Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 kwietnia 2019

„Lektury dla kibica” – Biec albo umrzeć

Opowieść o pewnym herosie.

Rozdział 188.

Biec albo umrzeć – Kilian Jornet

„Kim chciałbyś zostać, gdy dorośniesz”? Każdy z nas spotykał się z takim pytaniem w dzieciństwie. Zadawali nam je inni, bądź sami się nad tym zastanawialiśmy. Wśród odpowiedzi z dużym prawdopodobieństwem znalazły się takie zawody jak: strażak, lekarz, piłkarz. Nigdy nie spodziewałabym się jednak usłyszeć z ust dziecka: „Chcę liczyć jeziora. Gdy dorosnę, chcę liczyć jeziora!”. Takiej odpowiedzi udzielił Kilian Jornet, który od najmłodszych lat doskonale wiedział, co jest jego przeznaczeniem. Chciał chodzić po górach, obcować z naturą, żyć z dala od wielkich miast i cywilizacji. Dziecięce marzenia zmienił w uprawnianie sportów ekstremalnych, po górach zaczął biegać, a jego zdumiewającą historię mamy okazję poznać dzięki książce „Biec albo umrzeć”.

Nigdy nie słyszeliście o tym sportowcu? Nic dziwnego, w końcu uprawiane przez Hiszpana dyscypliny raczej nie pojawiają się w mediach. Kim więc jest Kilian Jornet? To kataloński biegacz długodystansowy, skialpinista (połączenie narciarstwa wysokogórskiego ze wspinaczką), kolarz górski i dwuboista (bieg górski i rower górski). Wielokrotny rekordzista. Człowiek wyjątkowy. 

„Walka jest tym, co wyróżnia zwycięstwo, zwycięzcę.”

„Biec albo umrzeć” to jedna z książek o prawdziwej pasji, napisana z pasją. Opowieść o pokonywaniu granic, nieustannym ich przesuwaniu, walce z samym sobą. To autobiografia i dziennik w jednym. Trzeba jednak zaznaczyć, iż wątki prywatne występują w mniejszości, zdecydowanie dominuje sport. Zwykle w książkach sportowych takie proporcje są krytykowane przez czytelników, ale w tym przypadku to wielki atut lektury. Życie sportowe Hiszpana jest po prostu fascynujące. Kilian zadziwia, motywuje i inspiruje. Ponadto o wszelkich swoich dokonaniach pisze w normalnym sposób, nie traktuje ich wyjątkowo, nie przechwala się. Taką postawą wzbudza w czytelniku sympatię oraz wielki szacunek.

Bez wątpienia to pozycja godna polecenia. Wciąga i szybko się czyta. Jedyne, czego mi brakowało to dołączenia map z zaznaczonymi trasami. Byłby to ciekawy dodatek do treści. Szkoda również, że w książce znajduje się tak niewiele zdjęć. Kilian z dużym szacunkiem i podziwem opisuje przyrodę, czym niejednokrotnie rozbudza wyobraźnię, aż chciałoby się zobaczyć te niezwykłe widoki na własne oczy, przynajmniej na fotografiach. Niemniej jednak te drobne mankamenty w żadnym stopniu nie wpływają na pozytywną ocenę lektury.

„Moje nogi nie mogą już dłużej wytrzymać ognia, który je trawi, i odmawiają posłuszeństwa.”

Sięgając po tę pozycję dowiecie się, w jakim wieku Kilian wspiął się na pierwszy czterotysięcznik, co uznaje za prawdziwe zwycięstwo oraz kiedy doznaje największego uczucia wolności. Przeczytacie, co najpierw robi po powrocie z treningu, a także poznacie metody, które stosuje, aby umysł nie myślał wyłącznie o bólu i wysiłku a godziny podczas biegu mijały szybciej. 

Katalończyk zdradza czy istnieje idealna metoda biegania, wyjaśnia czy bardziej uważa siebie za alpinistę czy biegacza oraz tłumaczy, kiedy według niego kończy się magia sportu. Kilian dokładnie opisuje również, co podczas poszczególnych biegów działo się z jego ciałem i psychiką, tak iż czytelnik niemal może poczuć ból i emocje towarzyszące biegaczowi. 

„Smak zwycięstwa chwyta cię, uzależnia i niczym jakiś narkotyk zmusza cię, by poczuć go na nowo […].”

Jornet wyjaśnia, dlaczego organizatorzy nie chcieli ogłosić go zwycięzcą Ultra-Trail du Mont-Blanc, stu sześćdziesięciu kilometrowego biegu, choć przekroczył linię mety z ponad godziną przewagi nad drugim uczestnikiem wyścigu. Odkryjecie historię wyścigu Western States 100 oraz dowiecie się, który wyścig znany jest, jako Tour de France skialpinizmu.

„Biec albo umrzeć” to książka pełna niezwykłych opowieści. Przeczytacie jak Kilian przemierzył Pireneje, czy też przebiegł wokół jeziora Tahoe poprzez otaczające je góry w dwa dni i dwie noce. Ponadto dowiecie się czy można wbiec na Kilimandżaro, a następnie zbiec ze szczytu w czasie nieco ponad 7 godzin?!

„[…] jeśli mam odmawiać sobie czekolady, żeby wygrać wyścig, to witajcie, porażki…”

Po książkę Kiliana Jorneta powinni sięgnąć ci, którzy kochają góry, fascynują się sportami ekstremalnymi, bądź bieganiem długodystansowym. „Biec albo umrzeć” to również pozycja idealna dla osób chcących poznać niebanalnego i wybitnego sportowca. Wreszcie dla każdego, kto poszukuje inspiracji i motywacji do działania. 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Ultramaratończyk. Poza granicami wytrzymałości - Dean Karnazes
   2. Bieg po życie - Lopez Lomong, Mark Tabb

wtorek, 22 stycznia 2019

„Lektury dla kibica” – Cristiano i Leo

Historia pewnej rywalizacji.

Rozdział 181.

Cristiano i Leo. Historia rywalizacji Ronaldo i Messiego –  Jimmy Burns

Jimmy Burns to nazwisko znane czytelnikom literatury sportowej. Burns jest autorem takich pozycji, jak „Barça. Życie, pasja, ludzie”, czy też „Piłkarska furia. Podróż przez hiszpański futbol”. Obie powyższe książki oceniłam pozytywnie, więc z optymistycznym nastawieniem podeszłam do lektury pt. „Cristiano i Leo. Historia rywalizacji Ronaldo i Messiego”. Czy kolejna książka Burnsa okazała się równie dobra, co poprzednie? Przekonajmy się…

„Jeżeli którykolwiek z nich istniałby bez drugiego, uznano by go bez chwili wahania za najważniejszego piłkarza swojego pokolenia.”

Można powiedzieć, iż „Cristiano i Leo” to dwie biografie w jednym. Jimmy Burns chronologicznie opisuje losy obu piłkarzy, zarówno w poszczególnych klubach, jak i reprezentacjach, nie pomijając przy tym wątków z ich życia prywatnego. Jednocześnie zwraca uwagę na wydarzenia, które miały wpływ na osobowość i późniejsze życie obu bohaterów. Co więcej wskazuje zarówno na widoczne różnice pomiędzy Ronaldo i Messim, jak i na punkty wspólne, które na pierwszy rzut oka trudno dostrzec. Dziennikarz początkowo przeplata dwie historie, kiedy natomiast drogi CR7 i Messiego połączyły się na piłkarskiej murawie cześć dalszych wydarzeń przedstawionych zostało we wspólnych rozdziałach. 

Jeśli chodzi o ramy czasowe książki, to jest to dosyć aktualna lektura. Główna narracja rozpoczyna się od pochodzenia i narodzin piłkarzy, zaś kończy się wraz z finałem Ligi Mistrzów w Cardiff. Natomiast najnowsza historia została dopisana w epilogu. Autor krótko wspomina o trzecim z rzędu triumfie Realu w Champions League i odejściu CR7 ze stolicy Hiszpanii, zaś nieco szerzej opisuje zeszłoroczny mundial.

„Messi wygrał bitwę, ale to Ronaldo zwyciężył w wojnie.”

Książka Jimmy’ego Burnsa to jedna z wielu dostępnych na rynku pozycji traktujących o postaciach Cristiano Ronaldo i Lionela Messiego. Czy warto, więc po nią sięgnąć? Dla osób, które doskonale znają historie tych piłkarzy, czytali ich biografie i na co dzień śledzą rozgrywki lig europejskich wiele przedstawionych w książce wątków będzie znanych. Niestety nie da się uniknąć w tym temacie powtórzeń. Jimmy Burns nie wymyślił przecież ich życiorysów od nowa. Jednak pomysł na opisanie historii tych dwóch postaci łącznie zasługuje na uznanie i uwagę. Lekturę dobrze i szybko się czyta.

„Łzy Ronaldo po tamtym meczu symbolizowały smutek całego kraju.”

W przypadku kolejnej książki danego autora nie da się uniknąć także pewnych porównań. Dlatego też, jeśli miałabym ocenić książkę „Cristiano i Leo” na tle pozycji „Barça. Życie, pasja, ludzie” oraz „Piłkarska furia. Podróż przez hiszpański futbol” to w rankingu znalazłaby się… najniżej. Na taką ocenę wpływa nie tylko fakt, iż lektura niezbyt mnie zaskoczyła, ale przede wszystkim pewien istotny szczegół. Otóż w recenzji książki o historii FC Barcelony chwaliłam obiektywizm autora. Pomimo iż Jimmy Burns jest kibicem Barcy (o ironio urodzonym w Madrycie) opisał historię katalońskiego klubu taką, jaka była naprawdę. W przypadku książki o Cristiano i Leo zdecydowanie tego zabrakło. Autor nie zawsze był w stanie ukryć swoje sympatie oraz antypatie w prezentowanych treściach. To bez wątpienia największy mankament tej książki.

„Czy możecie sobie wyobrazić jednego z nich podającego piłkę do drugiego albo ich obu świętujących razem zdobycie bramki?”

Pomimo iż Jimmy Burns opisuje dobrze znane życiorysy piłkarzy, w lekturze można znaleźć ciekawe wątki. Sięgając po tę pozycję dowiecie się, który trener przeniósł Ronaldo z pozycji środkowego napastnika, – którą zajmował od dzieciństwa – na lewe skrzydło, czy też jak po latach Xavi wspominał pierwszy wspólny trening z Messim. Odkryjecie, który z nich – CR7 czy Leo – w zaledwie jednej edycji rozgrywek wystąpił w składach do lat 16, 17, 18, zespole rezerw i pierwszej drużynie. Po lekturze będzie także wiedzieli, kto nazwał Messiego „potworem” oraz z którymi trenerami Ronaldo dogadywał się najlepiej.

„[…] Messi znalazł w Inieście i Xavim bratnie dusze.”

Przeczytacie o relacjach panujących między Messim i Maradoną, a także o podobieństwach i różnicach obu Argentyńczyków. Dowiecie się, jakie rewolucje przeprowadził Guardiola obejmując pierwszą drużynę Barcelony, kim byli zawodnicy, którzy pomogli rozbłysnąć Messiemu w Katalonii, jak również, jakie cechy Leo podziwiał w Inieście. Przeczytacie nawet, co Florentino Pérez i Jorge Valdano powiedzieli autorowi na temat Cristiano.

„Ronaldo stał się zabójczym snajperem […].”

Kogo Messi nazwał „największym hiszpańskim zawodnikiem wszech czasów”? Z kim podczas gry w United Ronaldo obstawiał liczbę goli, które strzeli w nadchodzącym sezonie? Jaki zapis widnieje w kontrakcie Messiego na wypadek gdyby Barcelona została wykluczona z wszelkich rozgrywek na skutek uzyskania przez Katalonię niepodległości?

„Jego rodacy wychodzili z założenia, że dopóki Messi nie sięgnie po tytuł mistrza świata, nie będzie w pełni zasługiwał na status argentyńskiej legendy.”

„Cristiano i Leo. Historia rywalizacji Ronaldo i Messiego” to lektura, która pozwala prześledzić dotychczasową drogę, którą przeszli obaj piłkarze, aby dotrzeć na szczyt futbolowego świata. To książka, która zainteresuje nie tylko fanów obu tytułowych zawodników, ale wszystkich kibiców piłkarskich. 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.



Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Piłkarska furia. Podróż przez hiszpański futbol
   2. Barça. Życie, pasja, ludzie

piątek, 21 września 2018

„Lektury dla kibica” – Atlético Madryt w erze Diego Simeone

Dziś lektura przede wszystkim dla kibiców ligi hiszpańskiej.

Rozdział 170.

Atlético Madryt. Cholo Simeone i jego żołnierze - Leszek Orłowski

Kiedy dziennikarz tygodnika „Piłka Nożna” oraz stacji Canal+Sport Leszek Orłowski napisał książkę „Barça. Złota dekada”, a następnie „Real Madryt. Królewska era Galacticos”, kwestią czasu było powstanie spod jego pióra pozycji o trzeciej sile lig hiszpańskiej, czyli Atlético Madryt. Z początkiem września lektura pt. „Atlético Madryt. Cholo Simeone i jego żołnierze” ku uciesze fanów Los Colchoneros trafiła do księgarni.

„Atlético wskrzesiło wszystkie mity decydujące o popularności piłki nożnej, cofnęło ją w epokę romantyczną.”

Podobnie jak w przypadku dwóch wcześniejszych, wspomnianych książek Leszka Orłowskiego także i tym razem dziennikarz nie opisuje całej dotychczasowej historii wybranego klubu, ale jedynie dany jej wycinek. Patrząc jedynie na sam tytuł pozycji o Atlético łatwo się domyślić, iż głównym tematem omawianej książki jest era Diego Simeone. Leszek Orłowski chcąc jednak nadać szerszy obraz tej historii rozpoczyna swą opowieść od powrotu Rojiblancos do Primera Division w sezonie 2001/2002 oraz zmiany na stanowisku prezydenta klubu. Kończy zaś wraz z ostatnim akcentem sezonu 2017/2018. Oczywiście, kiedy to konieczne, wykracza poza ramy czasowe książki.

„Kto dziś pamięta, czym było Atlético przed erą Simeone?”

W lekturze niejednokrotnie przeplatają się rozdziały interesujące z tymi… nieco mniej. Bez wątpienia najciekawsze są wszystkie tematy pozaboiskowe. Najbardziej wciągający był początek książki, czyli wprowadzenie do ery Cholo. Autor opisuje matactwa i przekręty właścicieli klubu. Wyjaśnia, dlaczego wielu kibiców Atlético ich nienawidzi, czy też, w jakim celu klub jest celowo(!) zadłużany. 

Fragmenty opisujące wydarzenia z zielonej murawy są najmniej atrakcyjne, gdyż większość kibiców była przecież ich świadkami i ma je nadal w pamięci. Mimo to również wśród nich można znaleźć ciekawe informacje. Elementy pracy Simeone i jego współpracowników, a także kulisy przygotowań i treningów z pewnością zainteresują wszystkich miłośników futbolu. Dziennikarz ujawnia, co kryje się za sukcesami drużyny Diego Simeone. Co więcej doskonale zwraca uwagę czytelnika na wydarzenia, decyzje, czy też sytuacje, które mogły zmienić historię futbolu. 

„Między Simeone a sympatykami Atlético istnieje bowiem idealna symbioza – oni chcą otrzymywać dokładnie to, co Cholo Simeone jako trener chce im dawać.”

Sięgając po tę pozycję dowiecie się, dlaczego Simeone nie został piłkarzem… Realu, choć porozumiał się z Los Blancos, co do szczegółów kontraktu. Przeczytacie skąd wziął się i co oznacza jego przydomek – Cholo. Odkryjecie, kto jako pierwszy wprowadził do Atlético zasadę myślenia tylko o najbliższym meczu, która stała się symbolem filozofii trenerskiej Simeone.

Dowiecie się, jakie warunki Argentyńczyk postawił szefom klubu przed objęciem sterów w Atlético. Poznacie metody motywacyjne – również te kontrowersyjne –  które stosuje Cholo. Przeczytacie, dlaczego Koke i Diego Godin do dziś nie odeszli z Atlético, choć klub otrzymywał za nich „fantastyczne oferty”. 

Leszek Orłowski ponadto wyjaśni Wam, dlaczego Atlético największe sukcesy osiąga w latach parzystych, a także zdradzi czy relacje między Rojiblancos a Barceloną opierają się na zasadzie „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”.

„Cholo ma w Atlético status, jakim w Manchesterze United cieszył się Alex Ferguson […].”

W główną opowieść zostały wplecione – odpowiednio wyróżnione – biografie zawodników Atlético grających na przestrzeni lat pod wodzą Simeone. Z tych charakterystyk dowiecie się, w jaki sposób poszczególni piłkarze trafili w szeregi Los Colchoneros i jak dotychczas sobie w barwach madryckiego klubu radzili. Przeczytacie, kogo koledzy nazywają „Faraonem”, czy też, kto kryje się pod epitetem „diabeł tasmański”. Odkryjecie, kogo trener nazywał sercem drużyny, kto za swoje hobby uznaje „kolekcjonowanie asyst”, a także, który zawodnik ma polskie korzenie.

„Cholo i jego ludzie […] nie bali się nikogo z Anglii, Niemiec, Włoch czy Francji, a jedynie Realu i Barcelony.”

„Cholo Simeone i jego żołnierze” to lektura dla każdego kibica Rojiblancos. Leszek Orłowski nie tylko w przystępny sposób przedstawia najnowszą historię Atlético, ale także uzbraja czytelnika w dużą wiedzę dotyczącą madryckiego klubu. To książka, na którą warto zwrócić uwagę.

„Torres grał na obczyźnie, ale jego serce cały czas biło oczywiście dla Atlético.”


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.



Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
       1. Barça. Złota dekada
       2. Real Madryt. Królewska era Galacticos
       3. Diego Simeone. Kolekcjoner tytułów

środa, 4 stycznia 2017

„Lektury dla kibica” – Futbolowy artysta

Pod koniec 2010 roku na rynku literatury sportowej ukazała się pozycja pt. „Rok w raju”. Była to pierwsza książka Andrésa Iniesty, w której piłkarz wspominał sezon 2008/09, kiedy to Barcelona wygrała rozgrywki La Liga, Puchar Króla i Ligę Mistrzów. W minionym właśnie 2016 roku Hiszpan wydał kolejną książkę, tym razem odnoszącą się do całej jego dotychczasowej kariery.

Rozdział 118.

Andrés Iniesta. Artysta futbolu. Gra mojego życia - Andrés Iniesta

W Barcelonie nazywają go Harrym Potterem, a jego grę określają mianem czystej magii. Jednak Andrés Iniesta to jeden z tych piłkarzy, których szanują nawet kibice rywali. Hiszpanie, sympatycy różnych klubów, wciąż biją mu brawo gdyż nie zapomnieli i pewnie nigdy nie zapomną, że to jego gol, bramka autorstwa właśnie Andrésa Iniesty, dała im upragniony tytuł mistrzów świata. O wielkiej sympatii do tego piłkarza przekonałam się na własnej skórze, gdy publiczność zgromadzona na Santiago Bernabéu oklaskiwała Iniestę, podczas gdy ten opuszczał murawę. I choć w tamtym momencie Real wysoko przegrywał i to z największym rywalem wdzięczność i szacunek do pomocnika Barcelony były ważniejsze niż klubowe podziały.

Andrés Iniesta to po prostu klasa sama w sobie, piłkarz wielki, a przy tym niezwykle skromny człowiek. Tak jak na piłkarskiej murawie, tak i w jego najnowszej książce pt. „Artysta futbolu. Gra mojego życia” dobrze widać tę powszechnie znaną cechę Hiszpana. Iniesta zgodnie z tym, co robi na boisku, również w książce oddaje głos innym – rodzinie, trenerom, przyjaciołom, kolegom z boiska, a nawet rywalom. To głównie oni opowiadają historię Iniesty. Andrés czasem dorzuca „swoje trzy grosze”, ale tak naprawdę poznajemy go dzięki relacji związanych z nim osób.

„Dzięki innym ludziom mogę wyrazić siebie i być tym, kim jestem.”

Książka powstawała aż cztery lata, począwszy od roku 2012. Nie jest jednak pozycją, którą zaliczyłabym do bogatych w szczegóły. Opisane zostały ważne i przełomowe momenty w karierze Hiszpana, a do kilku kluczowych wątków autorzy wracają parokrotnie. Głównym założeniem tej opowieści zdaje się być ukazanie osobowości Andresa, nie tylko, jako sportowca, ale przede wszystkim, jako człowieka.

Zgodnie ze popularnym trendem, również i ta sportowa książka nie trzyma się chronologii wydarzeń, lecz rozpoczyna od trudnego okresu, który jej bohater przeżył. W przypadku Iniesty było to lato 2009, okres, który nastąpił po zdobyciu przez Barcelonę potrójnej korony. Jednak zamiast być jednym z najszczęśliwszych w jego życiu, należał do tych najgorszych momentów. Piłkarz przeżył ciężki czas. Co prawda nikt nie nazwał tego depresją, ale sportowca dręczył wewnętrzy niepokój, a jego smutek rozrósł się do ogromnych rozmiarów wraz z informacją o śmierci bliskiego przyjaciela - Daniela Jarque. Jego stan psychiczny wpływał na dyspozycję fizyczną powodując coraz większe problemy. O swoich uczuciach opowiada sam piłkarz, ale nawet tak osobisty wątek poznajemy także z pespektywy bliskich mu osób.

„To być może niewiarygodne, ale pragnienie sukcesu jest we mnie w dalszym ciągu tak samo silnie.”

Również pozostała część historii i osobowości Andrésa zostaje ukazana głównie dzięki relacji postaci związanych z piłkarzem. Ojciec Andrésa zdradza czy kiedykolwiek rozmawiał z przedstawicielami Realu Madryt w sprawie transferu swojego syna. Víctor Valdés wyznaje, co odpowiedział Andrés, gdy po pierwszym tytule mistrzowskim bramkarz zapytał go ile tytułów Iniesta chce zdobyć w swoim życiu (będziecie mieli okazje sprawdzić czy udało mu się tego dokonać). Fizjoterapeuci Barcy i reprezentacji La Roja wspominają wiele trudnych chwil, które przeszli razem z Andrésem, kiedy piłkarz cierpiał z powodu licznych kontuzji (tak, tak nawet sztab medyczny wypowiada się w tej książce).

Sergio Ramos szczerze mówi o relacjach, które łączyły go z Iniestą w czasie maratonu burzliwych meczów El Clasico, kiedy pomiędzy ich klubami panowała zła atmosfera. Del Bosque wyjaśnia, dlaczego zbytnio nie świętował gola Iniesty w finale MŚ. Xavi wyznaje, co czuje, kiedy wszyscy łączą go z Iniestą, traktują, jako nierozerwalny duet, a czasem nawet ich ze sobą mylą. Natomiast Suarez tłumaczy, dlaczego według niego Iniesta podobny jest do Stevena Gerrarda.

Czytając tę książkę dowiecie się również, kto zabrał Iniestę do szatni Barcelony, widząc, że Andrés nie ma odwagi przekroczyć bramy stadionu przed swoim pierwszym treningiem z pierwszą drużyną. Przeczytacie, która legenda Barcy, widząc Andrésa na treningu juniorów, oznajmiła „ten chłopak jest lepszy ode mnie”. Odkryjecie, dla którego piłkarza Andrés jest tak wielkim przyjacielem, że nazywa go swoim bratem oraz który trener porównał Hiszpana do hokeisty, uznając, że Andrés nie biega, ale sunie po boisku.

„Gdybym urodził się po raz drugi, grałabym w ten sam sposób.”

Ile czasu potrzebowali trenerzy na podjęcie decyzji o przyjęciu Andrésa do szkółki juniorów Albacete po tym, co siedmiolatek pokazał na testach? Kto prosił trenera by ten zdjął na chwilę z boiska małego Iniestę, aby „trochę wyrównać szanse” w rozgrywanych meczach? Co Iniesta powiedział Guardioli po pierwszych nieudanych spotkaniach Barcy z Pepem w roli trenera? Gdzie obecnie znajduje się koszulka dedykowana Danielowi Jarque, którą Iniesta pokazał całemu światu po zdobyciu bramki na wagę zwycięstwa w mundialu? Wreszcie sam Iniesta zdradzi jak to jest strzelić gola decydującego o zdobyciu mistrzostwa świata?! ;)

Przelewanie własnych ambicji na dziecko zwykle nie wychodzi potomstwu na dobre. W przypadku Hiszpana ta niepisana zasada kompletnie się nie sprawdziła! Ojciec Andrésa marzył by jego syn został piłkarzem, którym sam pragnął kiedyś być. Mały Iniesta kochał futbol równie mocno, co jego tata, więc z chęcią podążył tą drogą. Chciałoby się powiedzieć: całe szczęście, bo dzięki temu mamy okazję podziwiać artystę na piłkarskiej murawie. Ten artysta rzadko używa słów. Przemawia głównie na boisku, ale część jego osobowości zostaje odkryta jedynie w tej książce. Tylko dzięki niej można poznać prawdziwe oblicze Andrésa Iniesty, opisane przez niego samego i grono ludzi z nim związanych.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.



Źródło zdjęcia: własne

AUTOR: RealAnia

piątek, 26 kwietnia 2013

„Lektury dla kibica” - Iniesta i Xavi

Zgodnie z powiedzeniem „przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej” w końcu sięgnęłam na regał należący do brata po książki dwóch piłkarzy, bez których Barcelona (i reprezentacja Hiszpanii) nie byłaby drużyną, jaką znamy.

Rozdział 15.

Andrés Iniesta „Rok w raju”

„Rok w raju” to pamiętnik, w którym piłkarz wspomina wyjątkowy sezon 2008/09, kiedy to Barcelona wygrała rozgrywki La Liga, Puchar Króla i Ligę Mistrzów. Iniesta swoją opowieść przedstawia poprzez osiem kluczowych wydarzeń, które według niego najlepiej ukazują fenomen tamtego sezonu. Dlaczego właśnie osiem rozdziałów? Wyjaśnia to sam autor – „bo ósemka to mój numer na koszulce”.

Andrés postanowił napisać książkę zaledwie o jednym roku swojej kariery. W rozdziale pt. „Mój najważniejszy gol” opisuje tego, który dał Barcelonie awans do finału Ligi Mistrzów w Rzymie. Z tym określeniem pomocnik Barcelony jednak trochę się pośpieszył, w RPA zdobył przecież bramkę dającą Hiszpanii pierwszy tytuł mistrzów świata! Dlatego mam nadzieję, że „Rok w raju” to dopiero początek niezwykłej historii, a po zakończeniu kariery Andrés napisze drugi, o wiele dłuższy pamiętnik, w którym wspomni swoje dzieciństwo, drogę, jaką przebył od szkółki piłkarskiej do pierwszej drużyny Barcelony, a także triumfy, które świętował nie tylko z klubem, ale również z reprezentacją La Roja.


Czytając „Rok w raju” dowiecie się, jakim określeniem nazywają trenerów piłkarze Barcelony, jakie Iniesta ma rytuały przed każdym spotkaniem, a co jest pierwszą rzeczą, jaką robi po zakończeniu meczu. Andrés powie Wam również czy lubi latać samolotem, kto jest jego ulubionym aktorem, czy też jak zmienia się zachowanie jego ojca w zależności od rezultatu spotkania z udziałem syna. Iniesta zdradzi także, co w przerwie meczu półfinałowego na Stamford Bridge powiedział swoim piłkarzom Guardiola. Jednak, jeśli chodzi o uchylenie rąbka tajemnicy z tamtego sezonu, zabrakło mi ciekawych i dotąd nieznanych opowieści z szatni. Po przeczytaniu książki dowiecie się jedynie gdzie pomocnik Barcelony spędził noc po wielogodzinnym świętowaniu potrójnej korony (a było to dość nietypowe miejsce na sen).

Lektura ta jest pozycją obowiązkową każdego kibica katalońskiego klubu. Napisana jasnym językiem, czyta się ją bardzo szybko. Wystarczy jeden, góra dwa wieczory by ponownie przeżyć cały tamten sezon.

Rozdział 16.

Xavi Hernandez „Barca moim życiem”

Od dawna wiadomo, że futbol łączy ludzi. Jeśli nadal w to nie wierzycie, przekona Was o tym sam Xavi już na początku swojej autobiografii, kiedy przedstawi Wam swoich rodziców i opowie, jak doszło do założenia jego rodziny. Historia niezwykła i bardzo ciekawa, jak zresztą całe życie piłkarza, który osiągnął w sporcie praktycznie wszystko.

Xavi opowiada o całym swoim dotychczasowym życiu, o rodzinie, dzieciństwie, sukcesach i porażkach, trudnej drodze na szczyt, wadach i zaletach poszczególnych trenerów, czy też piłkarzach, którzy stanęli na jego drodze. Szczerze wyraża swoje zdanie na temat działań klubu, traktowania jego wychowanków, wspomina też, z jaką krytyką musiał się zmierzyć, zanim został odpowiednio doceniony.

Pomimo, że lektura jest niezbyt obszerna, to dowiecie się z niej mnóstwa ciekawych faktów. Przeczytacie, kto przepowiedział, że Xavi zagra kiedyś w Barcelonie, choć chłopiec miał wtedy dopiero sześć lat, jakie piłkarskie sny, a właściwie koszmary, miewał w dzieciństwie, czy też, co kupił swojej mamie za pierwszą wypłatę (powiem Wam jedynie, że nie był to ani nowy dom, ani samochód). Xavi wyjaśni, dlaczego jego rodzice, którzy oglądają każdy mecz odkąd ich syn gra w pierwszej drużynie Barcelony, nie śledzili spotkania z Wisłą Kraków w eliminacjach Ligi Mistrzów. Dowiecie się jak specyficznie imię „Xavi” wypowiadał Louis van Gaal, a jak je odmieniał Ronaldinho.

Z każdą kolejną stroną będziecie pogłębiać swoją wiedzę o Xavim. Przeczytacie, co pomocnik Barcy odpowiedział, gdy van Gaal zapytał go o zdanie na temat swojego powrotu do klubu z Katalonii, dlaczego Giovanni van Bronckhorst w jednym z głosowań na nagrodę FIFA World Player pomimo, iż był kapitanem reprezentacji Holandii pierwsze miejsce przyznał Xaviemu, jak magia Ronaldinho odmieniła Barcelonę nie tylko na boisku, a nawet, jakich wiadomości zabrania niepisany kodeks pomiędzy zawodnikiem Barcy a jego wielkim rywalem i przyjacielem – Ikerem Casillasem. Piłkarz zdradzi także, jakie jedno zdanie wypowiedziane przez jego mamę sprawiło, że w wieku 19 lat odrzucił fantastyczną ofertę Milanu i został w Barcelonie, kto był najlepszym rywalem z jakim kiedykolwiek się mierzył, czy też jak wspomina pierwsze spotkanie z legendą futbolu – Pele. Zawodnik Blaugrany powie Wam również jak zachowywał się 16-letni Messi podczas pierwszego tournée w Japonii, gdy obaj zawodnicy razem dzielili pokój. 

Z pewnością wielokrotnie czytaliście o kontuzjach odniesionych przez sportowców w dość nietypowych okolicznościach. Xavi również przeżył taką „przygodę”. Otóż na początku gry w pierwszej drużynie z Camp Nou skręcił bark. Trenerowi powiedział, że stało się to, gdy upadł pod prysznicem. Jak się zapewne domyślacie było to wierutne kłamstwo, ale jak było naprawdę powie Wam już sam Xavi.

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Wiedzieliście, że istnieje piłkarska odmiana gry Monopoly? Jeśli nie, to właśnie się dowiedzieliście, ale jak się gra nazywa przeczytacie już w książce.

A za tydzień zapraszam na kolejny rozdział cyklu, tym razem spotkamy się z wielkim trenerem.

Źródła zdjęć: własne

AUTOR: RealAnia

poniedziałek, 2 lipca 2012

Que viva España!

Hiszpania wielka! Hiszpania niezwyciężona! La Roja pokonała Włochy i przechodzi do historii futbolu, trzy razy z rzędu zdobywając tytuł na piłkarskiej imprezie. Ponadto jest pierwszą drużyną, która obroniła Mistrzostwo Europy.

W finale w Kijowie wreszcie ujrzeliśmy taką Hiszpanię, jaką zwykliśmy oglądać. To znów była ta „tiki-taka”. Po prostu mistrzowie zagrali tak jak przystało na mistrzów. We wcześniejszych spotkaniach drużyna del Bosque nie zachwycała, ale najlepsze, co miała pokazała w najważniejszym meczu turnieju.

Włosi nie zasłużyli jednak na tak wysoką porażkę na zakończenie mistrzostw. Co prawda swój idealny mecz rozegrali w półfinale wyrzucając za burtę jednego z faworytów – Niemców, ale cały turniej prezentowali się naprawdę przyzwoicie. Mieli ogromnego pecha, że Thiago Motta doznał kontuzji, gdy Prandelli wcześniej wykorzystał limit zmian (ostatnią właśnie na wyprowadzenie Motty). To był chyba moment przełomowy finału. Włosi całkowicie zrezygnowali z dalszej walki, przegrywali już 2-0, grali w 10 i to z samą Hiszpanią. Wtedy ostatecznie zrozumieli, że losów tego meczu nie odwrócą. Stracili jeszcze dwie bramki i tym samym doznali najwyższej porażki w finale w historii Euro.

AUTOR: RealAnia

piątek, 29 czerwca 2012

Czas na finał!

España

Hiszpanie ponownie zagrają w finale wielkiej imprezy, ale najlepsze, co dotychczas pokazali obrońcy tytułu na tym turnieju to 30 minut dogrywki meczu półfinałowego. Portugalia, choć odważyła się zagrać w „otwarte karty” z mistrzami, jedzie do domu, ale na prawdę żal ją żegnać.

Znowu w regulaminowym czasie gry nie ujrzeliśmy goli. Piłkarze obydwu drużyn doprowadzili nas aż do rzutów karnych. Co ciekawe Xabi Alonso pomylił się w serii jedenastek, ale na jego szczęście gra w drużynie z Casillasem, który nie pozwolił wyjść rywalom na prowadzenie. Gdy Sergio Ramos podchodził do piłki przed oczami miałam ten nieszczęsny karny z meczu z Bayernem Monachium. Jednak tym razem obrońca Realu strzelił jak profesor. Zadziwił mnie przede wszystkim jego spokój przy wykonywaniu jedenastki. Decydującego karnego strzelił zaś Fabregas i przy sporym szczęściu wprowadził Hiszpanię do finału.

Po meczu ujrzeliśmy kilka ładnych obrazków, gdy Pepe, uważany za boiskowego brutala, pogratulował kolegom z klubu – Ikerowi i Ramosowi, a Arbeloa pocieszał Ronaldo.

Cristiano w środę nie miał swojego dnia. Nie wychodziły mu strzały z rzutów wolnych, ponadto zmarnował doskonały kontratak w końcówce regulaminowego czasu gry. Karnego w ogóle nie strzelał. Podobno miał podejść do piłki w piątej kolejce rzutów karnych, do której nie doszło. Moim zdaniem dobrze, że koniec końców jego karny nie decydował o być albo nie być Portugalii. Jak wiemy CR7 świetnie zna się z Casillasem, co wcale nie musiało mu pomóc w pokonaniu golkipera Królewskich. Pomylił się Alves i dzięki temu krytyka nie spadła na Ronaldo.

Portugalczycy płaczą, a Hiszpanie się cieszą. Radość nie może jednak trwać zbyt długo, gdyż przed nimi wielki finał. Obrona tytułu będzie niezwykle ciężka. Szczególnie, iż „tiki-taka” drużyny Del Bosque już tak bardzo nie zachwyca. Wymiana setek podań nie zadziwia już rywali, a co gorsza praktycznie nie zagraża ich bramce. Niezadowolenie z gry La Roja pokazali kibice zgromadzeni na Donbass Arenie wielokrotnie gwiżdżąc na swoich idoli. Vicente del Bosque będzie musiał coś zmienić w drużynie, gdyż wystawienie Negredo w ostatnim spotkaniu nie przyniosło żadnego pożytku.

Super Mario!

O tytuł mistrzowski (ku mojemu zaskoczeniu) zagrają Włosi. Oczywiście z przebiegu spotkania to Italia bez żadnej dyskusji zasłużyła na awans, ale przed meczem stawiałam na Niemców. Drużyna Joachima Löwa nie była jednak sobą w tym spotkaniu. Super Mario strzelił dwie piękne bramki i wysłał Lahma i spółkę do domu. Emocji nie zabrakło do końca, głównie dzięki rażącej nieskuteczności zawodników Włoch oraz bramce zdobytej w doliczonym czasie gry przez Özila z jedenastu metrów. Na więcej jednak nie starczyło już czasu.

Jeśli Włosi zagrają z Hiszpanią tak jak z Niemcami, a Balotelli będzie równie skuteczny to obrońcy tytułu będą mieli poważne problemy. I nawet Casillas może im nie pomóc.

AUTOR: RealAnia

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Fantastyczna czwórka

Dwa pierwsze spotkania ćwierćfinałowe pokazały jak słaba była „polska” grupa. Zarówno Czesi jak i Grecy nie mieli za dużo do powiedzenia w walce o półfinał. Co prawda w pierwszym meczu ¼ finału to reprezentacja Czech rozpoczęła mecz od kilku dobrych ataków, ale później do głosu doszli Portugalczycy. Kadra Paulo Bento początkowo nie miała szczęścia pod bramką Petra Čecha. Sam Cristiano Ronaldo dwa razy trafił słupek, ale ostatecznie w 79 minucie as Realu Madryt pokonał bramkarza Chelsea Londyn i wprowadził Portugalię do półfinału. W Gdańsku natomiast Niemcy pewnie pokonali Greków 4-2. Drużyna Joachima Löwa zawsze stawiana jest w gronie faworytów wszelkich turniejów, ale na dzień dzisiejszy wydaje się być kandydatem głównym do zdobycia mistrzostwa Starego Kontynentu, gdyż pozostałe reprezentacje dotychczas nie zaprezentowały najwyższej formy.

Obecni mistrzowie ponownie nie zachwycili, ale po dwóch bramkach Xabiego Alonso pokonali Francję i awansowali do półfinału. Natomiast w ostatnim starciu ćwierćfinałowym po raz pierwszy w regulaminowym czasie gry na turnieju rozgrywanym w Polsce i na Ukrainie nie padła żadna bramka. Goli nie było, ale za to doczekaliśmy się pierwszej dogrywki i serii rzutów karnych. I choć najpierw z 11 metrów pomylił się reprezentant Włoch – Montolivo, to później w poprzeczkę trafił Young, a strzał Ashleya Cole’a obronił Gianluigi Buffon, dzięki czemu Italia zagra w Warszawie o finał z Niemcami.

Wśród tych czterech reprezentacji jest przyszły mistrz Europy. Kto wygra dowiemy się za niecały tydzień. Zostały zaledwie trzy mecze, cieszmy się nimi gdyż szybko się skończą.

AUTOR: RealAnia

środa, 20 czerwca 2012

Ktoś musiał odpaść, by grać mógł ktoś

Już teraz można ogłosić, iż Holendrzy zostali największymi przegranymi Euro 2012. Wicemistrzowie Świata zajęli ostatnie miejsce w „grupie śmierci”, z zerowym dorobkiem punktowym, zdobywając zaledwie dwa gole przy pięciu straconych. Ekipa Berta van Marwijka, choć naszpikowana gwiazdami, nie stworzyła na boisku drużyny. Co prawda swój ostatni mecz Oranje rozpoczęli od mocnego uderzenia i po 11 minutach prowadzili z Portugalią, ale po zdobyciu bramki coś się znów w „mechanicznej pomarańczy zacięło” i Cristiano Ronaldo wysłał ich do domu. Z kompletem zwycięstw natomiast fazę grupową zakończyli nasi zachodni sąsiedzi.

Chorwacja walczyła dzielnie i choć napędziła stracha Hiszpanom, ostatecznie żegna się z turniejem. Wystarczył jeden gol a reprezentacja Slavena Bilića sprawiłaby niesamowitą sensację eliminując obrońców tytułu. Jednak naprzeciwko chorwackich napastników stał Iker Casillas, a bramka Navasa w 88 minucie ostatecznie podcięła im skrzydła. Do ćwierćfinału awansowali za to Włosi, którzy pokonali Irlandię.

Niestety z turniejem pożegnała się również Ukraina, a wraz z odpadnięciem drugiego gospodarza Euro swoją reprezentacyjną karierę zakończył Andrij Szewczenko. Ukraińcy by awansować do ćwierćfinału potrzebowali zwycięstwa, ale mecz z Anglią przegrali zarówno po golu Rooneya, jak i fatalnym błędzie sędziego, który nie uznał prawidłowo strzelonej bramki przez Marko Devicia. Szwecja, choć nie miała żadnych szans na awans do kolejnej rundy na otarcie łez pokonała Francję.

Czas szybko płynie, jeszcze niecałe dwa tygodnie temu do walki o tytuł Mistrza Europy stanęło 16 drużyn, dziś została już tylko połowa z nich. Przykro, że na boiskach Euro 2012 nie zobaczymy już reprezentacji Polski, ale emocji na pewno nam nie zbraknie, wkraczamy przecież w decydującą fazę mistrzostw.

AUTOR: RealAnia