspomniana wcześniej zaburzona chronologia występuje nie tylko w pierwszych rozdziałach książki, ale czasem także na kolejnych kartach lektury. Niestety wprowadza to nieco chaosu. Co więcej w pewnym momencie sami autorzy chyba trochę się w tym wszystkim pogubili. Najpierw, bowiem czytamy, iż Wielicki jest ojcem trójki dzieci, a za kilka stron, że trzeci potomek dopiero przychodzi na świat. 

Mimo to książkę dosyć dobrze się czyta, napisana została przystępnym językiem, choć szczerze mówiąc lektura „nie porywa”. Jako interesującą odbiorą ją z pewnością czytelnicy, dla których będzie to pierwsza lub jedna z pierwszych książek o himalaizmie. Dla osób obeznanych w omawianej tematyce oraz tych, którzy przeczytali już kilka takich pozycji wiele treści przedstawionych w biografii Wielickiego będzie bardziej powtórką aniżeli wielkim odkryciem.

„Znam potęgę przyciągania szczytu, który jest na wyciągnięcie ręki.”

Sięgając po tę książkę dowiecie się jak zaczęła się przygoda Krzysztofa Wielickiego z górami i wspinaczką, czy też, w jaki sposób wraz z pozostałymi członkami Klubu Wysokogórskiego w Katowicach zdobywał fundusze na wyprawy. Odkryjecie, jakie cechy anatomiczno-fizjologiczne dawały mu przewagę w górach, po co zabrał ze szczytu Everestu kilka garści śniegu, czy K2 jest jego Świętym Graalem, a także, kto i dlaczego nadał mu przydomek Pegaz.

„Nie idziemy przecież w góry, żeby się zabić […].”

Przeczytacie, który szczyt Krzysztof Wielicki zdobył w gorsecie ortopedycznym, który nosił po uszkodzeniu kręgosłupa, dlaczego nigdy przed wyprawą w góry nie zostawił testamentu oraz jak zdobył Broad Peak a następnie zszedł ze szczytu w niecałą dobę! Dowiecie się jak wygląda wigilia w himalajskiej bazie, co oznacza nazwa Nanga Parbat, co stanowi największą pułapkę Broad Peaku, jak również, co Krzysztof Wielicki czuł po zdobyciu Korony Himalajów i Karakorum. 

„[…] wejście na szczyt to dopiero połowa sukcesu. Trzeba jeszcze zejść.”

Który ośmiotysięcznik uważany jest za najłatwiejszy, a który nazywany Górą Mordercą? Jak ludzki organizm reaguje na dużych wysokościach? Jaką temperaturę odnotowuje się zimą na szczytach ośmiotysięczników? W jaki sposób rozpoznać obrzęk mózgu? Dlaczego nie powinno się wchodzić na sam wierzchołek Kanczendzongi?

„Ciągle powtarzam, że góry nie zabijają, to człowiek popełnia błędy.”

„Piekło mnie nie chciało” to książka pozwalająca poznać życie Krzysztofa Wielickiego. Lektura naszpikowana wyprawami, przygodami i wielkimi osiągnięciami. To także książka pełna trudnych pytań, dylematów etycznych, śmierci i ludzkich tragedii. Krótko mówiąc pozycja ukazująca świat himalaizmu od podszewki.

„Ludzie do życia potrzebują tlenu, ja potrzebuję jeszcze gór.”


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście
   2. Spod zamarzniętych powiek
   3. Anatomia Góry. Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami
   4. Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonują każdą górę

środa, 4 grudnia 2019

„Lektury dla kibica” – Rafał Fronia i jego rozmowa

Co nieco dla miłośników gór, ale nie tylko.

Rozdział 207.

Rozmowa z Górą – Rafał Fronia

Jak spędza czas himalaista czekający w namiocie wiele dni na poprawę pogody? W jaki sposób człowiek odczuwa brak dostatecznej aklimatyzacji? Czy trudniejszy jest atak szczytowy, a może rezygnacja z podjętego wyzwania? Jakie naprawdę jest Katmandu, które tak bardzo chciała odwiedzić starsza pani z popularnej reklamy? Jeśli jesteście ciekawi odpowiedzi na powyższe pytania to książka Rafała Froni pt. „Rozmowa z Górą” jest idealną pozycją dla was!

„W górach liczą się dla mnie ludzie, bo Góra to jednak tylko kupa kamieni, lodu i skał.”

„Rozmowa z Górą” to lektura bardzo podobna do pierwszej książki polskiego himalaisty pt. „Anatomia Góry”. Ponownie autor dzieli się z czytelnikiem swoimi emocjami, refleksjami i przeżyciami. Ponownie mocną stroną lektury są unikatowe fotografie, a ich ilość sprawia, że można uznać, iż to w połowie książka, w połowie album. W przeciwieństwie jednak do „Anatomii Góry”, która zawierała wspomnienia z wielu wypraw, omawiana pozycja dotyczy głównie wyprawy na Manaslu jesienią 2018 roku. 

„Nieważne, czy wejdę. Ważne, czy zejdę.”

Rafał Fronia swoją drugą książkę rozpoczyna od wspomnienia siedmiu sytuacji z dotychczasowego życia, w których wyrwał się śmierci. Następnie wyjaśnia, dlaczego postanowił zdobyć Manaslu, by później przejść do relacji z odbytej wyprawy. Począwszy od przygotowań i wieloetapowej podróży do Nepalu, poprzez trekking, pobyt w bazie, aż po próbę zdobycia Manaslu i powrót do Polski. Poprzez wspomnienia i rozważania przybliża niedostępny dla większości społeczeństwa świat himalaizmu. Wreszcie zdradza, co dla niego oznacza rozmowa z górą oraz czego uczą i jak zmieniają go góry.

„Góry wynagradzają wytrwałych.”

„Rozmowa z Górą” to jednak coś więcej niż tylko opis wysokogórskiej przygody. Tematykę lektury dobrze oddaje podtytuł „o drodze, o poszukiwaniu siebie”. Opowiadanie o zdobywaniu szczytu powtórnie stało się pretekstem do podróży w głąb siebie. Tak naprawdę w książce nie ma dokładnej wspinaczkowej relacji, dominują za to doświadczenia, refleksje i obserwacje Rafała Froni. Książkę czyta się dosyć dobrze, aczkolwiek rozważania autora momentami są zbyt poetyckie, czy też filozoficzne, co uważam za najsłabszą stronę lektury. 

Znacznym pozytywem jest natomiast fakt, iż książka to również przewodnik z mnóstwem ciekawych informacji i wskazówek. Rafał Fronia „oprowadza” czytelnika po Nepalu, a dokładniej jego stolicy Katmandu, zabierając go zarówno do miejsc nastawionych głównie na turystów, jak i do tych, które ukazują prawdziwy kraj. Co więcej autor opowiada o kulturze, religii, tradycjach, a nawet potrawach charakterystycznych dla tego rejonu świata. Oddaje panujący tam klimat i pozwala zobaczyć jak bardzo odmienna od naszej jest tamtejsza rzeczywistość.

„Góry nie zabijają ludzi, ale w górach giną ludzie, którzy popełniają błędy.”

Sięgając po tę książkę dowiecie się, czym różni się wyprawa w Himalaje od podróży w Karakorum, co oznacza nazwa „Manaslu” oraz w jakim celu podczas trekkingu wspinacze ścinają bambusy. Przeczytacie historię o tym jak w bazie sprzedaje się bezprzewodowy Internet, który… nie działa, a także jak Rafał Fronia próbował wmuszać w siebie cztery litry płynów dziennie oraz jak postrzega rezygnację ze zdobycia szczytu.

Odkryjecie, co oznacza czerwona kropka na czole hinduskiej kobiety mieszkającej w Nepalu i dlaczego nie można się w nią wpatrywać. Przeczytacie, co jest nazywane Mona Lisą Nepalu oraz jak w hinduizmie wygląda rytuał kremacji zmarłych. Dowiecie się jak smakuje chińska wódka, czy też, co dominuje na nepalskich banknotach.

„Spróbujcie wypić cztery litry czegokolwiek poza piwem. Nie da się.”

Jak zostało już wspomniane lektura to przede wszystkim relacja z wyprawy na Manaslu, ale w swoich rozważaniach autor czasem wspomina przygody z innych podróży. Dlatego też dowiecie się, dlaczego jeden z Polaków podczas wyprawy schudł aż 17 kilogramów. Przeczytacie, czym znieczulono Krzysztofa Stasiaka chcąc zszyć mu przebite soplem na wylot gardło, które od spodu uwidaczniało… zęby i język. Odkryjecie nawet, którzy Polacy w latach osiemdziesiątych podczas pobytu na Manaslu celowo wywoływali lawiny!

„W górach trzeba myśleć. Bez tego się nie przetrwa.”

„Rozmowa z Górą” nie jest typową górską książką, ale bez wątpienia powinna zainteresować osoby zafascynowane himalaizmem, górami, a także podróżami. Lektura napisana z pasją, pozwala poznać rzeczywistość himalaistów, a także egzotyczny z perspektywy przeciętnego Polaka Napal. 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Anatomia Góry. Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami
   2. Spod zamarzniętych powiek

środa, 20 listopada 2019

„Lektury dla kibica” – Człowiek z żelaza

Historia łowcy przygód. 

Rozdział 206.

Piotr Hercog. Ultrabiografia – Piotr Hercog, Jacek Antczak

Nietrudno zauważyć, iż w ostatnich latach w Polsce wzrosło zainteresowanie bieganiem. Coraz więcej ludzi biega, w mediach również czasem pojawiają się informacje kolejnych zawodach i maratonach. Niemniej jednak o biegach ultra, czyli na dystansie większym niż maraton, praktycznie w ogóle się nie mówi. Takim sportowcom nie towarzyszą wszechobecne kamery, nie przeprowadza się transmisji z zawodów. W zasadzie trudno się dziwić. Kto by oglądał bieg trwający nawet kilka dni!?

Mimo to, już nieraz się przekonałam, iż mało popularne dyscypliny uprawiają niezwykle ciekawe postacie. Jedną z nich jest Piotr Hercog, polski ultramaratończyk, a także taternik jaskiniowy, instruktor wspinaczki górskiej, ratownik GOPR, trener sportowy oraz prezes Fundacji Maratony Górskie. Przez media określany mianem „ultrasa”, „cyborga”, „człowieka z żelaza”. Historię jego życia mamy okazję poznać dzięki książce „Ultrabiografia”.

„Jak to jest, jak się umiera? Gdy spadasz w przepaść? Nie, nie czujesz strachu. Raczej żal, że to już.”

Książka o Piotrze Hercogu podobnie jak wiele innych sportowych (auto)biografii rozpoczyna się z wysokiego C. Mianowicie od wspomnienia pierwszej zagranicznej eskapady ultramaratończyka, która mogła być zarazem jego ostatnią, w życiu. Wyjazd w Alpy, którego celem było zdobycie najwyższego szczytu Austrii omal nie zakończył się jego śmiercią. Pod Hercogiem załamał się, bowiem most śnieżny, przez co wpadł do szczeliny na głębokość 26 metrów! Miał jednak sporo szczęścia, gdyż zaklinował się w przewężeniu, unikając upadku na dno. Po tym doprawdy mocnym początku autorzy wracają do czasów dzieciństwa biegacza i przedstawiają jego życiorys. 

Główną narrację prowadzi Jacek Antczak, część historii opowiada sam Piotr Hercog, dodatkowo załączono również wypowiedzi jego rodziny czy też przyjaciół. Całość biografii poznajemy na przemian z kolejnymi punktami projektu Hercog Mouintain Challenge, rozpoczętego przez ultramaratończyka w 2016 roku, który zakłada starty w wyzwaniach górskich w różnych zakątkach świata z zamiarem osiągnięcia jak najlepszego wyniku sportowego. 

„Wiem tylko, że dzięki bieganiu znam wszystkie smaki życia.”

Zabieg z podwójną chronologią jest dosyć ciekawy, gdyż praktycznie od razu możemy zobaczyć jak daleko zaszedł bohater książki. Co więcej dzięki temu podczas czytania nie ma ani chwili nudy. Niemniej jednak mnogość podejmowanych przez Hercoga przedsięwzięć sprawiła, że część biograficzna nie jest do końca chronologiczna. Rozdziały z czasem się zazębiają i są bardziej tematyczne, niż chronologiczne. Można się w tym trochę zatracić, dlatego dobrym dodatkiem jest zestawienie startów sportowca zamieszczone na końcu książki.

Lekturę czyta się bardzo dobrze, wciąga od początku, a w dodatku część merytoryczna ubogacona została ciekawymi fotografiami. Książka jest pełna anegdot. Przygód na jej kartach jest tak wiele, że starczyłoby ich na kilka biografii. Niektóre historie czyta się z niedowierzaniem, inne ze śmiechem, a kolejne z przerażeniem. „Ultrabiografia” to dobry materiał na film nie tylko biograficzny, ale także przygodowy.

„Do dziś się dziwię, że nic mi się wtedy nie stało i żyję, na dodatek jestem cały i zdrowy, bo w młodości wyczyniałem niezłe rzeczy […].”

Książka jest nasycona doprawdy zdumiewającymi historiami. Przeczytacie, na czym Piotr Hercog spisywał testament będąc uwięzionym na dnie jaskini, czy też jak trenował podczas kilkudniowej podróży Koleją Transsyberyjską przed maratonem na zamarzniętym Bajkale. Dowiecie się, który jego wypad zakończył się akcją ratunkową prowadzoną przez brygadę antyterrorystyczną, dlaczego przesłuchiwała go Służba Bezpieczeństwa oraz w jakich zawodach wystąpił z nogą w gipsie sięgającym pachwiny. 

Odkryjecie, podczas której wyprawy poznał przemytnika, wojskowego pilota i handlarza bronią (tylko w hurcie!), zaś w drodze powrotnej pewien człowiek chcąc kupić jego plecak z zawartością proponował w zamian… własną siostrę! Przeczytacie również, w jakich zawodach musiał skakać z dziesięciometrowego wodospadu, a gdzie maszerować prawie 90 kilometrów przez pustynię z wielbłądem.

„Przez kilkadziesiąt sekund nie mogę się podnieść, ból jest wszechogarniający.”

Ultramaratończyk przyznaje, w którym biegu był drugi, bo pokonała go kobieta. Wyjaśnia, jaka jest różnica w odczuwaniu fizycznego wyczerpania po sześciu godzinach a kolejnych czterdziestu. Zdradza, co stanowi największe wyzwanie podczas wielodobowych zawodów. Opowiada o maratonie na Evereście, a także wspomina bieg, podczas którego doświadczył różnicy temperatur wynoszącą 70 stopni. 

Który maraton według legendy to jedyne zawody na świecie, gdzie podczas bufetów na trasie można napić się… wódki? Jak człowiek może przebiec prawie 400 kilometrów?! Gdzie znajduje się najgłębsza wewnątrzjaskiniowa studnia świata? W którym maratonie nigdy nie zwyciężył obcokrajowiec? 

„Wyniki są dla mnie ważne, ale zdecydowanie nie najważniejsze.”

„Ultrabiografia” to świetna książka dla wszystkich interesujących się sportem, jak również miłośników ciekawych biografii. Lektura nasycona anegdotami, niezwykłymi podróżami i zaskakującymi historiami. Polecam bez cienia wątpliwości. 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Szczyty mojego życia. Górskie marzenia i wyzwania
   2. Biec albo umrzeć
   3. Niewiarygodna wspinaczka
   4. Spod zamarzniętych powiek
   5. Anatomia Góry. Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami
   6. Ultramaratończyk. Poza granicami wytrzymałości

poniedziałek, 4 listopada 2019

„Lektury dla kibica” – Szczyty Kiliana Jorneta

Dziś lektura pod hasłem: zawsze mierz wysoko. 

Rozdział 204.

Szczyty mojego życia. Górskie marzenia i wyzwania – Kilian Jornet

Sukcesy i zwycięstwa zwykle napawają człowieka optymizmem. Tymczasem po wygraniu wielu wyścigów w 2011 roku Kilian Jornet, kataloński biegacz górski, długodystansowy oraz skialpinista, popadł w przygnębienie. Chcąc znaleźć nowe wyzwania wymyślił projekt Szczyty mojego życia (Summits of My Life), czyli próbę szybkościowego zdobycia szczytów Mont Blanc, Matterhorn, Elbrus, Denali, Aconcagua oraz Everest. Co więcej liczono nie tylko czas wejścia, ale również i zejścia. Ponadto zdobywanie gór miało odbywać się w najczystszy sposób, czyli z możliwie najmniejszą ilością sprzętu. Po realizacji projektu trwającego pięć lat Kilian podzielił się swoimi przeżyciami w książce „Szczyty mojego życia. Górskie marzenia i wyzwania”.

„Porażką jest nie próbować.”

Pozycja, która na polskim rynku literatury sportowej ukazała się dzięki Wydawnictwu SQN, nie jest tradycyjną lekturą. To przede wszystkim pięknie wydany album, pełen unikatowych zdjęć. To prawdziwa „uczta dla oczu”. Nie oznacza to jednak, iż w książce nie zawarto żadnych merytorycznych treści. Katalończyk opisuje każde z podjętych przez siebie wyzwań. I choć opowieści o bitych rekordach nie są szczegółowe, a raczej krótkie i zwięzłe, to czyta się je z dużym zainteresowaniem.

Książka ma bardzo przejrzysty format. Każda opisywana próba rozpoczyna się od wprowadzenia, czyli połączenia historii, geografii, ciekawostek i kalendarium. A także infografiki, na której umieszczono dokładną trasę, pokonane wysokości, uzyskany czas, dotychczasowy rekord, przebyty dystans, użyty sprzęt, a nawet informacje pogodowe oraz osoby towarzyszące. Następnie Katalończyk opowiada o przebiegu wyprawy, o towarzyszących problemach, momentach radości, ale także przygnębienia. Na koniec Kilian zdradza, czego projekt Summits of My Life go nauczył oraz jak przygoda życia go zmieniła. Wreszcie oddaje głos osobom, które towarzyszyły mu podczas realizowania projektu. Dzięki czemu poznajemy nieco inne spojrzenie zarówno na osobę Jorneta, jak i na podjęte przez niego wyzwania. 

„To góra decyduje i trzeba się z tym pogodzić; ona jest silniejsza od nas.”

Sięgając po tę pozycję dowiecie się jak Jornet przygotował się do próby bicia kolejnych rekordów, czy też, kto dokładnie, co do minuty przewidział czas zdobycia przez Kiliana szczytu Matterhorn. Odkryjecie, dlaczego nie udało mu się pobić czasu wejścia na najwyższy szczyt w Europie, czyli Elbrus – nieaktywny wulkan wznoszący się nad Kaukazem. Notabene rekordu należącego do Andrzeja Bargiela. 

W książce oprócz świetnych zdjęć i opisu dokonań Kiliana znajdziecie również nieco ciekawostek. Dowiecie się, na którym szczycie zdobytym przez Katalończyka historyczny zarejestrowany rekord temperatury wynosi -73 stopnie Celsjusza! Odkryjecie jak określa się wybitność danego szczytu oraz w czym Denali – najwyższy szczyt Ameryki Północnej – przewyższa Everest. Przeczytacie, co oznacza nepalska nazwa Everestu – Sagarmatha, jak również, komu nadano przydomek „Sprinter Everestu”.

„Trzeba szanować warunki, jakie stawiają góry, i wiedzieć, kiedy należy się wycofać.”

„Szczyty mojego życia” to książka o przełamywaniu granic ludzkich możliwości, o podążaniu za marzeniami, o stawianiu sobie ciągle nowych wyzwań. Projekt podjęty przez Kiliana Jorneta, w trakcie, którego wszedł na Everest, dwa razy… w ciągu tygodnia (!!!) może stać się prawdziwą inspiracją dla każdego czytelnika. I niekoniecznie chodzi tutaj o czysto sportowe wyzwania, ale każdą życiową decyzję. 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.

Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Biec albo umrzeć – Kilian Jornet
   2. Niewiarygodna wspinaczka – Mark Synnott
   3. Spod zamarzniętych powiek – Adam Bielecki
   4. Ultramaratończyk. Poza granicami wytrzymałości - Dean Karnazes

niedziela, 6 października 2019

„Lektury dla kibica” – Free Solo

Książka dla amatorów mocnych wrażeń. 

Rozdział 202.

Niewiarygodna wspinaczka – Mark Synnott

Czy człowiek może wspiąć się na 900-metrową ścianę bez jakiejkolwiek asekuracji? Opierając się jedynie na sile własnych mięśni i posiadanych umiejętnościach? Wydaje się, iż to nie tylko niemożliwe, ale i szalone przedsięwzięcie. Nie od dziś jednak wiadomo, że człowiek potrafi przesuwać granice tego, co powszechnie uważamy za niewykonalne. Amerykański wspinacz Alex Honnold jest jedną z takich osób. Jako pierwszy człowiek na świecie podjął próbę samotnej wspinaczki, bez żadnych zabezpieczeń na ścianę El Capitan w Parku Narodowym Yosemite. Po niespełna czterech godzinach stanął na jej szczycie.

Jak tego dokonał? W jaki sposób przygotował się do dokonania niemożliwego? Dlaczego nikt wcześniej się na to nie odważył, choć wielu snuło takie marzenia? Na powyższe pytania, a także na wiele innych nurtujących kwestii odpowiada Mark Synnott w książce „Niewiarygodna wspinaczka”.

„Wszyscy wiedzieli, że przejście bez asekuracji El Capitana stanowiło Świętego Graala wspinaczki skalnej.”

Głównym wątkiem książki jest wspinaczka Alexa na El Capa, jednak wykracza ona swoją tematyką poza ten jeden wyczyn. Nie jest również lekturą wyłącznie o Honnoldzie. To pozycja o wspinaczce skalnej, o ludziach żyjących na krawędzi. Mark Synnott opisuje społeczności wspinaczkowe, najodważniejszych solistów oraz najbarwniejsze postacie. Na kartach książki znajduje się wiele relacji z wypraw. Autor zabiera czytelnika do doliny Yosemite, Kanady, Pakistanu, Czadu, Maroko, czy na Borneo. 

Lektura jest autentyczna i rzetelna, gdyż Mark Synnott sam jest wspinaczem. Opiera się na własnych doświadczeniach i wspomnieniach. Co więcej jest przyjacielem Alexa Honnolda, wielokrotnie razem się wspinali, a opis zdobycia ściany El Capitana jest relacją naocznego świadka. Wszystkie te elementy sprawiają, że książka jest fascynującą opowieścią. 

„Hannold po prostu zburzył powszechne wyobrażenia dotyczące tego, czego można dokonać podczas wspinaczki bez liny.”

Jak już zostało wspomniane „Niewiarygodna wspinaczka” nie jest klasyczną biografią Alexa Honnolda, ale jest on główną postacią lektury. Z nim związanych jest najwięcej historii i anegdot. Na czele z przygotowaniami do przejścia El Capitana oraz samą wspinaczką na 900-metrową ścianę. Mark Synnott opisując dokonania Alexa przeplata je z własnymi wspomnieniami oraz opowieściami o innych wspinaczach skalnych. 

Czytając tę pozycję dowiecie się, dlaczego Brytyjczycy nadali Honnoldowi przydomek „Mnich”, w jaki sposób Alex trenuje poprawę chwytu oraz o ile rozmiarów mniejsze buty zakłada do wspinania. Odkryjecie, jakim badaniom poddano mózg Alexa, aby sprawdzić czy jest on w stanie odczuwać strach, a także, co zrobił po przejściu na żywca El Capa.

„[…] wdrapał się na szczyt z taką nonszalancją, jak gdyby szedł właśnie chodnikiem do sklepu spożywczego po gumy do żucia.”

Sięgając po tę książkę zaznajomicie się z wieloma kwestiami dotyczącymi wspinaczki skalnej. Poznacie system liczbowy stosowany do określenia trudności dróg, odkryjecie, czym różnią się poszczególne techniki wspinania oraz dowiecie się gdzie znajduje się aktualnie najtrudniejsza droga sportowa na świecie. Przeczytacie, w jaki sposób wspinacze „zabijają” czas, gdy utkną na biwaku na wiele dni z powodu niesprzyjających warunków atmosferycznych. Dowiecie się, co oznacza nazwa Karakorum, która skała – chłodna czy rozgrzana – zapewnia lepsze tarcie, a także jak wzrasta prawdopodobieństwo śmierci wraz z wysokością odpadnięcia od ściany.

„W jednej chwili życie jest wspaniałe; moment później umierasz.”

Dzięki opowieści Marka Synnotta poznacie wiele ciekawych postaci, które zapisały się w historii wspinaczki skalnej. Dowiecie się, kto uważał, że wspinaczka bez ryzyka tak naprawdę nie jest wspinaczką, czy też, kto wspinał się ze spadochronem zamiast liny. Ponadto odkryjecie o ile poprawił najlepszy czas przejścia aktualny rekordzista w zawodach dla wspinaczy-kamikadze organizowanych w Azji Środkowej.

„Wspinanie było jedyną rzeczą w jego życiu, która go pociągała.”

Książka autorstwa Marka Synnotta jest pozycją obowiązkową dla każdego zainteresowanego wspinaczką skalną. Natomiast po przeczytaniu lektury warto zobaczyć film – notabene zdobywcę Oscara w kategorii pełnometrażowy film dokumentalny – o przejściu na żywca El Capitana pt. „Free Solo” zrealizowany przez National Geographic. Oba te dzieła oczywiście w pewnej mierze się powielają, jednak ujęcia zarejestrowane przez ekipę filmową robią nadzwyczajne wrażenie. Doprawdy trudno wyobrazić sobie ogrom monolitu położonego w Parku Narodowym Yosemite. Nawet zdjęcia znajdujące się w książce nie oddają potęgi wyczynu Alexa Honnolda. Dlatego też bez wątpienia polecam każdemu zarówno książkę, jak i dokument filmowy.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:

wtorek, 2 kwietnia 2019

„Lektury dla kibica” – Biec albo umrzeć

Opowieść o pewnym herosie.

Rozdział 188.

Biec albo umrzeć – Kilian Jornet

„Kim chciałbyś zostać, gdy dorośniesz”? Każdy z nas spotykał się z takim pytaniem w dzieciństwie. Zadawali nam je inni, bądź sami się nad tym zastanawialiśmy. Wśród odpowiedzi z dużym prawdopodobieństwem znalazły się takie zawody jak: strażak, lekarz, piłkarz. Nigdy nie spodziewałabym się jednak usłyszeć z ust dziecka: „Chcę liczyć jeziora. Gdy dorosnę, chcę liczyć jeziora!”. Takiej odpowiedzi udzielił Kilian Jornet, który od najmłodszych lat doskonale wiedział, co jest jego przeznaczeniem. Chciał chodzić po górach, obcować z naturą, żyć z dala od wielkich miast i cywilizacji. Dziecięce marzenia zmienił w uprawnianie sportów ekstremalnych, po górach zaczął biegać, a jego zdumiewającą historię mamy okazję poznać dzięki książce „Biec albo umrzeć”.

Nigdy nie słyszeliście o tym sportowcu? Nic dziwnego, w końcu uprawiane przez Hiszpana dyscypliny raczej nie pojawiają się w mediach. Kim więc jest Kilian Jornet? To kataloński biegacz długodystansowy, skialpinista (połączenie narciarstwa wysokogórskiego ze wspinaczką), kolarz górski i dwuboista (bieg górski i rower górski). Wielokrotny rekordzista. Człowiek wyjątkowy. 

„Walka jest tym, co wyróżnia zwycięstwo, zwycięzcę.”

„Biec albo umrzeć” to jedna z książek o prawdziwej pasji, napisana z pasją. Opowieść o pokonywaniu granic, nieustannym ich przesuwaniu, walce z samym sobą. To autobiografia i dziennik w jednym. Trzeba jednak zaznaczyć, iż wątki prywatne występują w mniejszości, zdecydowanie dominuje sport. Zwykle w książkach sportowych takie proporcje są krytykowane przez czytelników, ale w tym przypadku to wielki atut lektury. Życie sportowe Hiszpana jest po prostu fascynujące. Kilian zadziwia, motywuje i inspiruje. Ponadto o wszelkich swoich dokonaniach pisze w normalnym sposób, nie traktuje ich wyjątkowo, nie przechwala się. Taką postawą wzbudza w czytelniku sympatię oraz wielki szacunek.

Bez wątpienia to pozycja godna polecenia. Wciąga i szybko się czyta. Jedyne, czego mi brakowało to dołączenia map z zaznaczonymi trasami. Byłby to ciekawy dodatek do treści. Szkoda również, że w książce znajduje się tak niewiele zdjęć. Kilian z dużym szacunkiem i podziwem opisuje przyrodę, czym niejednokrotnie rozbudza wyobraźnię, aż chciałoby się zobaczyć te niezwykłe widoki na własne oczy, przynajmniej na fotografiach. Niemniej jednak te drobne mankamenty w żadnym stopniu nie wpływają na pozytywną ocenę lektury.

„Moje nogi nie mogą już dłużej wytrzymać ognia, który je trawi, i odmawiają posłuszeństwa.”

Sięgając po tę pozycję dowiecie się, w jakim wieku Kilian wspiął się na pierwszy czterotysięcznik, co uznaje za prawdziwe zwycięstwo oraz kiedy doznaje największego uczucia wolności. Przeczytacie, co najpierw robi po powrocie z treningu, a także poznacie metody, które stosuje, aby umysł nie myślał wyłącznie o bólu i wysiłku a godziny podczas biegu mijały szybciej. 

Katalończyk zdradza czy istnieje idealna metoda biegania, wyjaśnia czy bardziej uważa siebie za alpinistę czy biegacza oraz tłumaczy, kiedy według niego kończy się magia sportu. Kilian dokładnie opisuje również, co podczas poszczególnych biegów działo się z jego ciałem i psychiką, tak iż czytelnik niemal może poczuć ból i emocje towarzyszące biegaczowi. 

„Smak zwycięstwa chwyta cię, uzależnia i niczym jakiś narkotyk zmusza cię, by poczuć go na nowo […].”

Jornet wyjaśnia, dlaczego organizatorzy nie chcieli ogłosić go zwycięzcą Ultra-Trail du Mont-Blanc, stu sześćdziesięciu kilometrowego biegu, choć przekroczył linię mety z ponad godziną przewagi nad drugim uczestnikiem wyścigu. Odkryjecie historię wyścigu Western States 100 oraz dowiecie się, który wyścig znany jest, jako Tour de France skialpinizmu.

„Biec albo umrzeć” to książka pełna niezwykłych opowieści. Przeczytacie jak Kilian przemierzył Pireneje, czy też przebiegł wokół jeziora Tahoe poprzez otaczające je góry w dwa dni i dwie noce. Ponadto dowiecie się czy można wbiec na Kilimandżaro, a następnie zbiec ze szczytu w czasie nieco ponad 7 godzin?!

„[…] jeśli mam odmawiać sobie czekolady, żeby wygrać wyścig, to witajcie, porażki…”

Po książkę Kiliana Jorneta powinni sięgnąć ci, którzy kochają góry, fascynują się sportami ekstremalnymi, bądź bieganiem długodystansowym. „Biec albo umrzeć” to również pozycja idealna dla osób chcących poznać niebanalnego i wybitnego sportowca. Wreszcie dla każdego, kto poszukuje inspiracji i motywacji do działania. 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Ultramaratończyk. Poza granicami wytrzymałości - Dean Karnazes
   2. Bieg po życie - Lopez Lomong, Mark Tabb

poniedziałek, 18 lutego 2019

„Lektury dla kibica” – Na nartach poza trasą

Ekstremalna pasja.

Rozdział 183.

Poza trasą – Rafał Urbanelis

Wiecie, co szczególnie lubię w książkach sportowych? Gdy są napisane przez ludzi z pasją. Nigdy nie jeździłam na nartach, jeszcze mniej wiem o narciarstwie pozatrasowym, a mimo to z wielką uwagą i zafascynowaniem przeczytałam książkę Rafała Urbanelisa pt. „Poza trasą”, gdyż ta lektura jest wręcz „przesiąknięta” wielką pasją. 

„Krótki skręt, głęboki śnieg. Jedna z tych chwil, które pamiętasz do końca życia… Orgazm. Odlot. Obłęd.”

„Poza trasą” to przyspieszona podróż dookoła świata. Chile, Alaska, norweskie fiordy, a za chwilę Kirgistan i Laponia. Wszystko niezwykłe, ekscytujące i ekstremalne. To opowieść o nartach, górach, podróżach, a także ludziach, którzy mieli wpływ na wyprawy Rafała Urbanelisa i jego jazdę na nartach. Pozycja napisana z pasją o pasji, pełna emocji i wrażeń. Czyta się naprawdę świetnie. Co więcej to jednocześnie praktyczny poradnik zawierający wiele cennych wskazówek.

„Nagle słyszę trzask, czuję, że coś pęka, i widzę, że śnieg wkoło zaczyna mnie wyprzedzać.”

Książka ma ciekawą formę. Poszczególne rozdziały zostały zatytułowane imionami kolejnych osób. Za każdą z tych postaci kryje się nowa opowieść, dlatego też podczas lektury nie ma mowy o nudzie. Główne historie zajmują nieco ponad połowę liczącej niespełna trzysta stron pozycji. Pozostała jej część to suplement, w którym zamieszczono mnóstwo zdjęć z wcześniej opisywanych przygód oraz wiele rad dotyczących logistycznych aspektów organizacji wyjazdów. Ciekawym elementem lektury jest także zamieszczony na końcu słowniczek, w którym znajdziecie wyjaśnienie wielu terminów związanych z narciarstwem pozatrasowym.

„Alaska zawsze była dla mnie miejscem legendarnym i celem ostatecznym.”

Czytając tę książkę dowiecie się, na czym polegają skitoury oraz dlaczego nazw szczytów na Alasce nie można znaleźć na mapach. Poznacie zasady jeżdżenia między drzewami w lesie. Odkryjecie kilkanaście rodzajów śniegu, a także ile zim wyróżnia się w Laponii. Przeczytacie instrukcję „postępowania w przypadku napotkania niedźwiedzia polarnego”. „Wybierzecie się” do najdalej wysuniętego na północ miasta na świecie. Wreszcie dowiecie się czy to prawda, że w Chile rano można jeździć na nartach w Andach, a popołudniu plażować nad Pacyfikiem.

„Najgroźniejszy niedźwiedź to ranny niedźwiedź.”

Rafał Urbanelis tłumaczy jak wyglądają narty do jazdy poza wyznaczonymi trasami oraz zdradza cechy charakterystyczne narciarza pozatrasowego. Mówi, co go pociąga i fascynuje w samotnych wyprawach. Opowiada również o tym, co najbardziej kocha w górach.

Jednym z ciekawszych tematów poruszanych w książce są lawiny. Dowiecie się, dlaczego na samotne zjazdy nie warto brać antylawinowego sprzętu. Odkryjecie, kiedy człowiek przysypany lawiną zaczyna się dusić, a także poznacie strategię wydostania się z lawiny będącej w ruchu.

„Co roku setki freeriderów giną na nartach pod lawinami.”

„Poza trasą” to fantastyczna lektura, która zafascynuje pasjonatów narciarstwa, wszystkich tych, którzy kochają podróże, a także miłośników nieszablonowych książek sportowych. Bez wątpienia to lektura godna polecenia. Ciekawa, pouczająca i wciągająca. 

„Można żyć na krawędzi przez 30 lat, a zginąć, przechodząc przez ulicę.”


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.



Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Spod zamarzniętych powiek
   2. Anatomia Góry. Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami
   3. Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście