Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novak Djokovic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novak Djokovic. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 stycznia 2018

„Lektury dla kibica” – Shhh!! Quiet! Genius at work

Przeczytałam dotychczas kilka książek związanych z tenisem. Autobiografię Pete’a Samprasa, Andre Agassiego, Nadala, a nawet książkę, w której Novak Djoković odkrył tajniki swojego sukcesu. Teraz przyszedł czas na pozycję o tym najlepszym z najlepszych – Rogerze Federerze.

Rozdział 151.

Roger Federer. Geniusz przy pracy - Mark Hodgkinson

Zdobywca rekordowej liczby wielkoszlemowych tytułów – 19. Rekordzista pod względem liczby tygodni na pozycji lidera rankingu – 302. Zdobywca Karierowego Wielkiego Szlema. Jego dokonania można jeszcze długo wymieniać, ale tyle wystarczy, aby każdy wiedział, że za tym opisem, kryje się nie, kto inny jak Roger Federer.

Szwajcar to jeden z największych tenisistów w historii. Przez wielu uważany za najlepszego w dziejach. Sportowiec, którego uwielbiają miliony, eksperci podziwiają, a najwięksi rywale darzą sympatią. Prawdziwy geniusz. Geniusz, na którego fenomen i pracę możemy wnikliwie spojrzeć za sprawą książki autorstwa Marka Hodkinsona.

„Od lat gra Federera stanowi jedyną płaszczyznę, na której tenis zbliża się do sztuki performance’u […].”

„Roger Federer. Geniusz przy pracy” to nie kolejna, zwykła książka biograficzna. To „wizualna biografia Federera”. Książka i album, z pięknymi zdjęciami, w jednym. Pełna infografik przedstawiających mnóstwo statystyk i aspektów gry Federera. To jedna z tych lektur, których tytuł bardzo dobrze oddaje istotę książki. Wątki biograficzne przeplatają się tutaj, bowiem z analizą tajników gry Szwajcara, tenisowego geniusza.

Sporym walorem lektury jest fakt, iż powstała we współpracy z Federerem i jego rodziną, a także na podstawie rozmów z jego bliskim otoczeniem oraz znanymi osobistościami świata tenisa. Zarówno z aktualnymi zawodnikami, jak i tymi, którzy swoje kariery zakończyli wiele lat temu. Ponadto w książce znajdują się opinie trenerów, dziennikarzy oraz analityka sportowego.

Warto jednak zaznaczyć, iż książka autorstwa Marka Hodkinsona jest przeznaczona przede wszystkim dla osób zainteresowanych tenisem. Dla laików w tym temacie spore fragmenty lektury są po prostu zbyt profesjonalnie napisane. Podczas czytania trzeba także być skoncentrowanym, gdyż książka naszpikowana jest cennymi informacjami. Dopiero końcowe rozdziały zawierają mniej skomplikowane zagadnienia. Wtedy też autor podejmuje tematykę popularności szwajcarskiego tenisisty, jego fanów oraz życia rodzinnego.

„Jego gra została stworzona dla YouTube’a.”

Mark Hodkinson rozkłada grę Federera na czynniki pierwsze, dlatego też dowiecie się o Szwajcarze faktów, o których nie mieliście wcześniej pojęcia. Rzeczy, nad którymi z pewnością nie mieliście czasu się zastanawiać podczas oglądania jego gry na korcie. Spojrzycie na tenis z zupełnie innej strony. I odkryjecie wiele zawiłości białego sportu.

Dowiecie się, jakie schematy serwisu stosuje Roger w zależności od wyniku gema, czy też z jak dużą rotacją zagrywa „slajsowany bekhend”. Odkryjecie, z której strony kortu Federer serwuje najwięcej asów oraz przy którym uderzeniu popełnia najwięcej niewymuszonych błędów. Czy można przewidzieć kierunek serwisu Szwajcara dokładnie obserwując układ jego ciała? Który element gry Rogera oceniany jest, jako jego „najjaśniejszy brylant”? Czy taki geniusz jak Roger Federer potrzebuje w ogóle trenera?

„Federer potrafi na korcie nie tylko tańczyć, ale też walczyć.”

Ponadto autor książki obala mity krążące wokół postaci Federera. Jednym z najczęściej powtarzanych jest ten, mówiący, że Szwajcar nie musiał trenować równie ciężko, co pozostali wielcy zawodnicy, gdyż jest urodzonym tenisistą a jego ciało zostało stworzone do tej dyscypliny. Czytając tę książkę przekonacie się nie tylko, dlaczego powyższe stwierdzenie jest kompletnym nonsensem, ale także dowiecie się, w jaki sposób Roger wciąż ulepsza swoją grę, aby móc rywalizować z o wiele młodszymi tenisistami.

„To właśnie on, prawdopodobnie największy talent, jaki kiedykolwiek grał w tenisa.”

Oprócz analizy gry Federera, autor przedstawia także wątki biograficzne oraz ciekawostki z życia Szwajcara. Dowiecie się, w jakim wieku Roger po raz pierwszy miał w ręku rakietę, jak w młodości reagował na porażki oraz dzięki komu „osiągnął tak majestatyczny i piękny styl gry”. Przeczytacie wspomnienia jedynego człowieka, który pokonał Rogera 6:0, 6:0. Przekonacie się także jak i dlaczego zmienił się Federer, stając się niezwykle opanowanym tenisistą.

Odkryjecie, kiedy Pete Sampras zrozumiał, że „Federer stoi u progu wielkości” oraz dlaczego Szwajcar nosi o rozmiar za duże buty. Po przeczytaniu lektury będziecie wiedzieć, którzy dwaj zawodnicy dostali przydomek „Mały Federer” oraz ile rakiet Roger zabiera na każdy mecz turnieju wielkoszlemowego. Dowiecie się także, w jakim kraju – jedynym na świecie – Federer nie ma statusu supergwiazdy, czy też, kto uważa, że Rafa Nadal jest jedną „z lepszych rzeczy, jakie kiedykolwiek przytrafiły się Federerowi”.

„Nadal stanowił największe wyzwanie w całym życiu Federera.”

„Roger Federer. Geniusz przy pracy” to ciekawa, pięknie wydana pozycja o szwajcarskim tenisiście. Lektura pozwalająca odkryć tajniki gry Federera, poznać jego osobowość oraz na nowo spojrzeć na jego wielkość. Ta pozycja to idealna lektura dla wszystkich fanów Rogera oraz pozostałych miłośników tenisa. Polecam!

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:

niedziela, 20 sierpnia 2017

„Lektury dla kibica” – Djoković gluten-free!

Poznaj tajniki sukcesu Nole.

Rozdział 136.

Serwuj, aby wygrać - Novak Djoković

W 2011 roku na szczyt światowego tenisa dotarł Novak Djoković. Serb zaczął seryjnie wygrywać mecze i kolekcjonować tytuły. Ogromny sportowy sukces nie został jednak osiągnięty jedynie przez ciężkie treningi. Za znaczącym skokiem formy Novaka, zarówno fizycznej jak i psychicznej, stała… zmiana sposobu odżywiania. O rewolucjach, które zmieniły swego czasu życie Nole przeczytacie w książce „Serwuj, aby wygrać”.

„Nigdy nie przyszło mi do głowy, co tak naprawdę mnie hamuje.”

Zapytacie: ta książka jest o jedzeniu? Cóż, w dużej mierze tak. Wiem, że widząc na okładce Djokovicia można się tym faktem trochę zdziwić. „Serwuj, aby wygrać” to pozycja, która faktycznie bardziej niż na półkę z książkami sportowców, pasuje do kategorii „diety i zdrowe odżywianie”. I oczywiście gdyby nie postać Serbskiego tenisisty nigdy nie znalazłaby się wśród recenzji książek sportowych. Nie oznacza to jednak, że lektura jest przeznaczona jedynie dla bezglutenowców i osób chcących zgubić zbędne kilogramy. Książka zawiera także wątki biograficzne sportowca, dlatego też zainteresuje również fanów tenisa.

„Dyscyplina jest najważniejsza, nie ma miejsca na nic innego.”

Serbski tenisista wspomina swoje dzieciństwo. Opowiada o realiach wojny, nalotach i bombardowaniach. Zdradza jak wyglądały treningi w czasie wojny, a także, kiedy postanowił, że zostanie tenisistą i obrał sobie za cel wygranie Wimbledonu. Dowiecie się, dlaczego pierwsza trenerka Novaka zaleciła mu słuchanie muzyki klasycznej i czytanie poezji. Odkryjecie, co Nole uznaje za największy dar, jaki otrzymał od tenisa oraz który moment uznaje za najgorszy w swojej karierze. Dowiecie się również jak wygląda codzienność Djokovicia i ile godzin trenuje.

„Psychicznie byłem nie do pokonania.”

W „Serwuj, aby wygrać” Djoković ukazuje swój sposób na zdrowy tryb życia. Bazując na własnych doświadczeniach wymienia korzyści płynące z wyeliminowania glutenu oraz nabiału z codziennej diety. Nole nikomu jednak nie narzuca swojego punktu widzenia, nikogo nie próbuje przekonać do swoich racji, co jest dużą zaletą tej pozycji. Zwraca również uwagę na potrzebę wykonania badań i odbycia konsultacji z lekarzem.

Lektura motywuje do działania i wzbudza w człowieku chęć „zbadania” wszystkiego na własnej skórze. Nole daje czytelnikowi do myślenia. Otwiera go na nową wiedzę. Podaje wiele cennych rad i wskazówek. Książkę dobrze i szybko się czyta, gdyż wszystko przedstawione zostało w przystępny sposób.

„Można przejąć władzę nad swoją dietą i życiem. Trzeba tylko spróbować.”

Sięgając po tę pozycję dowiecie się jak Novak odżywiał się zanim zaczął rewolucyjną dietę oraz kto, jako pierwszy stwierdził, że przyczyną niepowodzeń Serba jest złe odżywianie. Odkryjecie, w jaki sposób doktor sprawdził czy ciało Novaka toleruje produkty zawierające gluten, a także, co najbardziej zaskoczyło tenisistę w nowym trybie życia.

Po lekturze książki będziecie wiedzieli, czym w ogóle jest gluten i w jakich produktach można go znaleźć oraz dlaczego po jego odstawieniu spada waga ciała. Odkryjecie również, dlaczego zaraz po przebudzeniu powinno się pić wodę, czy też, w jaki sposób obliczyć ile kalorii danego produktu pochodzi z cukru. Interesującym elementem książki są także załączone kulinarne przepisy oraz przykłady ćwiczeń fizycznych wraz z dokładnym opisem.

„Stałem się szybszy, bardziej elastyczny i odbierałem piłki, których inni zawodnicy nie sięgali, a jednocześnie nigdy dotąd nie czułem takiej siły.”

Ta książka to nie idealny przepis na sukces. Djoković nie twierdzi, że jego droga to jedyna droga, że każdy osiągnie spektakularne efekty. Pokazuje jednak inny styl bycia i życia. To lektura, do której będę wielokrotnie wracać.


Źródło zdjęcia: własne

AUTOR: RealAnia

sobota, 31 grudnia 2016

Przeżyjmy to jeszcze raz – rok 2016

Wielkimi krokami zbliża się koniec roku. Czas podsumowań i wspomnień. Również tych sportowych, a działo się sporo, gdyż 366 dni 2016 roku było niezwykle obfite w imprezy sportowe. Nie przedłużając, cofnijmy się w czasie i powspominajmy. ;)

Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej mężczyzn

Rok 2016 ledwo się rozpoczął a emocje już sięgnęły zenitu, a to wszystko za sprawą szczypiornistów. Organizowane w Polsce mistrzostwa Europy budziły we mnie i tysiącach innych kibiców wielkie nadzieje i oczekiwania. Niestety w sporcie, jak w życiu, nie wszystko idzie zgodnie z planem. Presja była zbyt duża i przytłoczyła naszych gladiatorów. I choć porażka w tym turnieju nadal mocno tkwi w mojej pamięci, to zawsze na myśl o fantastycznym spotkaniu z Francuzami na mej twarzy gości szeroki uśmiech. Myślę, że jeszcze przez wiele lat z radością i dumą będę wspominać, iż byłam obecna w krakowskiej Tauron Arenie i na własne oczy zobaczyłam najpiękniejszy mecz tych mistrzostw.

Liga Mistrzów

Champions League to rozgrywki, które rozgrzewają kibiców do czerwoności. W roku 2016 dzięki Lidze Mistrzów przeżyłam wiele stresu, ale to wszystko odeszło w niepamięć, gdyż na końcu przyszedł weekend jak ze snu.

Najpierw, w sobotę 28 maja, mój ukochany Real Madryt, sięgnął po 11 Puchar Europy, upragnioną Undécimę. :) Na San Siro Los Blancos zmierzyli się w derbach Madrytu z Atletico, tak jak dwa lata wcześniej na stadionie w Lizbonie. Tym razem stało się to dopiero w rzutach karnych, ale efekt był dokładnie taki sam i „uszaty puchar” trafił do gabloty na Santiago Bernabéu.

Dzień później wielkie emocje i stan przedzawałowy zafundowali piłkarze ręczni Vive Tauronu Kielce. Drużyna Tałanta Dujszebajewa dokonała prawdziwego cudu w Lanxess Arenie. Do dziś nie wiem jak szczypiorniści Vive odrobili 9 bramek straty, następnie na dwie sekundy przed końcem podstawowego czasu doprowadzili do dogrywki, a na koniec zwyciężyli w rzutach karnych! Nie wiem jak, ale mecz niewątpliwie zapisał się drukowanymi literami w historii europejskiego szczypiorniaka.

Euro 2016

Po raz pierwszy od dłuższego czasu każdy piłkarski kibic w naszym kraju z dumą myśli o polskiej reprezentacji. Na mistrzostwach Europy rozgrywanych na boiskach Francji nie było zwyczajowego meczu otwarcia, meczu o wszystko i meczu o honor. Zamiast „krępującego trio” przeżyliśmy ogromne emocje, gdyż podopieczni Adama Nawałki odpadli dopiero po rzutach karnych w 1/4 finału z późniejszymi triumfatorami mistrzostw – Portugalczykami. Boisko pokazało jednak, że to my mogliśmy stanąć naprzeciw Walii w boju o finał, dlatego też niedosyt był spory.

Oprócz dobrego występu Polaków z pewnością na długo zapamiętam także niesamowitych Islandczyków. Mały kraj, w którym jest więcej wulkanów niż profesjonalnych piłkarzy. Kraj o liczbie ludności zbliżonej do Lublina wyrzucił z turnieju Anglię i dotarł aż do ćwierćfinału Euro. Sport jest piękny i jak mówi popularny slogan - Impossible is nothing.

Dobra gra Polaków, pechowy karny Jakuba Błaszczykowskiego, okrzyk wojenny wikingów z Islandii, świetny występ Walii i szalejący przy linii bocznej Cristiano Ronaldo podczas finału to obrazy, które najbardziej zapadły w mojej pamięci z piłkarskiego Euro 2016.

Jeszcze więcej piłki

W świecie futbolu ważnym wydarzeniem był także triumf Sevilli w Lidze Europy. Trzeci raz z rzędu. Jednak z minionego piłkarskiego roku niewątpliwie trzeba również zapamiętać niesamowite, niepowtarzalne i historyczne dokonanie Leicester City. Podopieczni Claudio Ranieriego zostali mistrzami Anglii zostawiając w tyle wielkie renomowane kluby. Nie mieściło się to w głowie, ale naprawdę to nie był sen, Lisy wygrały Premier League, choć sezon wcześniej bronili się przed spadkiem! Dokonanie Leicester można by rozpatrywać w kategoriach cudu. Jednak szczęśliwie można wygrać pojedyncze spotkania, ewentualnie jakiś finał. Cudem na pewno nie można nazwać zdobycie 81 punktów i poniesienie zaledwie trzech porażek w lidze, w której gra Arsenal, Manchester United, City, Chelsea, czy Liverpool. To nie był cud, ale piękna futbolowa historia, w której mieliśmy szczęście uczestniczyć.
Źródło: dailystar.co.uk

W mijającym roku rozegrano także kolejną edycję Copa America. W Europie turniej zapamiętany głównie z powodu finałowej porażki Argentyny i rezygnacji (dosyć krótkiej) Messiego z gry w reprezentacji.

Nie byłabym sobą gdybym nie odnotowała w swoim rocznym podsumowaniu, iż Cristiano Ronaldo otrzymał czwartą Złotą Piłkę w karierze. :) Dla mnie niezwykle ważna jest także passa Realu Madryt. Królewscy są niepokonani od 37 meczów, a ostatni raz schodzili z murawy w roli przegranych w wyjazdowym starciu 1/4 finału Ligi Mistrzów z Wolfsburgiem. Wszyscy wiemy, co stało się w rewanżu i jak pięknie (kibice pozostałych klubów mogą mieć w tej kwestii troszkę inne zdanie) zakończyły się te rozgrywki. ;) Passa nadal trwa i oby trwała przez kolejny rok!

Co roku żegnamy także wybitnych piłkarzy. W 2016 roku buty na kołku odwiesił Steven Gerrard, który na zawsze będzie dla mnie ikoną i symbolem Liverpoolu.

Rok 2016 na zawsze będzie się niestety kojarzył także z ogromną tragedią, jaką była katastrofa lotnicza, w której zginęła praktycznie cała drużyna Chapecoense.

Rio

Igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro to kolejna wielka impreza sportowa, którą mogliśmy się cieszyć w tym roku. Igrzyska to ogromne przedsięwzięcie, które czasem trudno ogarnąć. Jest jednak kilka dyscyplin, które obowiązkowo śledzę i to głównie z nimi wiążą się moje wspomnienia.

Źródło: bmindstoday.com
Sporty drużynowe to to, co wzbudza moje największe emocje. Jeśli chodzi o polskich siatkarzy to do dziś bardziej w pamięci utkwił mi niesamowity horror z Niemcami w europejskich kwalifikacjach do Rio, niż sam występ Polaków na olimpiadzie. W Brazylii zagraliśmy znacznie poniżej oczekiwań, więc porażkę z USA w ćwierćfinale turnieju chciałoby się wymazać już z pamięci.

W przypadku szczypiornistów również nie było o wiele lepiej. Rok 2016 to zdecydowanie nie był ich rok. Najpierw rozczarowanie na mistrzostwach Europy, potem przyszły horrory na parkietach Rio. W Brazylii Polacy dotarli do strefy medalowej, ale niestety upragnionych krążków nie zdobyli. Ani przez chwilę nie żałowałam jednak zarwanych nocy, bo dzięki polskim szczypiornistom przeżyłam najpiękniejsze i najbardziej emocjonujące chwile w czasie tegorocznych igrzysk.

Warto także wspomnieć, iż olimpiada w Rio była ostatnią w karierach dwóch znakomitych sportowców - Usaina Bolta i Michaela Phelpsa. Jamajczyk udowodnił, że wciąż jest najszybszy na świecie, a Amerykanin został olimpijczykiem wszechczasów mając w swoim dorobku 28 medali, w tym 23 złote. Co za gość! :) Nie mogę również nie wspomnieć o fantastycznej i rekordowej Anicie Włodarczyk oraz o nieopisanym pechu Piotra Małachowskiego, który stracił złoto na rzecz młodszego z braci Hartingów.

Źródło: mirror.co.uk
Tenis

Na kortach nastąpiła poważna zmiana. Andy Murray został numerem 1 rankingu ATP, zastępując na szczycie po 122. tygodniach dominacji Novaka Djokovica. Szkot miał bardzo udany rok. Wygrał Wimbledon, obronił złoto igrzysk olimpijskich oraz zwyciężył w turnieju Masters. Nie ukrywam, iż taki obrót spraw nieszczególnie mnie cieszy, mam jednak nadzieję, że Serb wróci do wysokiej formy. ;) Nie można zapomnieć również o heroicznym boju Juana Martina del Potro, który pokonał Marina Cilicia w finale Pucharu Davisa. Doprowadził tym samym do piątego meczu, gdzie zwyciężył Federico Delbonis a Argentyna po raz pierwszy w historii zdobyła tytuł.

Ach, co to był za rok!

Sportowy kalendarz 2016 był bardzo napięty. Co kilka miesięcy wielka impreza, a w międzyczasie mnóstwo innych meczów, finałów i rozgrywek. Nie wszystko zakończyło się po mojej myśli, trochę bym zmieniła, ale i tak był to fantastyczny sportowy czas.

Moje wspomnienia już znasz, a co Ty zapamiętałeś z minionego sportowego roku? ;)

AUTOR: RealAnia

wtorek, 23 sierpnia 2016

Moje Rio

Transmisje telewizyjne do późna. Budzik nastawiony w środku nocy by przypadkiem czegoś nie przegapić. Zszargane nerwy, zdarte gardło, chwile radości i smutku. Dwa tygodnie niepowtarzalnych emocji. Takie były dla mnie te igrzyska olimpijskie. Jak zwykle przy okazji wielkich imprez sportowych napisałam małe podsumowanie. O tym, co mnie najbardziej poruszyło, czym żyłam i co zapamiętam. Oczywiście wszystko bardzo subiektywne. ;)
Źródło: media.advance.net

Bolt, Phelps i jedyna taka historia

Usain Bolt i Michael Phelps. Dwie wielkie legendy. Pierwszy zdominował świat sprintu, drugi królował na pływalni. Bez nich w tych dwóch światach zabrakłoby koloru, splendoru i popularności! Dzięki nim każda olimpiada budziła ogromne emocje. Obaj zapowiedzieli, że Rio to ich ostatnie igrzyska. Będzie to niepowetowana strata dla Tokio!

Przykro mi, że nie zobaczymy zarówno Phelpsa, jak i Bolta zdobywających medale IO. Jednocześnie bardzo się cieszę, bo wiem, że miałam niesamowite szczęście żyć w czasach dwóch tak rozpoznawalnych i znakomitych sportowców. W tym najwybitniejszego olimpijczyka w historii. Śmiem twierdzić, że drugiego takiego nie było i już nie będzie. Przynajmniej ja czasów kolejnego Michaela Phelpsa na pewno nie dożyję. Nie ma na to żadnych szans, bo tacy ludzie rodzą się raz na kilkadziesiąt/kilkaset lat.

Źródło: abc.net.au
O ich nieosiągalnych dla pozostałych sportowców wynikach będziemy opowiadać przyszłym pokoleniom. O rekordach i medalach, o 23. złotych krążkach Phelpsa. O najszybszym człowieku świata, niepokonanym na trzech kolejnych igrzyskach. O promiennym uśmiechu Bolta, geście błyskawicy i jego długich susach na bieżni. O tym, jak odeszli będąc na szczycie.

Z Amerykaninem wiąże się także pewna niesamowita olimpijska historia. W 2008 roku Phelps pozował do zdjęcia z jednym ze swoich fanów. Ten sam młodzieniec osiem lat później stanął obok niego na słupku startowym basenu olimpijskiego w Rio. A potem pokonał swojego idola. Joseph Schooling, bo o nim mowa, wygrał z Michaelem w jego ostatnim indywidualnym starcie na igrzyskach. Tym samym udowodnił, że umiejętnie trzeba sobie wybierać idoli, na których chcemy się wzorować. Michael przegrał, ale ta historia jedynie potwierdza wielkość amerykańskiego pływaka, który swoją postawą inspiruje innych do osiągania niemożliwego.
Źródło: smh.com.au

Dwa złota poproszę

Są takie dyscypliny, w których medal igrzysk olimpijskich nie jest wartością najwyższą. W dorobku tenisistów zawsze najpierw mówi się o zwycięstwach w turniejach wielkoszlemowym. To one definiują karierę na korcie. Patrząc jednak na tegoroczny finał igrzysk nie mam wątpliwości, że krążek zdobyty na olimpiadzie dla tenisistów znaczy tyle, co zwycięstwo w Wimbledonie, czy na kortach Rolanda Garrosa.
Źródło: as.com
Rewelacją turnieju mężczyzn był bez wątpienia Juan Martín del Potro. Argentyńczyk - 141. tenisista w rankingu ATP - w pierwszej rundzie pokonał Novaka Djokovicia. Nie powiem abym wtedy była z tego zadowolona, wszak Serb to mój ulubiony człowiek na korcie. Jednak Argentyńczyk swoją dalszą grą w turnieju singla, a szczególnie postawą w finale skradł moje serce. Wraz z Andym Murray’em stworzył niesamowite widowisko. Cztery godziny morderczej walki, tenis na wręcz kosmicznym poziomie. Wygrać mógł tylko jeden, choć żaden z nich nie zasłużył na opuszczenie Rio bez złota na szyi.


Rzut, który zmienia wszystko

Piotr Małachowski prowadził przez praktycznie cały konkurs rzutu dyskiem. Już widzieliśmy Polaka z medalem z najcenniejszego kruszcu, ale gra – tzn. rzuca – się do końca. Ten ostatni rzut Niemca, młodszego z braci Hartingów, dobitnie to pokazał. W Tokio będzie lepiej!

Źródło: bmindstoday.com
Jedni walczą z rywalami, a Anita Włodarczyk sama ze sobą. Nasza reprezentantka jest najlepsza w swojej kategorii, więc rzuca by przerzucić swoje osiągnięcia. Najpierw rekord olimpijski, później rekord świata. Swoim wynikiem pokonała nawet zwycięzcę konkursu mężczyzn! Klasa sama w sobie.

Paweł Fajdek, nasz kandydat do złota, pewniak! Mistrz świata i Europy. Autor 10 najlepszych rzutów w tym roku. Przed IO brał udział w 11 mityngach. Wszystkie wygrał.  Na olimpiadzie odpadł w eliminacjach. Rzucił 72 metry. To jego najgorszy wynik od sześciu lat. Szok i niedowierzanie.

Ostatni rzut, tak jak w przypadku Piotra Małachowskiego, zdecydował o zdobyczy medalowej Wojciecha Nowickiego. Tym razem to do Polaka uśmiechnęło się szczęście i z zajmowanej siódmej pozycji przed ostatnią kolejką Nowicki wyrzucił sobie brąz.

Co się stało w drugim secie?

Dla naszych siatkarzy igrzyska miały rozpocząć się w ćwierćfinale. Niestety tam też się skończyły, tak samo jak w Pekinie i Londynie. Od reprezentacji USA odbiliśmy się jak od ściany. Kluczowym momentem, jak dla mnie, był drugi set. Prowadziliśmy w tej partii już pięcioma punktami, a potem wszystko straciliśmy. Jak mogliśmy doprowadzić do takiego stanu rzeczy? Mistrzowie świata bezradni na parkiecie?! Nadal zadaję sobie pytanie: jak to się mogło stać?!

Klątwa chorążego nadal aktualna

Piłkarze ręczni w przeciwieństwie do siatkarzy źle grali w fazie grupowej. Patrząc na tamte spotkania nawet przez głowę mi nie przeszło, że moglibyśmy zagrać o medale. Dotarliśmy jednak do najważniejszej fazy turnieju. Niestety prawo udziału w finale przegraliśmy o jedno trafienie a brązowe krążki właściwie sami zawiesiliśmy na szyjach naszych zachodnich sąsiadów.

Najlepszy mecz IO nasi szczypiorniści zagrali bez wątpienia z Chorwatami. W spotkaniu - mając w pamięci styczniowe mistrzostwa Europy - w którym byli skazywani na pożarcie. Nic sobie jednak z tego nie robili i zrehabilitowali się za krakowską katastrofę. Po takim meczu uwierzyłam, że będzie tylko lepiej. Cóż… bardzo się przeliczyłam. Dwa najważniejsze mecze igrzysk odbyły się po hasłem „nam strzelać nie kazano”. Słaba gra w ataku, mnóstwo strat i błędów własnych. W bramce cuda wyczyniał Piotr Wyszomirski, ale koledzy z ataku nawet nie zbliżyli się do jego poziomu. W półfinale doświadczyliśmy horroru i minimalnej porażki, w meczu o brąz niestety nie byliśmy równorzędnym przeciwnikiem dla Niemców, aktualnych mistrzów Europy. Myślę, że dla wielu naszych zawodników w meczu z Danią wszystko się skończyło. Po takiej okrutnej porażce nie podnieśli się już psychicznie.

Patrząc obiektywnie, trudno nie zauważyć, że w Rio wygraliśmy zaledwie 3 z 8 meczów. Ale pisząc o naszych gladiatorach obiektywizm jest mi obcy. To oni dali mi na tych igrzyskach najwięcej emocji. To dla nich wstawałam w środku nocy by głośno kibicować. Nie zapomnę pięknego zwycięstwa nad Chorwacją, czy też rzutu Michała Daszka dającego dogrywkę w starciu z Danią. Jest mi niezmiernie przykro, że część polskich wspaniałych zawodników zagrała po raz ostatni w karierze na olimpiadzie i nie zdobyła medalu. Przykro, że Karol Bielecki, nie odczarował klątwy chorążego, pomimo iż zagrał fantastyczny turniej zostając królem strzelców IO. Czuję tak wielki żal…

I wciąż nie mogę przestać myśleć, co by było gdyby Michał Jurecki nie doznał kontuzji…

Tokio przybywaj

Igrzyska w Rio przeszły do historii. Szkoda, że na kolejne będziemy musieli czekać aż cztery lata. Mam nadzieję, że ten czas szybko minie. Do zobaczenia w Tokio. Oby Japonia okazała się dla Polaków szczęśliwsza niż Brazylia. ;)

AUTOR: RealAnia

niedziela, 7 lipca 2013

Historyczny Wimbledon (po raz drugi)

Andy Murray został pierwszym od 77 lat Brytyjczykiem, który wygrał na zielonych kortach Wimbledonu. Szkot pokonał w trzech setach lidera światowego rankingu Novaka Djokovica (6-4, 7-5, 6-4).

Źródło: dailymail.co.uk
Finał Wimbledonu zapowiadał się niezwykle ciekawie. Dwie czołowe rakiety świata zawsze zwiastują wielkie emocje. Jednak po tym, co zobaczyliśmy na korcie, mogę powiedzieć, że spodziewałam się więcej. Oczekiwałam bardziej zaciętego pojedynku, ale Murray nie dał większych szans Serbowi. Niesiony przez londyńską publiczność dochodził praktycznie do każdej piłki, rzadko się mylił i w pełni zasłużenie zdobył upragniony tytuł. Przed rokiem nie dał rady w finale Rogerowi Federerowi, dziś był niepokonany.

Zawiódł Djokovic, który nie do końca był sobą. Serb rozegrał niesamowite spotkanie w półfinale, gdzie po niespełna pięciu godzinach gry i morderczej walce pokonał Juana Martína del Potro. Na finał niestety nie starczyło mu już sił. Zagrał kilka efektownych akcji, obronił trzy z rzędu piłki mistrzowskie, jednak na Szkota było to zdecydowanie za mało.

Tegoroczny Wimbledon był historyczny nie tylko dla gospodarzy, ale również dla nas - Polaków. Po raz pierwszy w półfinale wielkoszlemowego turnieju zagrał nasz rodak - Jerzy Janowicz, po raz pierwszy w ćwierćfinale spotkało się dwóch Polaków - Łukasz Kubot i Jerzy Janowicz. O finał walczyła zarówno Agnieszka Radwańska, jak i „Dżej Dżej”. Były to piękne chwile polskiego tenisa.

Miejmy nadzieję, że na kolejne wielkie dokonania naszych tenisistów nie będziemy musieli czekać tak długo jak Brytyjczycy na swój triumf.

AUTOR: RealAnia

niedziela, 27 stycznia 2013

Finałowa niedziela

Sportowych emocji w ciągu roku jest wiele. Raz się dzieje więcej, raz mniej, a w niedzielę 27-go stycznia działo się akurat dość sporo.

Hat-trick Djokovica

Rano na kort wyszli Novak Djokovic i Andy Murray, co oznaczało ni mniej ni więcej, że zaczął się finał Australian Open. Serb został królem Melbourne i pierwszym tenisistą w historii, który wygrał australijski turniej trzeci raz z rzędu.

Lider światowego rankingu przeżywał trudne chwile w końcówce pierwszego i na początku drugiego seta, kiedy to popełnił mnóstwo niewymuszonych błędów, co raz posyłając piłkę w siatkę lub na aut. Zdołał jednak powrócić do swej właściwej dyspozycji i odwrócić losy finałowego pojedynku.

Mimo porażki Andy pokazał się na kortach Melbourne z jak najlepszej strony. Fenomenalne zwycięstwo w półfinale nad Rogerem Federerem potwierdziło wielką formę Szkota, a i starcie z Djokovicem dostarczyło wielu emocji. Wprawdzie większość obserwatorów spodziewała się pięciosetowego dreszczowca, jednak Serb uporał się z Murrayem w czterech partiach, z czego tylko dwa pierwsze sety były niezwykle zacięte i rozstrzygały się w tie-breakach.

Djokovic tym samym potwierdził swoją dominację w świecie tenisa oraz to, że znacznie lepiej radzi sobie w finałach wielkoszlemowych. Wygrał, bowiem sześć z dziesięciu decydujących pojedynków. Murray natomiast ma na koncie tylko jedno zwycięstwo w zeszłorocznym US Open, a dziś przegrał piąty z sześciu finałów.

Puchar dla Zaksy

Tenisowe emocje nie zdążyły jeszcze opaść, a w Częstochowie zaczął się finał Pucharu Polski siatkarzy. Zaksa Kędzierzyn Koźle oraz Asseco Resovia Rzeszów dały pokaz siatkarskiej zaciętości i waleczności. W pierwszym secie dominowali Resoviacy. Dzięki świetnym serwisom odrzucali przeciwników od siatki. W drugiej partii kontrolę przejęli Kędzierzynianie i już nie oddali jej do końca meczu! Czwarty, jak się okazało ostatni set, to walka punkt za punkt do samego końca! Siatkówka na najwyższym poziomie! Spektakularne obrony, atomowe ataki, bloki niczym mur, trochę teatru, kapka dramaturgii, po prostu mecz godny finału!

Que viva España!

Na deser mogliśmy obejrzeć finał mistrzostw świata w piłce ręcznej. Gospodarze turnieju – Hiszpanie podejmowali mistrzów Europy – Duńczyków. Choć wszyscy spodziewali się zaciętego pojedynku i wielkich emocji, to spotkanie było bardzo jednostronne. Duńczycy doszli do finału mundialu, jako jedyna drużyna z kompletem zwycięstw, a tymczasem Hiszpania dosłownie wbiła ich w parkiet. 16 bramek różnicy to całkowita deklasacja rywala i w pełni zasłużony triumf Hiszpanów.

Biorąc pod uwagę dzisiejsze sportowe wydarzenia, ognia w tę mroźną niedzielę nie zabrakło. Kibiców rozgrzewały emocje i energia płynąca z tenisowego kortu i sportowych hal. Ten wolny dzień był dzisiaj świętem sportu i z pewnością szybko się nie powtórzy. Celebrujmy, zatem te zwycięskie chwile wraz z ich bohaterami.

AUTOR: RealAnia

wtorek, 13 listopada 2012

Efektowny Roger, skuteczny „NO.1VAK”

Gdy na korcie spotyka się numer jeden z numerem dwa światowego rankingu nie można przejść obok takiego pojedynku obojętnie. Nie ma znaczenia po raz który w sezonie grają ze sobą obaj tenisiści. Każdy mecz jest niesamowity. Niepowtarzalny. Po prostu fenomenalny. Wczoraj w Londynie, gdy naprzeciwko siebie stanęli Novak Djoković i Roger Federer, znów - zgodnie z oczekiwaniami - zobaczyliśmy tenis na najwyższym poziomie.

Na potwierdzenie powyższych słów wystarczy wspomnieć, że po jednym z zagrań Federera publiczność wstawała z miejsc i chwytała się za głowę nie mogąc uwierzyć, że to, co właśnie widzi dzieje się naprawdę. Zdarzyło się nawet, że sam Serb z uznaniem bił brawo swojemu przeciwnikowi. Oczywiście nie tylko Roger popisywał się niecodziennymi zagraniami, choć to właśnie on grał bardziej efektownie. Jednak aby stworzyć piękne widowisko potrzeba dwóch wybitnych zawodników. A tacy znajdowali się wczoraj w londyńskiej hali O2 Arena. Ale zwycięzca mógł być tylko jeden. I został nim Novak Djoković.

Nole pokonał Szwajcara w dwóch setach. Oba były bardzo zacięte. W pierwszym Roger prowadził 3-0, aby ostatecznie przegrać w tie-breaku do sześciu. W drugim secie Federer już w pierwszym gemie przełamał Djokovicia i utrzymał swoje podanie do stanu 5-4, gdy serował i miał piłki setowe. Wtedy jednak Szwajcar popełnił błędy i Novak doprowadził do wyrównania. Następnie lider rankingu ATP wygrał dwa kolejne gemy, a tym samym cały mecz i turniej.

Djoković i Federer zafundowali kibicom niezwykły spektakl. W tym meczu było wszystko, a żal tylko jednego. Że na kolejne takie spotkanie musimy czekać, aż do stycznia, kiedy to w Melbourne rozpocznie się Australian Open.

AUTOR: RealAnia