Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bogdan Wenta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bogdan Wenta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 grudnia 2017

„Lektury dla kibica” – Osobiste wspomnienia Tkaczyka

Autobiografia polskiego piłkarza ręcznego! Wreszcie!

Rozdział 146.

Grzegorz Tkaczyk. Niedokończona gra. Autobiografia - Grzegorz Tkaczyk, Dariusz Faron, Wojciech Demusiak

Moje zainteresowanie i pasja do piłki ręcznej zrodziły się dzięki polskiej drużynie stworzonej przez Bogdana Wentę, której jedną z wiodących postaci był Grzegorz Tkaczyk. To dzięki nim pokochałam piłkę ręczną. Niezapomniane mecze kadry, horrory z happy-endami, ale także i dotkliwe porażki, które pozwalały bardziej doceniać sukcesy. Srebro MŚ, igrzyska w Pekinie, triumf Vive w Lidze Mistrzów. To wspaniałe wspomnienia i emocje, które miałam okazję przeżyć raz jeszcze za sprawą autobiografii Grzegorza Tkaczyka.

„Tym, co mnie ukształtowało, była piłka ręczna.”

„Niedokończona gra” to, – co tu dużo mówić – fenomenalna książka. Szczera, zabawna, sentymentalna, autentyczna. Anegdoty i historie zza kulis są tutaj na porządku dziennym. Opowieści nie tylko z parkietu, ale i wprost z szatni. Sport łączy się z życiem prywatnym, wszystko tworzy spójną całość. Tego zwykle oczekujemy od autobiografii. I to daje nam Grzegorz Tkaczyk.

Książkę czyta się rewelacyjnie, wciąga niesamowicie. Nie ma ani chwili nudy, każda historia jest potrzebna i doskonale opowiedziana. Jakby tego było mało w lekturze znajduje się mnóstwo unikatowych zdjęć. Z tą pozycją jest jednak jeden mały problem. Z jednej strony człowiek nie może się oderwać, z drugiej nie chce by ta fascynująca książka się skończyła. Jeśli takie dylematy nie są Wam straszne, to jest to lektura dla Was! ;)

„Liczyło się tylko to, że możesz wyjść na boisko w biało-czerwonym komplecie i reprezentować kraj.”

Sięgając po tę autobiografię dowiecie się, dzięki czemu Tkaczyk do perfekcji doprowadził rzut po wyskoku z dwóch nóg, co w głównej mierze tworzy atmosferę w szatni, czy też, w jakim celu kadrowicze zabierali na zgrupowania śrubokręty. Odkryjecie jak były kapitan naszej reprezentacji trafił do Magdeburga, co wyróżnia ten klub od innych niemieckich drużyn oraz jaka zasada panuje w Bundeslidze na temat porozumiewania się w szatni.

 „Jedyną drużyną, w której nikt nie toczył żadnych wojen, była kadra Bogdana Wenty.”

Tkaczyk ujawnia jak kiedyś wyglądały realia piłki ręcznej w Polsce oraz jaką drogę przeszedł rodzimy szczypiorniak by osiągnąć stan aktualny. Obnaża prawdę o działaczach polskiego związku, a także ukazuje absurdy, z którymi kadra nieraz się spotykała.

Zdradza, kto był pomysłodawcą zatrudnienia Bogdana Wenty na stanowisko trenera reprezentacji, a także jak powstała pierwsza lista powołanych zawodników. Dowiecie się, jaką rewolucję przeszła kadra za sprawą Wenty, jak trener motywował swoich piłkarzy, czy też, co działo się w szatni Polaków po porażce w finale mistrzostw świata z Niemcami. Odkryjecie również, kto odmienił polską reprezentację w przerwie pamiętnego meczu ze Szwecją, kiedy nasza drużyna przegrywała aż 11 golami i nawet Bogdan Wenta okazał się wobec tej sytuacji bezsilny.

„Trzeba otwarcie powiedzieć, że Bogdan jest gościem, który odbudował piłkę ręczną w Polsce […].”

Grzegorz Tkaczyk grał z wieloma znakomitymi szczypiornistami, zarówno w reprezentacji, jak i podczas kariery klubowej. W związku z powyższym w jego autobiografii nie mogło oczywiście zabraknąć wspomnień z nimi związanych. Dowiecie się, kto jest najgorszym piłkarzem nożnym wśród polskich szczypiornistów, z czego słynął Bartosz Jurecki, czy też, który zawodnik Vive miał ksywkę „Versace” z powodu swojego barwnego ubioru.

Książka jest pełna zabawnych historii i anegdot. Trudno nie wybuchnąć śmiechem czytając o Sławomirze Szmalu zachwycającym się karpiem przygotowanym na wigilię przez Mariusza Jurasika, który okazał się być… leszczem! J Uruchamiając zaś swoją wyobraźnię będziecie płakać ze śmiechu, kiedy Tkaczyk wspomina pójście na kolację w pożyczonych spodniach od Roberta Lewandowskiego, „nieco” na niego za małych.

„Sen o igrzyskach okazał się koszmarem, z którego trudno było się wybudzić.”

„Niedokończona gra” to oczywiście nie tylko śmiech, ale także sprawy poważne i chwytające za serce. Trudno pozostać obojętnym, kiedy Grzegorz Tkaczyk wspomina wstrząsającą kontuzję Karola Bieleckiego, czy też własną walkę z bólem spowodowanym kontuzjowanym kolanem. Porażka w Pekinie i zawiedzione marzenia. Rodzinny dramat, walka o życie dzieci i powoli umierająca w nim pasja do ukochanej dyscypliny. Trudne momenty nie omijały drogi życiowej Tkaczyka, więc znalazły swoje miejsce w autobiografii szczypiornisty. Na parkiecie dawał z siebie zawsze sto procent i tak samo podszedł do tej książki. Wykazał się dużą odwagą, niczego nie przemilczał, choć tak byłoby z pewnością łatwiej. Poprzez bardzo osobiste wspomnienia stworzył autobiografię kompletną oraz przypomniał wszystkim kibicom, co jest w życiu najważniejsze.

„Niestety zawiedliśmy siebie i całą Polskę.”

Autobiografia Tkaczyka kończy się mocnym akcentem. Ostatnim meczem jego sportowej kariery, czyli finałem Ligi Mistrzów i triumfem Vive. Tkaczyk wspomina ten szalony mecz, ujawnia, co zawodnicy kieleckiej drużyny faktycznie „mieli w głowach”, kiedy Veszprém prowadziło już dziewięcioma bramkami. Zdradza także czy naprawdę wierzyli, że uda się dogonić rywala i sięgnąć po upragnione trofeum.

 „Bertus Servaas stworzył potwora. Maszynkę do zwycięstw.”

Grzegorz Tkaczyk swoją fantastyczną autobiografią przetarł szlaki. Mam nadzieję, że w jego ślady wkrótce pójdą inni niezapomniani polscy szczypiorniści. Zanim to jednak nastąpi sięgnijcie po wspomnienia naszego byłego kapitana. To świetna książka! Pozycja z kategorii must read! „Niedokończona gra” to bez wątpienia mocny kandydat do zgarnięcia tytułu Sportowej Książki Roku.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.


Źródło zdjęcia: własne

AUTOR: RealAnia

sobota, 31 stycznia 2015

Pieniądze nie grają, mówili…

Mówią, że FIFA to mafia, że futbolem rządzą pieniądze. Jest w tym sporo prawdy, ale w piłce nożnej możesz być przynajmniej pewien, że Iker Casillas nigdy nie będzie bronił dostępu do włoskiej bramki, a Neymar nie będzie zdobywał goli dla reprezentacji Argentyny. W szczypiorniaku drużyna występująca na mundialu może natomiast być kadrą Reszty Świata.

Mistrzostwa w Katarze dobitnie obnażają, jak nieprawdopodobnie głupie (innego słowa nie da się tu użyć) są przepisy regulujące grę w reprezentacji danego kraju. Międzynarodowa Federacja Piłki Ręcznej pozwala, bowiem na zmianę państwa, jeśli minęły trzy lata od ostatniego występu zawodnika w poprzedniej kadrze.

Kiedyś skorzystał na tym Bogdan Wenta, niedawno Andrzej Rojewski. Przy całej mojej sympatii do trenera Wenty, uważam, że takie sytuacje nigdy nie powinny mieć miejsca. Reprezentacja to nie jest klub, który możesz zmienić, bo znudziła Ci się gra w danej koszulce, czy też, dlatego, że inna kadra oferuje większe szanse na sukces. W przypadku Andrzeja Rojewskiego, który zmienił Niemcy na Polskę, „argumentem łagodzącym” może być jedynie miejsce urodzenia - przyszedł na świat w naszym kraju. Niemniej jednak na początku wybrał naszych zachodnich sąsiadów i tego powinien się trzymać.

Co się tyczy zaś reprezentacji Kataru - tu nie chodzi o jednego zawodnika. O jej obecnej sile decyduje Hiszpan, Francuz, Kubańczyk, Egipcjanin, Tunezyjczyk, dwóch Bośniaków i trzech Czarnogórców. Połowa drużyny nigdy wcześniej nie miała nic wspólnego z tym państwem! Zostali po prostu kupieni. Zapłacono im by zagrali w barwach Kataru. Mówiąc krótko: sprzedali swoje obywatelstwo. Są zwykłymi najemnikami, a nie reprezentantami kraju. Zarko Marković, jeden z nich, na prawej łydce ma tatuaż z konturem swojej ojczyzny i napisem "Czarnogóra", a podczas hymnu Kataru kładzie (jak cała drużyna) rękę na sercu i śpiewa (?). Dokąd ten świat zmierza?

Myślę, że poczynania Kataru nie były wcześniej brane na poważnie. Ot, taki kaprys szejków. Zorganizowali mundial, kupili zawodników i trochę kibiców, ale świata szczypiorniaka to oni nie zwojują. Tymczasem ta reprezentacja jest już wicemistrzem globu! A zagra jeszcze w meczu o złoto. Jest to, więc chyba najwyższa pora, by coś zrobić z tak przedziwnym regulaminem.

W finale wszyscy jesteśmy Francuzami.

AUTOR: RealAnia

czwartek, 19 kwietnia 2012

Koniec pewnej epoki

RealAnia

Dziś, dokładnie w południe, Bogdan Wenta ogłosił, iż rezygnuje z prowadzenia kadry narodowej. W tym momencie skończyła się pewna era. Era piłkarzy ręcznych Wenty.

Osobiście nie wyobrażam sobie polskiej drużyny bez tego niezwykłego i jakże charyzmatycznego trenera. Piłką ręczną zaczęłam się interesować dzięki kadrze stworzonej przez Wentę. To dzięki niemu poznałam ten wspaniały i emocjonujący sport. Bez niego to już nie będzie ta sama drużyna.

Jednak niestety nie pozostaje nam nic innego jak uszanować decyzję trenera. Dlatego mimo ogromnego smutku chcę podziękować za te wspólnie spędzone lata. Za niezwykłe emocje. Stany przedzawałowe. Horrory. Niemożliwe odrabianie strat. Za uświadomienie, że 15 sekund to naprawdę bardzo dużo czasu. I oczywiście za sukcesy, lecz także za porażki, dzięki którym każde zwycięstwo „smakowało” niesamowicie. Dziękuję.

Iskra

Bogdan Wenta to najbardziej wyrazisty człowiek polskiego sportu. Przynajmniej w moim odczuciu. Drżeli przed nim zawodnicy, kibice i rywale. I ja dzisiaj zadrżałam na wieść o jego decyzji. Mimo, że jest nam bardzo przykro z powodu jego odejścia to uważam, że postąpił słusznie. Honorowo. Zamiast czekać na to aż ktoś go wyrzuci, zrezygnował sam. Wziął odpowiedzialność za ostatnie porażki Polskiej Reprezentacji na siebie. Odszedł na własnych warunkach. To świadczy o jego klasie. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko podpisać się pod tym, co napisała RealAnia. Dziękujemy! Za to, że piłka ręczna przestała być terminem enigmatycznym. Za ciarki na plecach! Za to, że mecze przed telewizorem oglądałam na stojąco! Za to, że niemożliwe czasem stawało się możliwym! Bogdan Wenta pozostanie legendą i symbolem polskiej piłki ręcznej!

AUTOR: Iskra&RealAnia

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Happy New Year!

Nowy Rok właśnie się rozpoczął, więc chciałybyśmy złożyć życzenia, ale nie takie tradycyjne, lecz sportowe – zawodnikom, sobie oraz innymi kibicom.

Iskra

Justynie Kowalczyk, by nie dopadła jej "epidemia astmy".
Polskim Piłkarzom, by walczyli do końca! Zawsze i pomimo wszystko.
Polskim Klubom Piłkarskim życzę bycia "czarnym koniem" Europejskich Turniejów!!
Żużlowcom dobrze utwardzonych torów i porządnych tłumików! :)
Szczypiornistom by mecze kończyli zwycięsko zanim do końca pozostanie jedna wenta!! ;)
Skoczkom narciarskim wiatru pod narty i dalekich lotów.
Moim drogim Siatkarzom, by szli jak dziki w żołędzie, prosto po medal na IO!! :) :)

A wszystkim Polskim Sportowcom zdrowia przede wszystkim! Determinacji, siły i przede wszystkim niezachwianej wiary we własne możliwości. :)

RealAnia

Justynie Kowalczyk czwartej Kryształowej Kuli, trzeciego zwycięstwa w Tour de Ski oraz aby Norweżki nie napsuły naszej „Królowej Śniegu” zbyt dużo krwi.

Polskim szczypiornistom życzę na zbliżającym się ME medalu, najlepiej tego złotego; pięknych, ale przede wszystkim zwycięskich pojedynków, zawsze celnych rzutów i nieprawdopodobnych obron. Bogdanowi Wencie trafnych decyzji i złotych myśli. Zaś Sławomirowi Szmalowi jak najszybszego powrotu do zdrowia.

Polskiej reprezentacji piłki nożnej, aby na mistrzostwach zagrali więcej niż tylko mecz otwarcia, o wszystko i o honor. Kibicom w Polsce by ten turniej był dla nich niezapomnianą imprezą, oby nie ostatnią, jaką UEFA przyznała naszemu krajowi.

Aby Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski oraz Agnieszka Radwańska pod koniec tego roku, również zagrali w Turniejach Masters. A Łukasz Kubot mógł po każdym swoim meczu tańczyć kankana.

Abyśmy na wiosnę w Lidze Europy znów przeżywali niesamowite emocje za sprawą polskich klubów. A szczęście, które towarzyszyło Wiśle w fazie grupowej, jej nie opuszczało.

Polskim siatkarzom głównie zdrowia, bo woli walki im nigdy nie brakuje.

I oczywiście jak najwięcej medali na IO.

AUTOR: Iskra&RealAnia