Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andy Murray. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andy Murray. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 lipca 2013

Historyczny Wimbledon (po raz drugi)

Andy Murray został pierwszym od 77 lat Brytyjczykiem, który wygrał na zielonych kortach Wimbledonu. Szkot pokonał w trzech setach lidera światowego rankingu Novaka Djokovica (6-4, 7-5, 6-4).

Źródło: dailymail.co.uk
Finał Wimbledonu zapowiadał się niezwykle ciekawie. Dwie czołowe rakiety świata zawsze zwiastują wielkie emocje. Jednak po tym, co zobaczyliśmy na korcie, mogę powiedzieć, że spodziewałam się więcej. Oczekiwałam bardziej zaciętego pojedynku, ale Murray nie dał większych szans Serbowi. Niesiony przez londyńską publiczność dochodził praktycznie do każdej piłki, rzadko się mylił i w pełni zasłużenie zdobył upragniony tytuł. Przed rokiem nie dał rady w finale Rogerowi Federerowi, dziś był niepokonany.

Zawiódł Djokovic, który nie do końca był sobą. Serb rozegrał niesamowite spotkanie w półfinale, gdzie po niespełna pięciu godzinach gry i morderczej walce pokonał Juana Martína del Potro. Na finał niestety nie starczyło mu już sił. Zagrał kilka efektownych akcji, obronił trzy z rzędu piłki mistrzowskie, jednak na Szkota było to zdecydowanie za mało.

Tegoroczny Wimbledon był historyczny nie tylko dla gospodarzy, ale również dla nas - Polaków. Po raz pierwszy w półfinale wielkoszlemowego turnieju zagrał nasz rodak - Jerzy Janowicz, po raz pierwszy w ćwierćfinale spotkało się dwóch Polaków - Łukasz Kubot i Jerzy Janowicz. O finał walczyła zarówno Agnieszka Radwańska, jak i „Dżej Dżej”. Były to piękne chwile polskiego tenisa.

Miejmy nadzieję, że na kolejne wielkie dokonania naszych tenisistów nie będziemy musieli czekać tak długo jak Brytyjczycy na swój triumf.

AUTOR: RealAnia

niedziela, 27 stycznia 2013

Finałowa niedziela

Sportowych emocji w ciągu roku jest wiele. Raz się dzieje więcej, raz mniej, a w niedzielę 27-go stycznia działo się akurat dość sporo.

Hat-trick Djokovica

Rano na kort wyszli Novak Djokovic i Andy Murray, co oznaczało ni mniej ni więcej, że zaczął się finał Australian Open. Serb został królem Melbourne i pierwszym tenisistą w historii, który wygrał australijski turniej trzeci raz z rzędu.

Lider światowego rankingu przeżywał trudne chwile w końcówce pierwszego i na początku drugiego seta, kiedy to popełnił mnóstwo niewymuszonych błędów, co raz posyłając piłkę w siatkę lub na aut. Zdołał jednak powrócić do swej właściwej dyspozycji i odwrócić losy finałowego pojedynku.

Mimo porażki Andy pokazał się na kortach Melbourne z jak najlepszej strony. Fenomenalne zwycięstwo w półfinale nad Rogerem Federerem potwierdziło wielką formę Szkota, a i starcie z Djokovicem dostarczyło wielu emocji. Wprawdzie większość obserwatorów spodziewała się pięciosetowego dreszczowca, jednak Serb uporał się z Murrayem w czterech partiach, z czego tylko dwa pierwsze sety były niezwykle zacięte i rozstrzygały się w tie-breakach.

Djokovic tym samym potwierdził swoją dominację w świecie tenisa oraz to, że znacznie lepiej radzi sobie w finałach wielkoszlemowych. Wygrał, bowiem sześć z dziesięciu decydujących pojedynków. Murray natomiast ma na koncie tylko jedno zwycięstwo w zeszłorocznym US Open, a dziś przegrał piąty z sześciu finałów.

Puchar dla Zaksy

Tenisowe emocje nie zdążyły jeszcze opaść, a w Częstochowie zaczął się finał Pucharu Polski siatkarzy. Zaksa Kędzierzyn Koźle oraz Asseco Resovia Rzeszów dały pokaz siatkarskiej zaciętości i waleczności. W pierwszym secie dominowali Resoviacy. Dzięki świetnym serwisom odrzucali przeciwników od siatki. W drugiej partii kontrolę przejęli Kędzierzynianie i już nie oddali jej do końca meczu! Czwarty, jak się okazało ostatni set, to walka punkt za punkt do samego końca! Siatkówka na najwyższym poziomie! Spektakularne obrony, atomowe ataki, bloki niczym mur, trochę teatru, kapka dramaturgii, po prostu mecz godny finału!

Que viva España!

Na deser mogliśmy obejrzeć finał mistrzostw świata w piłce ręcznej. Gospodarze turnieju – Hiszpanie podejmowali mistrzów Europy – Duńczyków. Choć wszyscy spodziewali się zaciętego pojedynku i wielkich emocji, to spotkanie było bardzo jednostronne. Duńczycy doszli do finału mundialu, jako jedyna drużyna z kompletem zwycięstw, a tymczasem Hiszpania dosłownie wbiła ich w parkiet. 16 bramek różnicy to całkowita deklasacja rywala i w pełni zasłużony triumf Hiszpanów.

Biorąc pod uwagę dzisiejsze sportowe wydarzenia, ognia w tę mroźną niedzielę nie zabrakło. Kibiców rozgrzewały emocje i energia płynąca z tenisowego kortu i sportowych hal. Ten wolny dzień był dzisiaj świętem sportu i z pewnością szybko się nie powtórzy. Celebrujmy, zatem te zwycięskie chwile wraz z ich bohaterami.

AUTOR: RealAnia

niedziela, 4 listopada 2012

Magiczny J.J.

W ostatnim tygodniu sportowy świat zadziwił jeden człowiek. Nasz człowiek. Jerzy Janowicz. Mowa oczywiście o męskim tenisie i niezwykłym wyczynie Polaka.

Źródło: onet.pl
Nie ma chyba nikogo, kto nie słyszałby w ostatnim czasie o popularnym „Jerzyku”. Jednak, kto nie widział go w akcji niech żałuje. Aby opisać grę Janowicza na turnieju BNP Paribas Masters wystarczy przytoczyć hasła dwóch transparentów jakie pojawiły się na meczach Polaka: "J.J. So fresh. So unbelievable" oraz “J.J. You are magical. Keep amazing us!”.

Jerzy Janowicz, jak sam powiedział miał zagrać w tym turnieju tylko w kwalifikacjach, a tymczasem dotarł aż do finału, pokonując po drodze między innymi Marina Čilića, mistrza olimpijskiego z Londynu Andy’ego Murraya, czy Janko Tipsarevića. Polak wygrał w Paryżu siedem spotkań, poległ dopiero w finale z Davidem Ferrerem. Na swoje i nasze nieszczęście ostatni mecz turnieju był najsłabszy w jego wykonaniu.

Myślę, że przyczyn tej porażki jest wiele. Finał to było chyba dla Polaka po prostu za dużo. Patrząc na jego grę przeciwko Hiszpanowi widać było, że jest „spięty”, zestresowany, nie było tego „luzu” i radości, które były obecne w poprzednich spotkaniach. Niezbyt dobrze funkcjonowały największe atuty Janowicza: serwis i forehand. Co prawda momentami „wracały” te fantastyczne zagrania, ale były przeplatane prostymi błędami.

We wcześniejszych meczach Polak nie miał nic do stracenia, po prosu grał „swój” tenis. I zaskakiwał nim wszystkich - rywali, kibiców, dziennikarzy. W finale również nie był faworytem, jednak sytuacja się nieco zmieniła, gdyż jego szanse po tym, co pokazał w turnieju nie były zerowe. Wierzyłam, że nawet grając przeciwko piątej „rakiecie” świata ma szansę na sukces. Cóż, nie udało się.

Jednak mimo wszystko Jerzemu Janowiczowi należą się wielkie gratulacje. W Paryżu zagrał „turniej życia”. I choć ostatecznie przegrał to tak naprawdę odniósł niesamowity sukces. Jeszcze w ostatni poniedziałek Polak zajmował w rankingu ATP 69. miejsce, a dzięki wspaniałemu występowi we Francji awansuje na co najmniej 26. pozycję. Wiadomo także, że będzie rozstawiony w Australian Open - jako pierwszy polski tenisista od czasów Wojciecha Fibaka.

Dlatego mam nadzieję, że turniej w Paryżu to początek pięknej przygody Janowicza z wielkim tenisem. I że jeszcze nie raz zadziwi nas i cały sportowy świat.

AUTOR: RealAnia

wtorek, 11 września 2012

Pierwszy i ostatni raz Andy’ego

Andy Murray po raz pierwszy w karierze wygrał turniej wielkoszlemowy. W finale US Open po pięciosetowej walce pokonał obrońcę tytułu - Serba Novaka Djokovica. Jest to także pierwszy tytuł dla Brytyjczyka od 76 lat, gdy w 1936 roku w US Open zwyciężał Fred Perry.

Szkot na taki triumf czekał od 2008 roku, kiedy po raz pierwszy zagrał w wielkoszlemowym finale. Wtedy przegrał z Rogerem Federerem właśnie na kortach Nowego Jorku. Szwajcar stawał na drodze Andy’ego do zwycięstwa jeszcze dwa razy – w 2010 roku w Australian Open oraz w tegorocznym Wimbledonie. Dla odmiany w 2011 w finale w Melbourne Murray uległ w starciu z Djokovicem.

2012 rok jest niewątpliwie najlepszym w karierze Szkota. W Londynie zdobył dwa medale olimpijskie - złoty w grze pojedynczej oraz srebrny w grze mieszanej. Wczoraj wygrał US Open. Murray długo czekał na taki sukces, ale się w końcu doczekał. Chciałoby się powiedzieć: wreszcie! Wreszcie mu się udało. I z tego się bardzo cieszę. Swoją ciężką pracą w pełni zasłużył na ten sukces.

Nowojorska publiczność była nie tylko pierwszą, która ujrzała triumf Szkota w Wielkim Szlemie, ale również świadkiem ostatniego uderzenia rakietą w karierze Andy’ego Roddicka. Amerykanin - jeden z najlepiej rozpoznawanych tenisistów świata, były lider światowego rankingu i 32-krotny zwycięzca turniejów ATP - zdecydował, że tegoroczny US Open będzie ostatnim turniejem w jego przygodzie z białym sportem. W czwartej rundzie pogromcą Roddicka, który po spotkaniu nie krył łez wzruszenia, okazał się Juan Martin Del Potro.

Tak to już w sporcie jest. Coś się kończy, coś się zaczyna. Andy'emu Murrayowi życzę, aby pierwszy szlem nie był jednocześnie ostatnim. Zaś Andy'emu Roddickowi szczęśliwej sportowej emerytury.

AUTOR: RealAnia

poniedziałek, 9 lipca 2012

Historyczny Wimbledon

Tegoroczny turniej na trawiastych kortach Wimbledonu był historyczny. Dla nas oczywiście za sprawą Agnieszki Radwańskiej, kiedy to po 75 latach nasza rodaczka zagrała w finale londyńskiego turnieju. Jednak również dla Brytyjczyków Wimbledon 2012 był niezwykły. Oni by ujrzeć swojego reprezentanta w finale czekali tylko rok krócej od nas, bo 74 lata.

Agnieszka Radwańska, choć w rankingu sklasyfikowana wyżej niż Serena Williams nie była faworytką spotkania. W pierwszym secie przegrała zdecydowanie, ale w drugim zmusiła Amerykankę do wielu błędów i pokonała ją 7-5. Niestety w decydującej partii Serena zagrała bardzo dobrze i po raz piąty w karierze wygrała turniej rozgrywany w Londynie. Radwańska przegrała swój pierwszy wielkoszlemowy finał, ale mam nadzieję, że nie będziemy musieli czekać na powtórkę z rozrywki kolejne 75 lat, bo obawiam się, że większość z nas może tego nie doczekać.

Nie tylko Polacy muszą odłożyć, na co najmniej rok świętowanie sukcesu w Londynie. Również nadzieja Wielkiej Brytanii – Andy Murray schodził z kortu pokonany. W czterech setach przegrał z Rogerem Federerem, który wyrównał dwa rekordy Pete'a Samprasa - wygrał siódmy tytuł na kortach Wimbledonu oraz dzięki odzyskaniu prowadzenia w rankingu ATP będzie liderem 286 tydzień w swojej karierze.

W tym roku nie udało się zarówno Radwańskiej, jak i Murrayowi, ale życzę obojgu by w 2013 roku powrócili do stolicy Anglii jeszcze silniejsi i zwyciężyli.

AUTOR: RealAnia