Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victor Valdes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victor Valdes. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

„Lektury dla kibica” – Lider Mascherano

Mała odskocznia od (auto)biografii.

Rozdział 158.

Javier Mascherano. Kapitan bez opaski – Javier Mascherano, Nicolás Miguelez

Wśród pozycji literatury sportowej zdarzają się lektury nietypowe. Jedną z nich była książka Víctora Valdésa; były bramkarz Barcelony napisał poradnik dotyczący radzenia sobie ze stresem i wielką presją, która towarzyszy profesjonalnej karierze piłkarskiej. Kolejną nieszablonową pozycją jest książka Javiera Mascherano, wydana w Polsce, podobnie jak książka Valdésa, pod szyldem Wydawnictwa SQN.

W oryginale książka nosi dosyć długi tytuł „Los 15 escalones del lidergazgo. Mis valores en el fútbol y en la vida”. Tytuł, który tłumaczy wszystko, w nim zawarte jest, bowiem to, co znajduje się w książce. Pierwsza część, umieszczona również na okładce polskiego wydania, oznacza piętnaście kroków do bycia liderem, piętnaście kroków dobrego przywództwa. Na tych kilkunastu hasłach opiera się cała fabuła lektury. Natomiast w rozwinięciu poszczególnych aspektów można odnaleźć wartości, którymi kieruje się Mascherano zarówno w futbolu, jak i w życiu (druga część tytułu).

„Bycie kapitanem nie ogranicza się do udziału w losowaniu, kto zagra na której połowie.”

Narracja książki „Javier Mascherano. Kapitan bez opaski” oparta jest na dialogu pomiędzy Nicolásem Miguelezem a Javierem Mascherano. Nie jest to jednak typowy schemat wywiadu pytanie-odpowiedź. Redaktor naprowadza jedynie na pewne treści, a następnie temat rozwija piłkarz. Słuszność poszczególnych tez poparta jest wątkami z życia Argentyńczyka.

Kilkanaście lekcji bycia dobrym liderem przeplatanych jest wypowiedziami osób związanych z Mascherano. Swoimi spostrzeżeniami dzielą się jego koledzy z czasów gry w Barcelonie – Messi i Xavi. Znajdziecie także opinie psychologa kadry młodzieżowej, czy też argentyńskiego dziennikarza i komentatora sportowego.

„Dzisiaj, z perspektywy czasu, widzę, że moja kariera wybiegła daleko poza moje najśmielsze marzenia.”

Mascherano tłumaczy, w jaki sposób rozumie rolę przywódcy oraz wskazuje fundamentalną cechę zdrowego przywództwa. Dowiecie się, co według niego jest kluczem do zwycięstwa, a także, na czym w większym stopniu niż na talencie opiera się jego kariera. Argentyńczyk opowiadając o liderowaniu i relacjach międzyludzkich często odnosi się do trenerów, zwłaszcza Guardioli i Beniteza. Nie pomija także szkoleniowców reprezentacji, wspomina między innymi, w jaki sposób na jego życie wpłynął Marcelo Bielsa.

„Jedną z najważniejszych rzeczy w byciu liderem jest surowy osąd swoich własnych działań.”

„Javier Mascherano. Kapitan bez opaski” nie jest, co prawda autobiografią, ale książka zawiera sporo wątków biograficznych. Dowiecie się jak Javiera nazywali koledzy z reprezentacji U-20, czy też, dlaczego ostatecznie podpisał kontrakt z River Plate, choć uważał, że jest zbyt młody by zostać profesjonalistą. Odkryjecie, w jaki sposób kibice River żegnali Mascherano, kiedy odchodził do Corinthians, a także, co Argentyńczyk odpowiedział, gdy po przybyciu do West Hamu trener zapytał go, na jakiej gra pozycji? 

„Jeśli odbierzesz mi futbol, zabijesz mnie.”

Mascherano zdradza, co zawsze motywowało go do działania oraz czy kiedykolwiek myślał, aby porzucić futbol, swoją miłość i pasję. Wspomina, dlaczego odrzucił propozycję powrotu do River, choć nie wiodło mu się w Londynie. Wskazuje błędy, jakie popełnił podczas mundialu w RPA oraz wyjaśnia, dlaczego zrzekł się opaski kapitańskiej reprezentacji. Opowiada nawet jak Hiszpanie – triumfatorzy MŚ 2010 – zachowywali się po turnieju w barcelońskiej szatni.

„Jeśli nie możesz zwyciężyć, bo ten drugi przewyższa cię poziomem, pogódź się z tym.”

Książka, pomimo iż nie jest zbyt obszerną lekturą pozwala spojrzeć na futbol oczami Mascherano. Poznać pokrótce jego historię, ciekawe wątki z życia, a także poglądy i przekonania. To lektura przeznaczona zarówno dla fanów Argentyńczyka, Barcelony, jak i wszystkich zainteresowanych tematem przywództwa, nie tylko w sporcie.

„Dobry lider nie wzbudza w grupie frustracji.”


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
1. Víctor Valdés. Samotność bramkarza
2. Andrés Iniesta. Artysta futbolu. Gra mojego życia
3. Andrés Iniesta Rok w raju
4. Xavi Hernandez Barca moim życiem
5. Ronaldinho. Uśmiech futbolu

wtorek, 4 sierpnia 2015

„Lektury dla kibica” - (Nie)sportowy poradnik antystresowy

Gdy zawodnicy z pola byli komplementowani, jemu zazwyczaj wytykano błędy, nawet wtedy, gdy drużyna wygrywała. Wielu uważało, że bramkarz to najsłabsze ogniwo Barcelony. On pomimo to, przez wiele lat uparcie stał między słupkami katalońskiej bramki. Jak radził sobie z tak wielkimi oczekiwaniami i pretensjami? Odpowiedź na to pytanie można znaleźć w książce wychowanka Barcelony.

Rozdział 77.

Víctor Valdés. Samotność bramkarza - Víctor Valdés

„Samotność bramkarza” to zupełnie inna książka niż wszystkie pozycje sportowe, które dotychczas przeczytałam. W zasadzie nie jest to lektura typowo o sporcie. Nie jest to też autobiografia, choć zawiera pewne wątki biograficzne. Choć autorem książki jest były bramkarz Barcelony, to samego Valdésa jest w niej bardzo mało. Zawiodą się, więc Ci, którzy czekają na nieznane wątki jego prywatnego życia, czy też newsy z piłkarskiej szatni.

Ta książka to poradnik o unikalnej #metodzieV. Metodzie, dzięki której Valdés nauczył się przezwyciężać ciążącą na nim presję związaną z byciem zawodowym sportowcem. Bramkarz początkowo poświęca kila słów największemu wrogowi, czyli presji, a następnie przedstawia osiem kroków metody, przytaczając jednocześnie przykłady ze swojego życia, mające potwierdzać jej efektywność. Wszystko opisuje bardzo zwięźle - książka do „połknięcia” w jeden, krótki wieczór.

Sama metoda jest… specyficzna. Choć zawiera pewne interesujące i prawdziwe wnioski, to nie brak w niej również wielu banałów („trenuj, trenuj i jeszcze raz trenuj”). Na pewno nie jest przeznaczona dla każdego (niektórym wmawianie sobie, że jest się najgorszym może przynieść odwrotny skutek), ale by móc ją dokładnie ocenić należałoby się najpierw przekonać na własnej skórze o jej działaniu. Wiadomo tylko tyle, że jednemu człowiekowi na tej kuli ziemskiej pomogła osiągnąć sukces. A to już jakiś początek.

„Jestem najgorszym bramkarzem jakiego może mieć Barca. Cały świat mnie krytykuje, jestem na dnie. Nikt nie oczekuje ode mnie niczego wielkiego, więc nie mam nic do stracenia, prawda?”

Czytając lekturę dowiecie się, dlaczego Valdés został bramkarzem, choć wcale nie chciał grać na tej pozycji, dlaczego w dzieciństwie nie cieszył się na perspektywę weekendu jak jego rówieśnicy, czy też jak futbol stał się przeszkodą w jego relacjach z ojcem. Przeczytacie, dlaczego zdecydował się zostać w La Masii, choć tak naprawdę wolał przenieść się wraz z rodziną na Teneryfę, dlaczego lubi widzieć siebie w negatywnym świetle oraz kiedy zdecydował się porzucić futbol i dlaczego ostatecznie tego nie zrobił.

„Najgorsze ze wszystkiego, przynajmniej dla mnie, jest to, że pod bramką, której bronisz, jesteś sam, a Twoje decyzje są tylko Twoje.”

Odkryjecie, który mecz ostatecznie zaważył na jego przyszłości, komu dziękuje unosząc ręce do nieba świętując gole drużyny, co było najlepsze w Guardioli, a także, dlaczego nie lubi meczów. Víctor zdradzi Wam również jak wygląda jego dieta, którego dnia zrozumiał, że świat piłki nożnej nie jest jego światem, kiedy osiąga najlepsze wyniki oraz co robił w tygodniu poprzedzającym finał LM przeciwko Arsenalowi i co działo się w szatni Barcelony w przerwie meczu przy prowadzeniu Kanonierów.

„Być bramkarzem oznacza podejmować szybkie decyzje, jednocześnie dążąc do nieomylności.”

Nie ukrywam, że oczekiwałam czegoś więcej. Więcej futbolu. Więcej anegdot. Więcej „prywaty”. Więcej Valdésa. Niestety tego nie otrzymałam. W zamian jednak poznałam nowatorską metodę radzenia sobie ze stresem. I choć nie jestem przekonana, co do całości owej metody, to pewne jej elementy z pewnością mogłabym wcielić we własne życie. A nuż, widelec zadziała?


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.


Źródło zdjęcia: własne

AUTOR: RealAnia

wtorek, 27 marca 2012

Takich „prezentów” nie chcemy

Człowiek z natury jest istotą złośliwą i łatwiej zapamiętuje pomyłki innych ludzi, niż ich sukcesy. Z wpadkami bramkarzy jest podobnie. Bardziej zapadają nam w pamięć ich katastrofalne błędy, niż udane interwencje.

No dobra, wcale tak nie jest. Choć ma to zastosowanie w przypadku błędów bramkarza przeciwnej drużyny. No, bo przecież, nie będziemy się zachwycać paradami golkipera, które sprawiają, że „naszym” jakoś w tym meczu nie idzie. Chyba, że ktoś jest wspaniałomyślny. Ja bynajmniej taka nie jestem (podczas oglądania meczu oczywiście).

Zazwyczaj jest też tak, że konsekwencją „wpadki” piłkarza, stojącego między słupkami bramki, są spore problemy jego zespołu. Niemniej jednak pomyłka, która przydarzyła się „bohaterowi” tego tekstu, paradoksalnie zaszkodziła nie jego drużynie, ale jej największemu rywalowi.

Podanie, jakim „popisał się” Victor Valdes przyniosło w rezultacie najszybszego gola w historii klasyków. W tamtej chwili, wielu sympatyków Realu pomyślało: to jest ten dzień! Ten wieczór, w którym wreszcie Los Blancos wygrają w lidze El Clásico. Ja wtedy chciałam tylko jednego, a mianowicie zakończenia spotkania. Wiem, niezbyt optymistyczne myślenie z mojej strony. Przed nami było jeszcze, co najmniej 89 minut meczu. Jednak w głębi serca przeczuwałam, że coś złego się jeszcze przez ten czas wydarzy…..

Szybko uzyskane prowadzenie, źle podziałało na graczy Realu. Zdobyli bramkę, na którą w ogóle w tym meczu nie zasłużyli, no, bo jak mieli zasłużyć? Była przecież dopiero 21 sekunda meczu, a w tak krótkim czasie nic na boisku się jeszcze nie zdarzyło. Nic, oprócz fatalnego błędu bramkarza przyjezdnych. Zaistniała sytuacja, sprawiła, że piłkarze Mourinho poczuli, iż fortuna tego dnia im sprzyja, a skoro los wreszcie w meczach z Dumą Katalonii się do nich uśmiechnął, to tym razem rezultat będzie inny. Nic bardziej mylnego. Jak wiemy fortuna kołem się toczy i na pstrym koniu jeździ. Co pokazała szczególnie przy strzale Xaviego.

Dobrze pamiętamy jak ten mecz się zakończył. Dlatego też uważam, że wszystkiemu winny był błąd Valdesa. To od niego zaczęło się całe nieszczęście piłkarzy z Santiago Bernabéu. Byli przecież w świetnym rytmie meczowym, dobrze przygotowani do starcia z ekipą Guardioli. Mieli również swój własny plan na rozegranie tego spotkania, ale „prezent”, jaki dał im bramkarz Blaugrany sprawił, że niestety uwierzyli, iż szczęście „załatwi” całą sprawę za nich. Ta wiara okazała się zgubna.

AUTOR: RealAnia