Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asseco Resovia Rzeszów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asseco Resovia Rzeszów. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 kwietnia 2014

Król może być tylko jeden!

Po wtorkowym morderczym pojedynku, trwającym trzy godziny zaciętym spotkaniu dwóch wielkich drużyn, to Skra Bełchatów wyszła na prowadzenie w finałowej rywalizacji PlusLigi. Tak właśnie: Skra Bełchatów! Deja vu? Raczej nie. Bowiem nie jest to ta sama drużyna, która dwa lata temu przerwała swój długoletni ciąg zwycięstw i oddała tytuł Mistrza Polski Asseco Rosovii Rzeszów, która od tamtej pory broni go zaciekle. Dodam, że drugi raz z kolei. Deja vu? Owszem:) Ta drużyna w ciągu trzech ostatnich sezonów niewiele się zmieniła. Postawiła na stabilizację i niezawodny skład, co dotąd kończyło się sukcesem.

W środę historia miała się zgoła odmiennie. Szybkie 0:3 i Skra wyjeżdża z Podpromia z dwoma zwycięstwami na koncie i dużą szansą na ponowne założenie korony PlusLigi. Twierdza Rzeszów zdobyta (dwukrotnie!) i rozbita w dość brawurowy, acz konsekwentny sposób. Dlaczego brawurowy? Tak, jakoś przyszły mi do głowy zagrywki posyłane przez Mariusza Wlazłego, notabene MVP obu spotkań, których prędkość przekraczała granice rozsądku.. Bełchatowianie konsekwentnie trzymali się swojego poziomu gry, który wydaje mi się był tego dnia nieosiągalny dla Resovii.

Mecze Skry i Resovii to pojedynek gigantów. Dwa zespoły, które w ostatnich latach zdominowały tron PlusLigi teraz walczą o niego po raz kolejny. Dawna, nieco wypalona Skra Bełchatów potrzebowała dwóch lat, by zorganizować sobie skład na tyle pewny, by znowu aspirować o najwyższe miejsce podium. Czy ten skład ma? Ryzykowna zmiana trenera, powrót Antigi, inwestycja w młodych jak Włodarczyk czy Maćkowiak. Patrząc na wyniki i atmosferę w drużynie cel został osiągnięty.

Z kolei Asseco Resovia przez dwa lata właściwie zmieniła tylko atakujących. Zawodnicy ofensywni stanowili klucz do sukcesu. Zaczęło się od Grozera, a potem Bartman, teraz Schoeps i Konarski. Mistrz Polski stawia na siłę swoich atakujących, którzy mają poprowadzić drużynę, uskrzydlić ją. Dotąd ta taktyka nie zawiodła.

Kto ma większe szanse w tym roku? Nie podejmę się oceny. Skra gładko weszła do finału pokonując w trzech spotkaniach Jastrzębski Węgiel. Górniczy klub nie postawił poprzeczki bełchatowianom zbyt wysoko choć po bardzo udanym sezonie i brązowym medalu w Lidze Mistrzów to właśnie Jastrzębian stawiałam jako faworytów. Rzeszowianie musieli włożyć w awans więcej wysiłku, lecz w ostatecznym rozrachunku wzięli oni górę nad Zaksą Kędzierzyn Koźle. Biorąc pod uwagę pierwsze spotkanie finał zapowiadał się na siatkarską wojnę.

Patrząc na środowy mecz mam wrażenie, że Skra przejęła kontrolę. Bełchatowianom nie brakuje determinacji, a smaczku dodaje też obecność wspomnianego już Stephana Antigi, nowego selekcjonera kadry, który marzy o medalu Mistrzostw Polski na zakończenie sportowej kariery, a świetna forma jaką prezentujei pozytywny wpływ jaki ma na swoich kolegów z pewnością zaprocentuje.

Resovia nie podkuli ogona! Co to to nie! Zresztą byłaby to hańba! Drużyna z Rzeszowa wychodziła już z podobnych opresji i doskonale radziła sobie z podobną presją. Nie wątpię, że dadzą z siebie wszystko. Mam jednak wątpliwości czy to wystarczy. Tak rozpędzoną Skrę trudno będzie zatrzymać (na co zdecydowanie liczę, choć staram się być jak najbardziej obiektywna! Mam nadzieję, że ktoś to doceni:P). Chociaż jeśli miałabym wybrać drużynę, która byłaby w stanie tego dokonać to byłaby to obstawiłabym Resovię właśnie. Kolejne spotkanie finałowe już jutro w hali Energia. Dopóki piłka w grze wszystko może się zdarzyć, a król może być tylko jeden.

AUTOR: Iskra

wtorek, 11 lutego 2014

Wojna Polsko- Polska

Liga Mistrzów siatkarzy to impreza prestiżowa, choć wcale nie tania, łatwa i przyjemna. Jednakowoż największe kluby Europy walczą by w niej wystąpić. Polska ma również w tym turnieju swą zacną historię, choć od pamiętnego roku 1978  (ja to nawet w planach moich rodziców nie byłam wtedy! Zgroza jak to dawno było...!) i zwycięstwa Płomienia Milowice, triumfu w tych rozgrywkach polski zespół nie zanotował. Puchar wciąż zostaje dla nas poza zasięgiem niczym mityczny święty Graal… Niby na wyciągnięcie ręki, a wciąż za daleko... Bywało już blisko, (tych traumatycznych  wspomnień z Łodzi nie chcę przywoływać),  było zaskakująco (och Bolzano...), było wiele wiary (w Kazaniu było jej aż zbyt wiele), lecz dotąd żadnej, powiedzmy szczerze: aktualnie istniejącej drużynie, zwycięstwa odnieść się nie udało. Jednak od czasu przekształcenia Pucharu Europy Mistrzów Krajowych na Ligę Mistrzów swoje miejsce w rozgrywkach mamy. W tym roku też jest już ono pewne, lecz będzie nas kosztowało sporo emocji...

Dzisiaj będzie o walce. I to bratobójczej.  W tej edycji Ligi Mistrzów mamy pierwszy raz w historii występów zespołów z Polski sytuację, kiedy o awans do ścisłego finału walczą dwie drużyny z naszego kraju. Swoisty to precedens. W dniu dzisiejszym bowiem odbędzie się rewanżowe spotkanie fazy play-off Ligi Mistrzów, a zmierzą się Asseco Resovia Rzeszów i Jastrzębski Węgiel.

Ten ostatni ma dość świeże wspomnienia z Ligi Mistrzów, gdyż trzy lata temu zaskakująco awansował do Final Four w Bolzano. Zajął co prawda czwarte miejsce, aczkolwiek sam występ był dla tego klubu nie lada niespodzianką i doświadczeniem.

Klub z Podkarpacia występował w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych w latach 70-dziesiątych (tak, tak.. dawno to było...). Jednak ma na swoim koncie srebro Pucharu CEV sprzed dwóch lat, co jest niezaprzeczalnie sporym osiągnięciem w rozgrywkach międzynarodowych.

W pierwszym spotkaniu, zaskakująco górniczy klub rozniósł w pył Mistrza Polski. Gładkie 3:0 było niespodzianką chyba dla wszystkich, łącznie z siatkarzami z Jastrzębia:P Ja nie ukrywam spodziewałam się raczej wyczerpującego pięciosetowego koszmaru (trzymam zdecydowanie z Jastrzębiem) niż takiej „łatwej” wygranej.

Jastrzębianie idą jak burza, grają jak w transie pokonując kolejne zespoły i pokładają wielkie nadzieje w dzisiejszym meczu. Resoviacy z kolei są niezwykle zdeterminowani i chcą zmyć fatalne wrażenie, które niezaprzeczalnie zrobili w pierwszym spotkaniu. Bojowe szyki zwarte są zapewne bardzo, bardzo ciasno. Asseco ma też przewagę własnej hali, a jak wiadomo „Twierdza Rzeszów” rzadko bywa zdobyta. Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy ostatnio:) Obie drużyny desperacko pragną zwycięstwa i splendoru w rozmiarze europejskim, zapowiada się zatem ostra walka na siatkarskie topory bądź też serwisy jak kto woli:) W ostatnim meczu to właśnie zagrywka była kluczowym elementem.

Lekko na pewno nie będzie. Jastrzębski Węgiel jest w dużo lepszej sytuacji. Do awansu wystarczą im dwa wygrane sety.  Resovia zmuszona jest wygrać 3:0 bądź 3:1 i jeszcze na deser „złotego” seta. Wiele już widziałam, więc trudno pokusić mi się o jakiekolwiek spekulacje co do wyniku. Rzeszów to Mistrz Polski. Dwukrotny. Pewny siebie.  Jastrzębie to drużyna bardzo dobrze i mądrze zbudowana. W tej chwili niesamowicie umotywowana, wręcz uskrzydlona.

Tak właściwie to każdy wynik będzie sukcesem. Co prawda bliższy mnie osobiście jest Jastrzębski Węgiel, ale ktokolwiek zwycięży ten zagra w Final Four w Ankarze, a to oznacza wygraną polskiej siatkówki i szansę na zdobycie wyśnionego przez zawodników i kibiców trofeum.  Podsumowując: czeka nas wielki mecz, który tak naprawdę i tak jest już sam w sobie nie lada sukcesem. Wygrana Jastrzębia będzie tylko wisienką na moim prywatnym, kibicowskim torcie;)

AUTOR: Iskra

czwartek, 7 marca 2013

Gra o tron

PlusLiga wielkimi krokami zbliża się do końca. Finał już za pasem dlatego można pozwolić sobie na drobne wnioski, spekulacje, a nawet pobożne życzenia.

W grze zostały już tylko cztery najlepsze drużyny w tym kraju.  Wielka polska czwórka to Delecta Bydgoszcz, Jastrzębski Węgiel, Zaksa Kędzierzyn Koźle i  Asseco Resovia Rzeszów. Ich obecność w półfinałach przypadkowa nie jest, gdyż kolejność przeze mnie podana, zgodna jest  z miejscem zajętym w tabeli po rundzie zasadniczej. Drużyny te również przebrnęły przez fazę play- off , która dla niektórych była raczej drogą przez mękę, niż spacerkiem po zwycięstwo. Wyniki są mniej lub bardziej zaskakujące. Po siedmiu latach bełchatowskiej dyktatury (przerwanej zeszłoroczną porażką w finale) rotacje na fotelu lidera i wyrównanie poziomu ligi jest zdecydowanie sprawą pozytywną z perspektywy kibica. W tym sezonie  śledząc  siatkarskie parkiety nie można była narzekać na nudę.

Źródło: 3.bp.blogspot.com
Wielcy faworyci dostawali „baty” od maluczkich, a niespodzianka goniła niespodziankę. W każdym razie działo się:)

Jako sympatyk Skry Bełchatów, osobiście odczuwam brak tego zespołu w rywalizacji. Nie mniej jednak ten sezon był najgorszym od lat w wykonaniu tej drużyny i z ciężkim sercem stwierdzam, że jest to nieobecność w pełni usprawiedliwiona.

Wracając do sedna. Czekają nas potyczki na szczycie. Mecze ćwierćfinałowe podobnie, jak mecze fazy play- off odbywają się do trzech zwycięstw, czyli maksymalnie rozegrać można pięć spotkań. Na pierwszy ogień, już w najbliższy piątek idą Jastrzębski Węgiel i Zaksa Kędzierzyn Koźle.

Trudno jednoznacznie określić faworyta rozgrywek. Każdy miał swoje wzloty i upadki. Najbardziej stabilnym z zespołów jest zdecydowanie Delecta.  Na przestrzeni całego sezonu odniosła tylko cztery porażki: z Resovią, Skrą, Jastrzębiem i Politechniką Warszawską. Można powiedzieć, że były to epizody. Kluczem do sukcesu jest naprawdę dobrze zespolona drużyna. Podkreślam słowo „drużyna”, ponieważ siatkarze z Bydgoszczy dosyć długo skład budowali i pracowali na prawdziwie zgrany zespół. Kapitalną postacią w tej świetnie prosperującej machinie jest  Stephane Antiga. Jest on jednym z najlepszych siatkarzy jakich znam i absolutnie oczarowuje mnie swoją grą za każdym razem.  Widać, że cały team mocno za sobą stoi na i poza boiskiem ( polecam filmiki dostępne w serwisie  youtube :P  Michał Masny i koledzy imitujący Michaela Jacksona… wierzcie mi… Bezcenne:)). Spójność jest zdecydowanie wielkim atutem w walce o mistrzostwo.

Podobnie jak w wypadku Delecty wielką przyjemność sprawia mi również oglądanie Zaksy.  To jest zespół dojrzały, poważny, trwały. Nowy trener nie tyle zmienił Zaksę, co ją dopełnił. Kto jak kto, ale Daniel Castellani to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Kędzierzynianie na początku sezonu szli jak burza. Odnieśli sześć zwycięstw pod rząd, aż trafili na Delectę Bydgoszcz. Przegrali z tym zespołem oba mecze w rundzie zasadniczej. Ciężko powiedzieć czy Delecta znalazła na nich patent, czy może akurat była to kwestia przypadku i dyspozycji dnia. Po za tym przydarzyły się kędzierzynianom  pojedyncze porażki z Asseco Resovią , Lotosem Trefl Gdańsk, Indykpolem Olsztyn i Effectorem Kielce choć te ostatnie można nazwać błędami przy pracy.

Siatkarze z Kędzierzyna mieli drobne problemy z kontuzjami. Zwłaszcza bolesne były problemy podstawowego atakującego Antonina Rouzier. Muszę też powiedzieć,
że zaskoczona jestem dyspozycją Felipe Fontelesa, który z meczu na mecz jest coraz lepszy.  Na korzyść Zaksy przemawia również wielki sukces na arenie międzynarodowej, jakim jest awans do Final Four siatkarskiej Ligi Mistrzów. Ostatni raz w tym turnieju zespół z Kędzierzyna (wtedy jeszcze zwany Mostostalem Azoty) brał udział w 2003 roku i zajął wtedy trzecie miejsce, więc oczekiwania są dosyć spore. Sam Castellani mówi, że nie jest w stanie przewidzieć co się w Rosji stanie, ale jadą do Omska przygotowani na sukces. Na pewno tak silna motywacja jest w stanie uskrzydlić tę drużynę, nie tylko w Rosji.

Piątkowy rywal kędzierzynian czyli Jastrzębski Węgiel trzyma się dosyć dobrze. W Plus Lidze zajął wysokie drugie miejsce odnosząc zaledwie pięć porażek: po jednej z Resovią, Skrą i Politechniką Warszawską oraz dwie z Zaksą. Kluczowa dla jastrzębian jest osoba ich kapitana. Czasem mam wrażenie, że forma Michała Łaski definiuje formę całego zespołu. Jeśli on jest w dobrej dyspozycji, cały zespół gra lepiej. Nie chcę oczywiście ujmować niczego pozostałym zawodnikom. Kiedy myślę o tym zespole przypomina mi się rewelacyjny, w zwycięskim meczu z Asseco Resovią, Russel Holmes, który stając w polu zagrywki doprowadzał do wrzenia przyjmujących przeciwnej drużyny. Wierzę w Jastrzębski Węgiel i choć bilans meczy z Zaksą  nie rokuje zbyt dobrze dla półfinałowej rywalizacji spodziewam się ostrej walki na, którą ten zespół na pewno stać. Troszkę nurtuje mnie też stan jastrzębian po wyczerpującej walce z play- offach z Effectorem Kielce. Niespodziewanie chyba dla wszystkich, meczów było aż pięć i żaden z nich nie należał do łatwych. Trzeba również wspomnieć, że w tym sezonie Jastrzębski Węgiel faworyzowany i namaszczony do zwycięstwa w Pucharze Cev został zaskakująco wyeliminowany przez Maliye Milli Piyango Ankara ( oczywiście musiałam wspomóc się magią google, gdyż, nie pamiętam nawet pełnej nazwy tureckiego zespołu, co z kolei świadczy o tym, że porażka ta była zdecydowania wielkim szokiem). Siatkarze z Jastrzębia są zatem głodni sukcesu i zdeterminowani do osiągnięcia go. Kiedy nie ma się nic do stracenia można zyskać bardzo wiele.

Jeśli mówimy o stratach to największe może odnieść broniący tytułu zespół Asseco Resovia Rzeszów. Po katorżniczej gehennie jaką były ostatnie spotkania ze Skrą Bełchatów  (również było ich aż pięć!) trudno ocenić wytrzymałość, wciąż jeszcze aktualnych Mistrzów Polski. Ich forma na przestrzeni całego sezonu falowała i to znacznie. O ile porażki z Zaksą, Delectą, Skrą czy Jastrzębiem można jakoś zrozumieć, to przegrane z Wkręt- Met Częstochową lub Effectorem Kielce były co najmniej zaskakujące. Jednak to co bardziej nurtuje mój kibicowski umysł to fakt, że spadki i wzloty formy zachodziły w ciągu trwania jednego meczu! Resovia najpierw niesiona potężną siłą grała jak z nut przez dwa sety, by potem ni stąd ni zowąd „stanąć bez ruchu” na kolejne dwa. Tutaj przykładem może być ostatni mecz ze Skrą. Zwycięski co prawda, ale bardzo wyczerpujący, w którym Asseco o włos nie wypuściła z rąk wygranej. I nie był to pierwszy taki przypadek w sezonie. Zespół z Rzeszowa nie dał rady także w Lidze Mistrzów. Dwie porażki z włoską  Lube Banca Marche Macerata zatrzymały Asseco w fazie play- off rozgrywek.  Czasem mam wrażenie, że drużyna z Podkarpacia to zespół, ale indywidualności. Każdy z zawodników jest świetny, ale razem.. czegoś brakuje. Może właśnie wyniszczające potyczki ze Skrą scalą ten zespół i pozwolą wznieść się na siatkarskie wyżyny. Najwyższy czas na to.  Asseco ma potężną broń w postaci Jochena Schops’a . Niemiecki atakujący jest absolutnie świetny! I nawet jeśli z niego opadają siły, w kwadracie jest jeszcze Zbigniew Bartman, który potrafi wnieść na parkiet więcej energii niż potężny generator. Resovia ma wielkie parcie na zwycięstwo i utrzymanie dominacji w naszym kraju, a to dostateczny powód by na nich postawić.

Każdy z zespołów ma wielką motywację i potężną chętkę na Mistrzostwo Polski. Dla niektórych to walka o honor, dla innych o wymarzony sukces. Jakiekolwiek nie byłyby motywy każda drużyna jest zdeterminowana do zaciętej walki.

Faworyt? Byłabym kamikadze gdybym go dziś wskazała. Zwycięstwa najbliższa w teorii jest Delecta, gdyż w sezonie zasadniczym była zdecydowanie najlepsza. Mimo, iż może nie mają takiej rażącej siły ataku jak pozostałe drużyny to hartem ducha nadrabiają te drobne zaległości. Sukces należy się też poniekąd Zaksie, bo reprezentuje sobą naprawdę piękną siatkówkę i stabilną formę na przestrzeni całego sezonu. Sercem jestem z Jastrzębskim Węglem i wierzę, że ta drużyna jest w stanie dotrwać do końca. Czy stać ją na zwycięstwo? Trudno ocenić. Na pewno łatwo skóry nie sprzeda. Resovia jest z kolei obrońcą tytułu i zbyt łatwo go z rąk nie wypuści.

Fortuna kołem, a właściwie piłką się toczy. Rozpoczyna się najbardziej gorący okres w Plus Lidze. Czas kiedy liczy się każda akcja, każda obrona, każdy blok i każdy atak. W grze o tron polskiej siatkówki nie będzie litości, a każdy błąd będzie niezwykle bolesny. Zacieram już ręce z emocji!

AUTOR: Iskra

niedziela, 27 stycznia 2013

Finałowa niedziela

Sportowych emocji w ciągu roku jest wiele. Raz się dzieje więcej, raz mniej, a w niedzielę 27-go stycznia działo się akurat dość sporo.

Hat-trick Djokovica

Rano na kort wyszli Novak Djokovic i Andy Murray, co oznaczało ni mniej ni więcej, że zaczął się finał Australian Open. Serb został królem Melbourne i pierwszym tenisistą w historii, który wygrał australijski turniej trzeci raz z rzędu.

Lider światowego rankingu przeżywał trudne chwile w końcówce pierwszego i na początku drugiego seta, kiedy to popełnił mnóstwo niewymuszonych błędów, co raz posyłając piłkę w siatkę lub na aut. Zdołał jednak powrócić do swej właściwej dyspozycji i odwrócić losy finałowego pojedynku.

Mimo porażki Andy pokazał się na kortach Melbourne z jak najlepszej strony. Fenomenalne zwycięstwo w półfinale nad Rogerem Federerem potwierdziło wielką formę Szkota, a i starcie z Djokovicem dostarczyło wielu emocji. Wprawdzie większość obserwatorów spodziewała się pięciosetowego dreszczowca, jednak Serb uporał się z Murrayem w czterech partiach, z czego tylko dwa pierwsze sety były niezwykle zacięte i rozstrzygały się w tie-breakach.

Djokovic tym samym potwierdził swoją dominację w świecie tenisa oraz to, że znacznie lepiej radzi sobie w finałach wielkoszlemowych. Wygrał, bowiem sześć z dziesięciu decydujących pojedynków. Murray natomiast ma na koncie tylko jedno zwycięstwo w zeszłorocznym US Open, a dziś przegrał piąty z sześciu finałów.

Puchar dla Zaksy

Tenisowe emocje nie zdążyły jeszcze opaść, a w Częstochowie zaczął się finał Pucharu Polski siatkarzy. Zaksa Kędzierzyn Koźle oraz Asseco Resovia Rzeszów dały pokaz siatkarskiej zaciętości i waleczności. W pierwszym secie dominowali Resoviacy. Dzięki świetnym serwisom odrzucali przeciwników od siatki. W drugiej partii kontrolę przejęli Kędzierzynianie i już nie oddali jej do końca meczu! Czwarty, jak się okazało ostatni set, to walka punkt za punkt do samego końca! Siatkówka na najwyższym poziomie! Spektakularne obrony, atomowe ataki, bloki niczym mur, trochę teatru, kapka dramaturgii, po prostu mecz godny finału!

Que viva España!

Na deser mogliśmy obejrzeć finał mistrzostw świata w piłce ręcznej. Gospodarze turnieju – Hiszpanie podejmowali mistrzów Europy – Duńczyków. Choć wszyscy spodziewali się zaciętego pojedynku i wielkich emocji, to spotkanie było bardzo jednostronne. Duńczycy doszli do finału mundialu, jako jedyna drużyna z kompletem zwycięstw, a tymczasem Hiszpania dosłownie wbiła ich w parkiet. 16 bramek różnicy to całkowita deklasacja rywala i w pełni zasłużony triumf Hiszpanów.

Biorąc pod uwagę dzisiejsze sportowe wydarzenia, ognia w tę mroźną niedzielę nie zabrakło. Kibiców rozgrzewały emocje i energia płynąca z tenisowego kortu i sportowych hal. Ten wolny dzień był dzisiaj świętem sportu i z pewnością szybko się nie powtórzy. Celebrujmy, zatem te zwycięskie chwile wraz z ich bohaterami.

AUTOR: RealAnia

czwartek, 22 listopada 2012

1...2...3...Skra!

Kolejny tydzień upłynął pod znakiem rozgrywek w siatkarskich Pucharach europejskich. Zarówno Liga Mistrzów jak i Puchar Cev miały swoje odsłony z udziałem naszych rodzimych drużyn. Nie mogę powiedzieć, że ostatnie dni pod względem sportowym były udane. Wręcz przeciwnie. Myślę, że głęboka fala rozczarowania przejdzie przez szeregi drużyn, które brały udział w rozgrywkach tego feralnego tygodnia. I ich kibiców.

1. Kto zagrywa ten wygrywa!

Na rewanż w Cuneo, Asseco Resovia Rzeszów wyruszyła w osłabionym składzie. Pozbawiona kapitana Oliega Akhrema i środkowych: Nowakowskiego i Kosoka. Mimo to  mecz rozpoczął się obiecująco. Walka punkt za punkt pozwalała trzymać się blisko rywala. Dopiero wejście w pole zagrywki Holendra Abdelaziza zmieniło oblicze seta pozwalając „odskoczyć” włochom na siedem punktów. W drugiej partii to z kolei nasi zawodnicy: Lotman i Perłowski, nękali przeciwników serwisem i wywalczyli cudowną, pocieszającą „jedynkę” w wyniku ostatecznym. Trzeci set to komedia pomyłek, z której otrząsnęli się tylko siatkarze z Cuneo. Najwięcej emocji przysporzył set nr 4. Rozbudził zarówno rzeszowian jak i nadzieję na dalszy ciąg… Jednak punkt zdobyty po bloku na Kovacevicu przesądził sprawę.

Bre Banca Lanutti Cuneo – Asseco Resovia Rzeszów  3:1 (25:19, 14:25, 25:16, 29:27)

Obserwując ostatnio grę Resovi nasuwa mi się jedno skojarzenie… sinusoida. Forma Mistrza Polski faluje, co nie tyle mnie martwi, co zastanawia.  Mimo problemów zdrowotnych to stabilny skład. Praktycznie ta sama ekipa, która w zeszłym roku zaskakująco, zgarnęła najwyższe ligowe laury. Skąd zatem te wahania formy? Może to tylko jesień, a może poważny, wewnętrzny problem. Przekonamy się, w kolejnych meczach rzeszowian.

2. Łzy i zgrzytanie zębów.

Nikt chyba nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Po zeszłotygodniowej, wygranej w Turcji (wygranej z gatunku łatwych i szybkich), Jastrzębski Węgiel zdawał się pewnym kandydatem, do sukcesu w Pucharze Cev. Jednak przed własną publicznością doznał sromotnej porażki. Nie tylko w meczu, ale przede wszystkim w złotym secie, który przesądził o pożegnaniu z rozgrywkami. Pierwszy set nie wskazywał na klęskę. W miarę gładka wygrana rozluźniła Jastrzębian na tyle, że kolejne trzy sety padły łupem zespołu z Ankary. Podobnie jak złoty set. Niewiele o tym meczu mogę powiedzieć. Niewiele też chcę powiedzieć. Jeden z portali zajmujący się siatkówką nazwał ten mecz kompromitacją. Ja raczej powiedziałabym, że to trochę przerost formy nad treścią. Pewność siebie dodaje skrzydeł, arogancja je podcina. Przed pierwszym meczem z Tureckim zespołem podkreślano, że nikt go nie lekceważy, a po meczu? Jastrzębski Węgiel obwołano kandydatem do zdobycia Pucharu Cev.  I tutaj ciśnie mi się na usta… Nie chwal dnia przed zachodem słońca.

Jastrzębski Węgiel : Maliye Milli Piyango Ankara 1:3 (25:15, 26:28, 21:25, 21:25). Złoty set: 8:15.

3. Let’s fight!

Środowy mecz Zaksy Kędzierzyn Koźle z osławionym Trentino Volley był kolejną pozycją w moim programie. Będę brutalnie szczera: wierzyłam w gospodarzy hali Azoty, ale nie sądziłam, że uda im się Włochów pokonać. Nie po tym co widziałam w meczu poprzednim. Jednak nie jestem rozczarowana. Ani trochę! Zaksa zachwycała… Walką i charyzmą. Pierwszy set był względnie wyrównany. Nawet momentami to Zaksa wychodziła na prowadzenie. Jednak to Włosi lepiej wytrzymali końcówkę i w efekcie zwyciężyli. Druga partia zdecydowanie mogła kibiców zniechęcić do oglądania. Zmiażdżeni zagrywką siatkarze Zaksy schodzili na przerwę ze spuszczoną głową. Wydawało się, że klęska jest przesądzona, lecz o jak bardzo mylili się Ci, którym mogło to przejść przez myśl ( przyznaję się też zwątpiłam na moment!)! Trzeci set bowiem, to istne zmartwychwstanie!  Absolutnie świetna gra zespołu z Kędzierzyna zapierała dech w piersiach. Kapitalny Michał Ruciak (chyba nigdy nie wyjdę z podziwu dla tego Pana!), rewelacyjny Rouzier! Wszystko było perfekcyjne! Tym razem to Trentino kończyło seta zdruzgotane. Aż miło było patrzeć, jak zdziwieni Włosi przecierali oczy ze zdziwienia i zbierali szczątki swojej pewności siebie z parkietu! Twardy bój trwał nadal w secie czwartym. Cios za cios, punkt za punkt i tie-break był na wyciągniecie ręki. Niestety jednak, to Włoski zespół zgarnął pulę… Mimo to jakoś nie czuję się tą porażką rozczarowana, tak jak poprzednio wspomnianymi. Klubowy Mistrz Świata to przeciwnik nie byle jaki, a zaciętość jaką pokazała w pojedynku z nim Zaksa przyćmiewa porażkę „liczbową” Pozostaje tylko lekki niedosyt… Za waleczność należałyby się Kędzierzynianom jakieś punkty, a nie tylko wielkie, okrągłe 0!

Zaksa Kędzierzyn Koźle – Trentino Diatec 1:3 (24:26, 15:25, 25:16, 23:25).

4. Creme de la creme!

Kiedy wszyscy zawiedli i tydzień został przeze mnie prawie spisany na straty, zachowałam ostatnią nadzieję… Skra Bełchatów! Wice Mistrz Polski nie zawiódł i jako jedyny z polskich zespołów nie doznał porażki. Co więcej w Lidze Mistrzów wciąż pozostał niepokonany i nie stracił ani jednego punktu!

Mecz z Dynamem Moskwa do łatwych na pewno nie należał. Chociaż początkowo rosyjski zespół radził sobie dość mozolnie, popełniał masę błędów własnych, to z biegiem meczu łapał rytm i postawił Bełchatowianom opór. Jednak nie wystarczający jak się ostatecznie okazało. Pierwszy set to absolutna dominacja Skry. Jak już wspomniałam masa pomyłek ze strony Rosjan i efektywna gra zawodników z Bełchatowa doprowadziła do ich zwycięstwa. Drugi set padł łupem Dynama. Tym razem to Skra nie uniknęła błędów i pozwoliła zespołowi ze stolicy Rosji  nieco się rozpędzić. Trzecia partia to raczej wyrównany pojedynek, jednakowoż to Polacy dzielnie wytrzymali trudy, zwłaszcza emocjonującą końcówkę i wyszli zwycięsko z tego pojedynku. Czwarty set należał już raczej do formalności. Co prawda zespół z Moskwy łatwo się nie poddał, lecz mimo to wygrana przypadła w udziale Skrze. W obliczu porażek wszystkich innych klubów reprezentujących nasz kraj na europejskich parkietach, zwycięstwo to smakuje nader słodko. Skra zagrała na swoim poziomie. Pewnie, konsekwentnie, skutecznie. Nawet strata Yosleydera Cali nie wpłynęła znacząco na grę tej drużyny. Wlazły znalazł swoje miejsce na przyjęciu, co jednocześnie pozwoliło by Atanasijevic rozwinął się w ataku. Duet rozgrywających też spisuje się coraz lepiej. Skra powoli łapie swoje "zgranie".

Muszę powiedzieć dwa słowa o Bartoszu Kurku. Powrót do gry po tak długiej kontuzji nie jest łatwy, co było widać dzisiaj jak na dłoni. Zabrakło charakterystycznego dla tego siatkarza polotu i właściwie „lotu” (ciągle nie skacze tak jak powinien), jednak myślę, że jak tylko wróci do stałego meczowego rytmu odzyska formę, a wtedy… no cóż… Jako kibic Skry cieszę się, że mecze z Dynamem mamy już za sobą:)

Dynamo Moskwa – Skra Bełchatów 1:3 (16:25, 25:22, 25:27, 21:25)

Jedyne co mogę powiedzieć na  koniec to, że gorzką pigułkę porażek całego tygodnia (i jednego remisu, ale to niestety wydarzenie nie mieszczące się w ramach tematyki tego wpisu) osłodziła kibicom prawdziwie radosna i w pełni zasłużona wygrana Skry Bełchatów! Oby tak dalej… Ku zwycięstwom!

AUTOR: Iskra

środa, 14 listopada 2012

Szwedzki stół siatkarskiego fana!

Och nie oszczędza siatkarskich kibiców kalendarz rozgrywek Ligi Mistrzów! Jeden dzień, trzy fantastyczne mecze! I to naprawdę takie wisienki na torcie dla każdego, kto się polską siatkówką interesuje! Skra podejmuje w Łodzi Dynamo Moskwę. Asseco Resovia walczy z Bre Banca Lannutti Cuneo na hali Podpromie, a Zaksa staje przeciwko Trentino Volley we Włoszech! Mecze rozpoczynają się mniej więcej o tej samej porze (Asseco o 18 , Skra i Zaksa o 20.30), więc czeka nas iście napięty grafik! Dobrze, że w dobie internetu można oglądać transmisje wszędzie, bo oglądanie kilku meczy na raz, w kilku różnych oknach na pulpicie mam opanowane do perfekcji! Zdarzało mi się nawet słuchać transmisji radiowych… Czego się nie robi by być na bieżąco!

AUTOR: Iskra

poniedziałek, 5 listopada 2012

Siatkarska jesień

Polska złota jesień w pełni, a w kalendarzu kibica siatkówki zrobiło się gorąco. PlusLiga ruszyła z kopyta racząc nas mniej lub bardziej zaskakującymi wynikami.

Dziś na ten przykład Mistrz Polski Asseco Resovia Rzeszów poległa w boju z Delectą Bydgoszcz. Co więcej z Łuczniczki nie wywiozła żadnego punktu! Wynik 3:1 (26:24, 25:20, 21:25, 25:15) dla zespołu z Rzeszowa satysfakcjonujący zapewne nie jest. Dla Delecty wręcz przeciwnie. Umacnia to jej wysoką, (bo aż drugą) pozycję w tabeli i jest troszkę osłodą po tym jak zespół ten odpadł z rywalizacji w Pucharze CEV.

Wczoraj z kolei osławiona Skra Bełchatów pokonana została sromotnie (przynajmniej w moim odczuciu!) przez Jastrzębski Węgiel. Stosunek setów identyczny jak w przypadku meczu w Bydgoszczy (3:1) zapewne dla wielu był zaskoczeniem. Zwłaszcza, że jedną partię górniczy klub wygrał do 12 (!), co się chyba dawno w rozgrywkach Skrze nie zdarzyło!

Ze zdecydowanych faworytów dobrą passę podtrzymuje tylko Zaksa Kędzierzyn Koźle, która w sezonie ligowym porażki dotąd nie odniosła. Wręcz przeciwnie pokonała Mistrza i Wicemistrza naszego kraju całkiem zgrabnie. Dzięki temu nieprzerwanie okupuje szczyt tabeli.

Zaskakująco dobrze radzi sobie AZS Politechnika Warszawska. Dotąd przegrała tylko ze wspomnianą już Zaksą, po drodze rozgramiając Jastrzębski Węgiel i Delectę Bydgoszcz. Pikanterii dodaje fakt, że zwycięstwa nad wyżej notowanymi drużynami, Stołeczni odnieśli prawie tak gładko jak z zespołami z dołu tabeli.

Skoro o nich już mowa to punktów dotąd nie zdobył tylko jeden zespół. Mianowicie Wkręt-met Częstochowa. Ku mojej rozpaczy (sympatyzuję z tym klubem upatrując w nim kolebkę polskiej siatkówki) klub spod Jasnej Góry nie radzi sobie zbyt dobrze. Wręcz tragicznie! Ciut wyżej notowane kluby, czyli Lotos Trefl Gdańsk i AZS Olsztyn mają po jednej wygranej na swoim koncie. Oba zdobyły je w meczach przeciwko Częstochowie.

Dobrze radzi sobie, odratowany Effector Kielce, który o jedno oczko w tabeli wyprzedza Skrę i jest tylko o dwa punkty różnicy od Asseco Resovii! Jednakowoż zespół z Bełchatowa ma jeszcze jeden zaległy mecz z AZSem Olsztyn, dzięki czemu liczba meczy i punktów do zdobycia wyrówna się.

Start PlusLigi obfituje w małe i większe niespodzianki przynosząc nam, kibicom nieco emocji (dobra, więcej niż nieco w moim przypadku!) i zdecydowanie więcej kolorytu. Zapowiada się prawdziwie upalna siatkarska jesień. Oby!

AUTOR: Iskra

niedziela, 23 września 2012

Już za chwileczkę! Już za momencik!

Start PlusLigi za pasem! Zostały raptem dwa tygodnie do pierwszej kolejki naszej rodzimej siatkarskiej ekstraklasy jest więc czas na spekulacje i rozważania. W najlepsze bowiem trwa przed sezonowy okres przygotowawczy, wypełniony po brzegi meczami charytatywnymi, spotkaniami towarzyskimi oraz memoriałami. Dzisiaj na ten przykład rusza Memoriał Strzelczyka w Rzeszowie oraz Memoriał Amboroziaka w Warszawie. Drużyny wykorzystują wszelakie okazje by sprawdzić swoje składy przed nadchodzącym sezonem.

Letnia giełda transferowa zebrała żniwo, które już wkrótce będziemy mogli podziwiać na polskich parkietach. Albo i nie:)

Na rodzimym podwórku zmiany zaszły w niemal każdym klubie. Asseco Resovia Rzeszów zachwycona sukcesem zeszłego sezonu, uwieńczonym tytułem Mistrza Polski dokonała zmian, powiedzmy kosmetycznych. Trzon zespołu pozostał ten sam choć wydawało się, że odejście Ignaczaka i paru innych zawodników jest już przesądzone. Jednak zwycięstwo nad Skrą w finale postawiło rzeszowian w świetle jupiterów co z pewnością miało wpływ na zwiększenie motywacji do pozostania w Rzeszowie:) Sponsorzy to mają dar przekonywania:) Najciekawiej zapowiada się mała rywalizacja na pozycji atakującego. Najpierw zakontraktowano Niemca, Jochana Schopsa, następnie z Częstochowy przybył Bartosz Janeczek, a na koniec, uciekając przed koreańskim zarobkowym zesłaniem do stawki dołączył Zbigniew Bartman. W konsekwencji drugi z wyżej wymienionych trafił na wypożyczenie do Francji, a na ataku drużyny z Rzeszowa czeka nas arcy ciekawa rywalizacja o miejsce w podstawowym składzie.

Fundamentalne zmiany zaszły w szeregach PGE Skry Bełchatów. Miejsce Miguela Falasci na rozegraniu zajął Dejan Vincic. Słoweński rozgrywający, którego poprzednim klubem była znana w Polsce Ach Volley Ljubljana, choć nie szczególnie utytułowany, jest graczem perspektywicznym. Trzeba też przyznać, że nikogo innego nie było już pod ręką więc był on opcją ostateczną:) W każdym bądź razie zmiana rozgrywającego jest brzemiennym w skutkach wydarzeniem, która rzutuje na całą grę. Vincić raptem dwa dni temu do Bełchatowa przybył, nękany lekką kontuzją i jego grę, przy dobrych wiatrach, będzie można ocenić dopiero na Superpucharze Polski, w którym zmierzą się dwie wyżej wymienione drużyny.

Zbroi się Zaksa, która oprócz nowego sztabu szkoleniowego, który tworzą były selekcjoner polskiej reprezentacji Daniel Castellani i Sebastian Świderski, zatrudnili kilku nowych zawodników z Marcinem Możdżonkiem na czele. Zespół z Kędzierzyna głośno mówi o tym, że w tym roku stać go na walkę o największe trofea. Względnie stabilny od kilku sezonów skład może być kluczem do sukcesu.

Zeszłoroczny klubowy vice mistrz świata, Jastrzębski Węgiel, również stawia sobie wysokie cele, a jego atakujący Michał Łasko mówi, że tak dobrego zespołu nie było w śląskim klubie od lat.  Do jego szeregów wrócił  Patryk Czarnowski, a nowym Libero będzie Damian Wojtaszek.

Delecta Bydgoszcz osłabiona przez odejście Antii Siltali, pokonała w finale Memoriału Gołasia Skrę Bełchatów co świadczy o pewnej formie tego zespołu. Częstochowa, z nowym sponsorem tytularnym (Wkręt- Met) jak to od lat już bywa zbiera młody polski narybek ( w tym sezonie m.in jest nim Kacper Piechocki ), odchowuje, a potem chłopaki zbierają laury dla innych, bardziej intratnych klubów. AZS Olsztyn pod wodzą Radosława Panasa zbiera powoli siły mocując się w Memoriale Ambroziaka m.in ze Skrą. Podobnie jak Trefl Gdańsk, który chwalił się jeszcze niedawno zdjęciami z pierwszej sesji treningowej zespołu na plaży:) Dla byłych zawodników Jastrzębskiego Węgla- Pawła Ruska i Bartosza Gawryszewskiego musiała to być miła odmiana:)Gospodarz wspomnianej już imprezy na cześć znanego polskiego siatkarza AZS Politechnika Warszawska też pełną parą szykuje się do nowych rozgrywek. Wspomaga ją w tym sezonie nowy rozgrywający Fabian Drzyzga. Najbardziej traumatyczne losy miał zespół z Kielc. Można powiedzieć, że wraz z utratą "Farta" w nazwie wróciło do zespołu szczęście, gdyż zdawało się, że ze względów finansowych drużyna ta nie rozegra w tym sezonie żadnego meczu. Jednak koniec końców jako Effector Kielce, pojawi się w tegorocznej odsłonie PlusLigi.

Walka o Mistrzostwo Polski będzie zacięta. Zakończona w maju tego roku hegemonia Skry Bełchatów była początkiem zmian w Plus Lidze, która z roku na rok staje się coraz bardziej wyrównana. Na tytuł i puchar chrapkę ma każdy, a ten kto już choć raz miał go w swoim posiadaniu desperacko chce odzyskać. Tak więc moi drodzy ... będzie się działo! Zacieram już ręce z uciechy.

Drużyny gotowe, kibice spragnieni wrażeń pozostaje tylko czekać na pierwszy gwizdek:)

AUTOR: Iskra

wtorek, 10 kwietnia 2012

Na gorąco

W tym roku, po raz ósmy z rzędu Skra Bełchatów zagra w finale Mistrzostw Polski!! Dopiero co, wróciłam z meczu z Jastrzębiu. Byłam, widziałam, kibicowałam! A teraz na szybko daję upust swojej radości.

Mecz nieprawdopodobnie zacięty. Pełen wartkiej akcji i poważnej, porządnej walki. Rewelacyjne bloki. Spektakularne obrony. Atomowe ataki. Naprawdę można było zobaczyć to, co w siatkówce najlepsze. Czwarty set był wojną nerwów. Ciężko było oglądać to co się dzieje, bez emocji! Zwłaszcza jeśli miało się miejsca tuż obok kwadratu rezerwowych Skry! Choć w końcówce partii akurat tym najmniej się przejmowałam!

Nie brakowało też sytuacji kontrowersyjnych. Nie ukrywam, że te ostatnie rozgrzały zawodników i kibiców do czerwoności. Co rusz na parkiecie iskrzyło, zarówno od napięć sportowych co i tych mniej pożądanych. Męski sport:)

Chciałam wspomnieć, że rewelacyjny był Michał Łasko. Nie wiem jaką miał procentową skuteczność ataków, ale jestem pewna, że była naprawdę dobra! Za każdym razem jestem pod wielkim wrażeniem jego umiejętności.

Michał Kubiak klasycznie i jak zwykle poświęcał się w obronie! Momentami naprawdę dużo go to kosztowało:) Świetnie pracowali środkowi!

W Skrze trudno wyróżnić jednoznacznie kogokolwiek. Wlazły jak zwykle fantastyczny! Kurek trzymał swój genialny poziom i zaskakiwał na zagrywce! Świetni byli zmiennicy! Bąkiewicz wchodził na przyjęcie, Woicki na zagrywkę, ratując czasem Skrze tyłek. Kłos z meczu na meczu jest coraz lepszy!

Oglądaliśmy dwa fenomenalne zespoły! Trudno wyróżnić kogokolwiek! I choć zwycięzca może być tylko jeden ( jest nim niewątpliwie faworyt) to Jastrzębski Węgiel pokazał klasę! Rozczarowanie i żal mieszały się w oczach zawodników z żądzą mordu, co chyba nikogo nie dziwi.
W każdym bądź razie jutro muszę obejrzeć to spotkanie jeszcze raz, na spokojnie(co z tego, że siedziałam przy parkiecie skoro prawie nie było go widać! Nie cierpię band reklamowych...).
Jednak już dzisiaj musiałam podzielić się swoimi wrażeniami, zanim mi umkną. Cieszę się wygraną mojej drużyny i już czekam na finał!

Kto będzie rywalem Skry?

Jeszcze nie wiadomo. Spotkania półfinałowe między Asseco Resovią, a Zaksą Kędzierzyn-Koźle trwa. Dzisiejszy mecz właśnie zakończył się wygraną gospodarzy. Rywalizacja do trzech zwycięstw wynosi 2:1 dla zespołu z Podkarpacia.

AUTOR: Iskra

niedziela, 18 marca 2012

Sobota prawie jak złota!

Wielki dzień dla polskiej siatkówki! Myślę, że tymi słowami najlepiej podsumuję tę słoneczną sobotę. Dzień zwycięstw! Piękna pogoda, choć bardzo kusząca nie wymiotła mnie sprzed ekranu i spędziłam cały dzień z siatkówką. Ojj działo się, działo na parkietach…

Wokół Final Four siatkarskiej Ligi Mistrzów narosła wielka, naprawdę ogromna akcja… motywacyjno-reklamowa.  Rzec można nawet, propagandowa. To co się działo przyprawiało mnie osobiście o zawrót głowy i wolę tego nie komentować, gdyż do głosu doszłoby zdecydowanie moje wredne i cyniczne poczucie humoru.  Choć muszę przyznać, że niektóre elementy tej wielkiej nagonki na Skrę były całkiem zabawne:)  Uśmiałam się do łez! W każdym bądź razie te wszystkie działania bardziej zmartwiły mnie niż utwierdziły w przekonaniu, że Skra to potęga.  Jako kibic oczywiście wierzę niezłomnie w moją drużynę, jednak nie lubię kiedy buduje się wokół niej baldachim uwielbienia totalnego. Jestem zwolenniczką spokojnej koncentracji.  Wraz bowiem z zainteresowaniem, rosną oczekiwania i presja jaka ciąży na zawodnikach. Siadałam przed komputerem z ciężkim sercem i ściśniętym żołądkiem, bo obawiałam się, iż w kwestii psychiki w Skrze może coś pęknąć. Moje wątpliwości poniekąd okazały się słuszne, poniekąd nie. Bełchatowianie wytrzymali ciężar!  Wynik końcowy meczu świetny. Piękne 3:0 i pewny awans do finału!!  Jednak co do poziomu gry można polemizować.  Szału niebyło, ale właściwie dokładnie taki był cel. Nie ważne w jakim stylu byle wygrać i dostać się do ostatecznej walki! Itak się stało! Skra jako pierwszy polski zespół zagra jutro o największe trofeum klubowe w Europie czyli Puchar Ligi Mistrzów!  Jestem przekonana, że to czego troszkę zabrakło dzisiaj (lub raczej było oszczędzane) jutro uderzy z całą mocą!  To o czym wszyscy- zawodnicy, trenerzy, włodarze klubu, kibice- marzyli, stało się faktem. Teraz trzeba tylko iść zaciosem i zgarnąć całą pulę!  A potem… niech się dzieje wola nieba:)

Przeciwnikiem naszych bełchatowian będzie (o dziwo!!) Zenit Kazań. W fantastycznym meczu, który spokojnie można uznać za starcie tytanów, zespół z Rosji rozbroił wielkie Trentino (3:1) kończąc tym samym pasmo zwycięstw i dominacji włoskiej potęgi.  Pławię się w słodkiej satysfakcji, że tym razem Radostin Stojczew i jego drużyna nie będzie triumfalnie chełpiła się kolejnym pucharem. Odrobinę żałuję, że to nie Skra utarła nosa zespołowi z Trydentu, ale myślę, że będzie ku temu jeszcze okazja:)Drużyna Władimira Alekny była dzisiaj zdecydowanie lepsza od Włochów i sukcesywnie zmierzała po wygraną. Z seta na set Trentino coraz gorzej radziło sobie z przyjęciem i w efekcie szwankowała cała gra.  W pełni zasłużenie jutro Zenit Kazań będzie walczył o najwyższą nagrodę.   Co to oznacza dla Skry? Ciężki bój!  Bardzo ciężki! Ale wszystko może się zdarzyć! Jak nie teraz to kiedy?!

Zwycięstwo i awans Bełchatowa to nie wszystkie powody do radości ! Otóż Resovia, po pewnym zwycięstwie nad Ach Volley Lublana zagra już niedługo w finale Pucharu Cev! Mecz może nie był typowym spacerkiem, ale mimo to siatkarze z Podkarpacia gładko go wygrali (3:0). Podobnie jak w pierwszym spotkaniu Słoweńcy nie postawili wielkiego oporu.  Resovia miała momenty kiepskiej gry, którą można nazwać „stojącą” , ale mimo to bez większego trudu doprowadzili do korzystnego wyniku.  Do wygranej niezaprzeczalnie przyczynił się Wojtek Grzyb. Zaliczył 5 asów serwisowych (w tym 4 praktycznie pod rząd) ratując rzeszowian z nie lada opresji w trzecim secie! Swoją świetną zagrywką, spektakularnie zakończył też całe spotkanie. Dzięki dobrej, w miarę stabilnej grze Asseco już pod koniec marca zmierzy się ze zwycięzcą pojedynku Dynamo Moskwa - Acqua Paradiso Monza o Puchar Cev!

To jednak jeszcze nie koniec:) Czeka nas również gratka w postaci finału Pucharu Challange! Bez większych problemów AZS Politechnika Warszawska poradziła sobie w rewanżowym meczu z zespołem Tomis Konstanca. Co prawda gospodarzom udało się „ugrać” jednego  (konkretnie drugiego) seta. Zawodnicy z Warszawy postawili jednak „kropkę nad i” w kolejnych partiach nie pozwalając sobie na porażkę. W efekcie wynik 3:1 z dzisiejszego  i 3:2 z poprzedniego spotkania zagwarantowały Politechnice miejsce w rozgrywce o ostateczne trofeum!

A z kim będzie grał zespół ze stolicy w finale? Otóż z AZSem Częstochowa!  Zespół spod Jasnej Góry rozegrał emocjonujące spotkanie z Profaxisem Menen.  Mecz trzymał w napięciu do ostatniej chwili. W czwartym, ostatnim secie zespół z Belgii prowadził w końcówce i zdawało się, że czeka nas tiebreak. Jednak kilka dobrych akcji, skuteczne bloki, doprowadziły częstochowian do zwycięstwa w całym meczu.

Oba nasze zespoły odwaliły kawał dobrej roboty zarówno w pierwszych potyczkach jak i spotkaniach rewanżowych.  Dzięki temu mamy finał na rodzimym podwórku:)

Tego jeszcze nie było! Trzy europejskie turnieje, trzy wielkie finały i aż cztery polskie drużyny! Jednym słowem spełnia się idealny plan, którego na początku sezonu chyba nawet największy optymista się nie spodziewał.  Sama jestem zaskoczona takim przebiegiem wypadków. I nie chodzi tu o brak  wiary w nasze zespoły! Absolutnie nie! Uważam, że umiejętności i determinacji nasze drużyny mają pod dostatkiem, ale dotąd jakoś zawsze w takich rozgrywkach, na ostatniej prostej brakowało nam odrobiny szczęścia!  Ono też ma swoje miejsce w sporcie. W tym roku nastąpił wreszcie przełom w efekcie, którego na kilku ścianach mogą zabłysnąć nowe nagrody… Oby było ich jak najwięcej!

Może pierwszym będzie Pucharu Ligi Mistrzów… Niech Bełchatów przeciera szlaki dla pozostałych drużyn!  Usilnie proszę zatem o trzymanie kciuków i trochę wsparcia dla Skry! Złota sobota niech przeciągnie się do niedzieli!  Jutro może spełni się bełchatowski sen. Sen, który razem z siatkarzami dzieli wielu kibiców w całym kraju i który śni się także mnie! A dzisiaj to już na pewno!

Zatem…  pucharowych snów:)

AUTOR: Iskra

sobota, 4 lutego 2012

3:1 w Rzeszowie

Dzisiejszy mecz Asseco Resovi Rzeszów z Zaksą Kędzierzyn Koźle zanim jeszcze się zaczął obfitował w napięcie.  W związku z tym, że szeregi  Zaksy są – mówiąc łagodnie-znacznie przetrzebione, klub ten wystosował kilka dni temu prośbę, do  rzeszowskiego klubu oraz władz PlusLigi, o przesunięcie spotkania. Jednak działacze z Podkarpacia nie wyrazili na takie rozwiązanie zgody.  Drużyna z Kędzierzyna zatem, pozbawiona złudzeń, zabrała kogo tylko mogła i postanowiła walczyć.  Nie tylko z gospodarzami, ale również z własnymi słabościami. Skład Zaksy na dzisiejsze spotkanie wynosił całe 9 osób (?!), przy czym Samica oraz Popelka teoretycznie, ze względu na stan zdrowia, nie powinni grać.

Pierwszy set choć naszpikowany błędami (głównie w przyjęciu) pełen był emocji. Charakterystyczne było, że obie drużyny zdobywały punkty seriami.  Nawet kiedy Zaksa  „uciekała” na 3, 4 punkty Resovia bardzo szybko odrabiała straty. W końcówce partii goście prowadzili już23:20, a wygrali dopiero 27:25 co dobrze obrazuje przebieg całego seta.

Kolejna partia podobnie jak pierwsza, była  mocno wyrównana.  Bardzo skutecznie grał w ataku Rouzier, na którego rzeszowianie nie potrafili znaleźć sposobu, mimo, że ich blok funkcjonował stosunkowo dobrze. Kluczem do zdobywania punktów była jednak zagrywka, a właściwie jej odbiór. Przyjmujący Asseco mieli duże problemy ze zmiennymi  serwisami Ruciaka, czy floatem Kaźmierczaka. Z kolei  kędzierzynian nękali zagrywką Nowakowski i Bojić.  Walka punkt za punkt (lub też błąd za błąd) prowadziła do tego, że na drugiej przerwie technicznej wynik wynosił 16:15 dla gospodarzy.  Końcówka seta zapowiadała się dosyć emocjonująco. Jednak to rzeszowianie lepiej znieśli presję, zdobyli  przewagę 22:18 i już do końca prowadzenia nie oddali. W efekcie wygrali seta 25:21. Niewątpliwie  przyczynili się do tego również zawodnicy Zaksy psując, w końcówce dwie zagrywki pod rząd.

Trzeci set to popis Asseco. Drużyna z Rzeszowa złapała rytm gry i wyraźnie prowadziła, co było widać na tablicy -13:6. Wiele błędów kędzierzynian  i mądra gra Resovii  zaważyła na wyniku. Skuteczny był, niewidoczny wcześniej Grozer. Świetnie radził sobie zarówno na ataku jak i w bloku.  Rzucała się też w oczy dobra gra Dobrowolskiego (który od początku meczu zastępował na rozegraniu Tichacka). Choć trener Stelmach sięgał po wszystkie możliwe zmiany, a Zaksa zdobywała walecznie acz mozolnie pojedyncze punkty, dużej przewagi, którą na początku osiągnęła Resovia, nie dało się już odrobić. Set zakończył się wynikiem 25:19.

Partia nr 4 początkowo dosyć zacięta okazała się być ostatnią w tym meczu. Skuteczne wymiany zapowiadały wyrównaną walkę. Jednak później nastąpiła powtórka z poprzedniej odsłony. Resovia złapała kilkupunktowy dystans i  na drugą przerwę techniczną schodziła prowadząc 16:9. Zaksa łatwo się nie poddawała. Spektakularnie złapała w bloku Grozera i wykorzystywała dobre rozegranie Pilarza rozbudzając nadzieje swoich kibiców. Jednak Resovia wykazała się większą skutecznością i opanowaniem progresywnie zdobywając kolejne punkty.  Bezlitośnie egzekwował wyrok Grozer. Końcówka seta nie nastręczyła więc wielu emocji (może poza małym chaosem, który wprowadzili sędziowie gubiąc się na chwilę w przebiegu spotkania) i okazała się tylko formalnością. Wynik 25:14 przypieczętował zwycięstwo Asseco Resovi.

3 punkty zdobyte w tym meczu ugruntują pozycję rzeszowian w tabeli i zbliżą ten zespół do zajmującej drugie miejsce Zaksy (ma ona teraz 28 punktów natomiast Asseco 25). Patrząc z perspektywy zbliżających  się play- offów sytuacja w PlusLidze zaognia się, a dotychczasowi faworyci nie mogą być już pewni swojej pozycji. Miejmy tylko nadzieję, że wyniki kolejnych meczy będą efektem dobrej i skutecznej gry, a nie niedyspozycji personalnych kolejnych zespołów.

AUTOR: Iskra

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Łyk z pucharu

Puchar Polski to jeden z turniejów, które osobiście nazywam „mieszanym”. Otóż dlatego, że  (przynajmniej w pierwszej fazie), nie jest zdominowany przez potentatów PlusLigi. Pojawiają się też zespoły pierwszoligowe. I choć potencjalnie wygląda to na „rzeź niewiniątek” to czasem taki mix jest źródłem nie lada niespodzianek. Choćby takich jak wyeliminowanie AZSu Częstochowa w ¼ finału turnieju przed dwoma laty, przez zespół z Będzina.W tym roku MKS MOS Interpromex Będzin znowu pojawił się na dużej scenie siatkówki. Rozbudzając nadzieje śląskich kibiców. Wszystko za sprawą meczu ze Skrą. Choć na co dzień jestem kibicem zespołu z Bełchatowa to miałam nadzieję na małe zaskoczenie. Nie mam na myśli super sensacji, którą byłoby zwycięstwo nad aktualnymi Mistrzami Polski, ale chociaż na postawienie przez siatkarzy z hali Łagiszy oporu! Jako kibic siatkówki (teraz wypowiadam się ponad klubowymi podziałami) najbardziej cenię sobie nieprzewidywalność i zmienność tego sportu, które są gwarantem sporych emocji. I tak liczyłam po cichu, na jakiś nieprzewidziany zwrot akcji. Miałam nadzieję, że AZS Częstochowa utrudni życie chorobliwie ambitnemu Jastrzębskiemu Węglowi i stanie do walki! Trzymałam kciuki za Indykpol AZS Olsztyn, by jego młodzi zawodnicy nabrali wiatru w żagle i poprowadzili atak przeciwko Resovii Rzeszów!

Niestety, przeliczyłam się. Nie chcę tutaj złośliwie i po świętokradzku odbierać zwycięskim zespołom ich sukcesu. To naprawdę wielkie drużyny (teraz wypowiadam się jako kibic pewnej drużyny)! Jednak wyniki ćwierćfinałów jasno pokazały jak i gdzie kształtują się siły polskiej siatkówki. Trudno będzie chyba komukolwiek przebić się do ścisłej, dosyć już zamkniętej, czołówki. O niespodziankach póki co możemy zapomnieć. Warto skupić się więc na tym co aktualne.

Finał PP już za kilkanaście dni w Rzeszowie. Czeka nas wielka batalia, pomiędzy czterema, niewątpliwie najsilniejszymi zespołami w tym kraju. Czy Skra obroni tytuł i przez kolejny rok będzie błyszczeć? Czy prowadząca w tabeli PlusLigi Zaksa sięgnie po pierwsze od kilku lat trofeum? Czy żądny sukcesu Jastrzębski Węgiel wróci na szczyty? Czy aspirująca o najwyższe cele Resovia zgarnie pulę? Kto tak naprawdę jest faworytem, a która drużyna może zostać czarnym koniem? Kto pociągnie łyk z pucharu? Pucharu Polski! Odpowiedzi na te i inne pytania już niedługo staną się jasne. Do zobaczenia na Podpromiu!

AUTOR: Iskra