Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wisła Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wisła Kraków. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 listopada 2021

„Lektury dla kibica” – Nie widząc przeszkód

Dziś książka niezwykłego paraolimpijczyka.

Rozdział 246.

Nie widzę przeszkód – Marcin Ryszka, Jakub Białek

Rynek książek sportowych nieustannie się rozwija, a co jakiś czas również zaskakuje. Coraz częściej wśród literatury sportowej można znaleźć książki o niestandardowej tematyce. Pozycją nietuzinkową była niewątpliwie książka o amp futbolu. Nie inaczej jest w przypadku „Nie widzę przeszkód”, książki Marcina Ryszki napisanej wraz z dziennikarzem Jakubem Białkiem.

„Nie jesteśmy skazani na zasiłek i usychanie w czterech ścianach, jeśli tylko mamy na siebie pomysł, trochę odwagi i pracowitość.”

Marcin Ryszka jest osobą dość znaną dla tych, którzy korzystają z mediów społecznościowych, zwłaszcza Twittera. Pozostałym warto nieco bardziej przybliżyć tę postać zanim przejdziemy do oceny książki jego autorstwa.

Marcin Ryszka jest paraolimpijczykiem, jako pływak reprezentował Polskę na igrzyskach w Pekinie w 2008 roku oraz w Londynie w 2012 roku. To trzykrotny mistrz świata osób niewidomych w pływaniu, medalista mistrzostw Europy, wielokrotny mistrz i rekordzista Polski. Aktualnie prezes fundacji Nie Widząc Przeszkód, dziennikarz w radiu sportowym Weszło FM, pracownik Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, a także kapitan reprezentacji Polski oraz sekcji Wisły Kraków w blind footballu, czyli piłce nożnej dla osób niewidomych oraz słabowidzących.

 „Dla osoby niewidomej każde wyjście z domu to na swój sposób wyprawa, wymagająca odpowiedniego przygotowania.”

„Nie widzę przeszkód” to książka, którą oczywiście zaliczymy do literatury sportowej, gdyż opowiada o życiu paraolimpijczyka oraz kapitana reprezentacji w blind footballu. Jednak tak naprawdę to lektura edukacyjna, można by powiedzieć książka z misją. Szansa dla społeczeństwa, dla nas, aby zmienić postrzeganie osób niepełnosprawnych.

Natomiast dla osób niepełnosprawnych ogromna dawka motywacji do działania, świetny przykład, że mogą żyć pełnią życia pomimo ograniczeń. „Nie widzę przeszkód” to swoisty manifest przeciwko wykluczeniu i wegetacji osób niepełnosprawnych, na które często sami się skazują.

„Mógłby wylądować statkiem kosmicznym, a i tak bym go nie zauważył.”

W książce Marcin Ryszka wciela się w przewodnika po świecie niewidomych, opowiada o uprzedzeniach i pokonywaniu trudności, ukazuje realia ich codzienności. Tworzy poradnik, jak pomóc, a co najważniejsze nie zaszkodzić osobie niewidomej. Uświadamia, a także zaspokaja zwykłą ludzką ciekawość odpowiadając na pytania, które balibyśmy się zadać osobie niewidomej.

Część treści nie była dla mnie zaskoczeniem, gdyż od kilku lat pracuję z osobą niewidomą, ale dla większości czytelników z pewnością będzie zupełnie inaczej. Jeśli ta lektura będzie pierwszym tak bliskim kontaktem z osobą niewidomą gwarantuję, iż nieraz się zdziwicie.

„Powiem wam szczerze – to okropne uczucie, gdy jesteś skazany na czyjąś pomoc. A jeśli ta pomoc nie nadchodzi, często wręcz uwłaczające.”

Lektura ma prostą konstrukcję. Każdy rozdział rozpoczyna się intrygującym pytaniem – „Czy piorę białe z kolorowym?” albo „Czy po alkoholu widzę podwójnie?” – stanowiącym punkt wyjścia do kolejnych rozważań i opowieści. Na końcu zaś znajduje się wywiad z żoną paraolimpijczyka, stanowiący znakomity dodatek. Warto także zwrócić uwagę na okładkę lektury, gdzie tytuł został zapisany również alfabetem Braille’a.

Książkę doprawdy świetnie się czyta. Kolejne strony mijają błyskawicznie. Napisana z humorem i dystansem, ale także powagą w momentach, w których jest to pożądane. Zawiera mnóstwo anegdot i historii. Pełna pogody ducha. Autentyczna i prawdziwa, bo napisało ją samo życie.

 „Dwóch słabowidzących w ślepej uliczce – niezła ironia losu, co?”

Doskonale wiecie, że nie ma książek idealnych, więc po tylu superlatywach należałoby zadać pytanie: jakie są słabe strony tej pozycji? Właściwie jedyne, czego mi brakowało to rozwinięcia historii z igrzysk paraolimpijskich. Ten temat został w moim odczuciu potraktowany zbyt pobieżnie, a szkoda. 

„To stereotyp, że każdy niewidomy ma słuch i węch jak jakiś cyborg […].”

Jak już wspomniałam Marcin Ryszka przedstawia świat niewidomych z perspektywy ich codzienności i problemów, z jakimi muszą się mierzyć. Dowiecie się, więc czym zawodowo może zajmować się osoba niewidoma i dlaczego wbrew powszechnej opinii nie ma ona naturalnych predyspozycji do bycia masażystą. Odkryjecie jak niewidomi obsługują smartfony i czy mogą na nich pisać brajlem, czy też jak napełniają kubek i nic nie rozlewają. Przeczytacie jak niewidomi sami dobierają sobie ubrania, co najgorszego może im się przytrafić podczas podróży, jak również czy niewidomy może być wiarygodnym świadkiem w jakiejś sprawie.

Sięgając po tę książkę dowiecie się, w jaki sposób Marcin Ryszka stracił wzrok oraz czy fakt, że nic nie widzi oznacza, że żyje w ciemności. Przeczytacie, dlaczego woli przeprowadzać wywiady przez telefon niż twarzą w twarz oraz odkryjecie, jakie projekty dzięki niemu wdrożono na AGH w Krakowie, aby ułatwić studiowanie osobom niepełnosprawnym.

„Co to za perspektywa: zdajesz maturę, bierzesz rentę i do końca życia siedzisz w domu?”

Bardzo ciekawym wątkiem poruszanym w książce jest blind football. Dowiecie się jak w Polsce zaczęła się historia tej dyscypliny. Poznacie zasady gry, ilu zawodników liczą zespoły, jaka kara czeka drużynę po pięciu faulach, czy też z ilu metrów w blind footballu wykonuje się rzut karny. Odkryjecie, dlaczego podczas meczu powinna panować cisza niczym podczas wymiany w tenisie. Ponadto dowiecie się ile kosztują bandy rozkładane wokół boiska do blind footballu, czy wszyscy zawodnicy muszą być niewidomi, a nawet, która drużyna jest najlepsza na świecie.

„Przy wielkim Kanionie czułbym się mniej więcej tak jak na moim podwórku.”

Po co niewidomi oglądają telewizję? Dlaczego często śpią przy zapalonym świetle oraz o czym śnią? Czy można powiedzieć do niewidomego „do widzenia”? Dlaczego niewidomi podróżują, skoro i tak niczego nie zobaczą?

Nie widzę przeszkód to niezwykle motywująca i otwierająca oczy na wiele spraw lektura. Życiowa i pouczająca. Obowiązkowa lekcja empatii, życzliwości, uprzejmości i wrażliwości. Książka, którą powinien przeczytać każdy, bez wyjątku.

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.

Książkę kupicie w księgarni labotiga.pl

 

Źródło zdjęcia: własne

 

Powiązane wpisy:

     1. Amp Futbol. Jedną nogą w finale

środa, 28 grudnia 2016

„Lektury dla kibica” – Radosław Kałużny

Na rynku literatury sportowej dominują książki napisane bądź poświęcone zagranicznym sportowcom. Pozycje o życiu polskich zawodników znajdują się w zdecydowanej mniejszości, ale dziś właśnie jedna z takich lektur.

Rozdział 117.

Radosław Kałużny. Powrót taty. Autobiografia - Radosław Kałużny, Mateusz Karoń

Dzisiaj zacznę od końca i od razu napiszę, iż autobiografia Radosława Kałużnego to jedna z tych książek, które z pewnością warto przeczytać. Szczera, prawdziwa, fragmentami bezkompromisowa. Były piłkarz nie tylko wprowadza kibiców do piłkarskiej szatni, ale odkrywa przed nimi także część swojego życia prywatnego.

„Nie dałem się zniszczyć alkoholowi, choć było dużo sprzyjających sytuacji.”

Początkowo książka jest „ciężka” i przejmująca. Związane jest to ściśle z dzieciństwem byłego piłkarza. Kałużny szczerze opowiada o trudnych relacjach z ojcem oraz o przemocy domowej, której doświadczył. Nie można pozostać obojętnym także na jego wyznania o stanach depresyjnych i myślach samobójczych, które ujawnia w dalszej części lektury, ale pierwsze, bardzo przygnębiające rozdziały to zdecydowanie najbardziej chwytające za serce i wzruszające fragmenty autobiografii Kałużnego.

 „Był pas, kij albo zwyczajnie tłukł mnie pięścią. Horror zaczynał się codziennie od nowa.”

Po trudnych tematach Kałużny kreśli obraz świata futbolu. Opowiada o trenerach, piłkarzach, działaczach. Nie o wszystkich wypowiada się w superlatywach. Nie z wszystkimi obchodzi się łagodnie. Wobec siebie również nie jest bezkrytyczny. Zdradza szczegóły piłkarskiego życia, ale część opowieści pozostawia dla siebie zgodnie z dewizą: co stało się w Vegas, zostaje w Vegas. Mimo tego dzieli się z czytelnikami mnóstwem ciekawych anegdot.


„Moja historia to ciągłe balansowanie na krawędzi – krawędzi depresji, momentami na krawędzi życia.”

Z książki Radosława Kałużnego dowiecie się, kto uchronił go przed poprawczakiem, dlaczego zgodził się na pobyt na oddziale psychiatrycznym, choć nic mu nie dolegało oraz do jakich działań posunął się, aby nie jechać na zgrupowanie kadry juniorskiej, która nie znajdowała się w kręgu jego zainteresowań. Przeczytacie, dlaczego trener Zagłębia zarzucił mu sprzedanie meczu, gdzie i dlaczego otrzymał pseudonim „Tata”, a także, dlaczego nie trafił do Legii, choć podpisał przedwstępny kontrakt w warszawskim klubem.

„Reprezentacja rajcowała, ale tylko dorosła. Juniorskie traktowałem jako zło konieczne.”

Odkryjecie, dlaczego piłkarze Wisły nie tolerowali trenera Łazarka, co było największym problemem Franciszka Smudy i jak na Kałużnego wołał Orest Lenczyk, wyprowadzając go tym samym z równowagi. Dowiecie się, co było piłkarską wadą Tomasza Frankowskiego oraz czym różniły się zgrupowania kadry za trenera Wójcika w porównaniu z innymi szkoleniowcami. Przeczytacie także, za którego trenera Kałużny wskoczyłby w ogień, co uznaje za swoją największą sportową porażkę, co zastał wchodząc po raz pierwszy do szatni Leverkusen oraz kto powstrzymał go przed uderzenia trenera Bayeru.

„Najlepsze mecze zaliczałem właśnie w akompaniamencie gwizdów, bluzgów czy buczenia. Najczęściej wszystkiego naraz.”

Były piłkarz opowiada o brutalnym traktowaniu i gnębieniu młodych zawodników (tzw. fali), którego doświadczył na własnej skórze po przejściu do seniorów w Zagłębiu, a także, którego sam był autorem w późniejszych latach wobec młodszego pokolenia piłkarzy. Wyjaśnia, dlaczego będąc zawodnikiem Wisły chodził na imprezy w dzielnicach Cracovii, co stanowiło rzecz jasna spore zagrożenie. Zdradza, co przed meczem z FC Porto w ramach „przemowy motywacyjnej” powiedział piłkarzom Lenczyk. Kałużny przyznaje także, że wiedział o korupcji w polskim futbolu, ale jednocześnie zaznacza, że sam nie brał w tym udziału. Nie podaje również szczegółów, w tym nazwisk, gdyż jak twierdzi nie posiada dowodów ani nie jest „kapusiem”.

„Mam świadomość tego, w jakich czasach grałem. Ręce miałem jednak czyste, zawsze!”

Jak z boiska, po którym biegał z orzełkiem na piersi trafił do magazynu w Anglii, a potem na plac budowy w Polsce? Czy Andrzej Strejlau handlował meczami? Jak wygląda cypryjskie podejście do futbolu? Jakie konsekwencje ze strony trenera Energie Cottbus spotykały piłkarzy zakładających kolorowe korki?

„Miałem nadzieję, że Janas już nigdy nie wystuka na klawiaturze telefonu mojego numeru.”

„Radosław Kałużny. Powrót taty. Autobiografia” to książka napisana w bardzo ciekawy sposób, która z pewnością u nikogo nie wywoła znudzenia. Lektura szczera, dosadna, czasem wulgarna, gdzie indziej zabawna. Krótko mówiąc pozycja, która powinna zainteresować każdego fana futbolu.

Źródło zdjęcia: własne

AUTOR: RealAnia

wtorek, 19 maja 2015

„Lektury dla kibica” - Sen, który się nie spełnił

Po historii Śląska Wrocław, w cyklu „Lektury dla kibica” przyszedł czas na kolejny polski klub.

Rozdział 71.

Wisła Kraków. Sen o potędze - Mateusz Miga

Osobiście nigdy nie śledziłam polskiej piłki z zapartym tchem. Jest to związane zarówno z poziomem naszej rodzimej ekstraklasy, na który fani (nie bez powodu) tak często narzekają, ale również, dlatego, iż nie jestem kibicem żadnego polskiego klubu. W związku z powyższym z lekkim sceptycyzmem i rezerwą podeszłam do lektury o Wiśle Kraków. Nie spodziewałam się „fajerwerków”, potraktowałam książkę, jako źródło wiedzy. Tymczasem zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Książka jest ciekawie napisana, zawiera mnóstwo interesujących anegdot, wątków i faktów. To naprawdę wciągająca lektura.

Mateusz Miga przedstawia historię Białej Gwiazdy ery Bogusława Cupiała. Tytułowy „Sen o potędze” dotyczy niespełnionych marzeń o piłkarskim raju – rozgrywkach Ligi Mistrzów. Historia opowiadana jest nie tylko przez autora książki, ale także przez bohaterów poszczególnych wydarzeń. Widać ogrom pracy autora, który dotarł do znacznej liczby osób, mających sporo do powiedzenia o dziejach klubu z Reymonta. Mateusz Miga zamieścił wypowiedzi piłkarzy, trenerów i działaczy. Dzięki temu książka jest nie tylko kompletna, ale również wiarygodna.

Lektura ukazuje historię Wisły i pozwala zajrzeć do jej szatni. Jednocześnie otrzymujemy możliwość zaznajomienia się z kulisami funkcjonowania polskiego futbolu i ze zmianami, które dokonały się w naszej lidze na przestrzeni ostatnich lat.

 „[…] krakowianie byli już na kolanach, […], a jednak – wbrew regułom, wbrew logice, wbrew nawet własnym oczekiwaniom – dopadli rywala, chwycili za gardło i już nie puścili.”

Dowiecie się, jaką formę motywacji zastosowali kibice, przed ostatnim meczem sezonu 96/97, gdy Wisła grała o utrzymanie, kto wziął ślub w barwach Cracovii, a dzień później podpisał kontrakt z Wisłą, a także, kto stosował dietę, której podstawę stanowiła „zupa grzybowa, kubełek KFC i trzy paczki czerwonych marlboro”. Przeczytacie, komu trener Łazarek kazał ściąć włosy obiecując jednocześnie debiut w pierwszej drużynie, po ile piłkarze składali się by opłacić sędziów w rundzie wiosennej sezonu 97/98 oraz dlaczego Franciszek Smuda zakazał swoim zawodnikom gry wślizgiem.

Osoby, które współpracowały z właścicielem Wisły, zdradzają, jaki naprawdę jest Bogusław Cupiał. Dzięki ich relacji odkryjecie, dlaczego właściciel krakowskiego zespołu nigdy nie był obecny na tradycyjnych wspólnych obiadach delegacji klubów przed meczami w europejskich pucharach, czy też, dlaczego kobiety mają zakaz wstępu do jego loży na stadionie.

„45-minutowe show, w które polskim kibicom trudno było uwierzyć. Dla Europy to też był szok, jakby ktoś odkrył wodę na Marsie, okazało się bowiem, że w Polsce jest jakieś życie, że ktoś potrafi tutaj grać w piłkę.”

Dowiecie się, dlaczego Maciej Szczęsny trafił do Wisły, jak Maciej Żurawski interpretował zakaz uprawiania sportów motorowych, jaki rytuał mieli Maciej Szczęsny i Kamil Kosowski oraz kto negocjował telefonicznie kontrakt z Wisłą łowiąc ryby nad Soliną. Przeczytacie, kto zapłacił za odnowę biologiczną piłkarzy podczas zgrupowania w Bratysławie, kto sypiał w koszulce Panathinaikosu Ateny, a także, który piłkarz nazywany był Doktorem, a na kogo wołano Norek (tak, dobrze kojarzycie, ten z serialu „Miodowe lata”).

Odkryjcie czy piłkarze Wisły „dogadali się” z Amicą w końcówce sezonu 2000/01, ile Wisłę kosztował Jakub Błaszczykowski, a czyją pensję klub przelewał na konto rodziców, „by cała kwota nie przepadła w dniu wypłaty”, gdy piłkarz był na życiowym zakręcie. Dowiecie się, kto miał być dla Wisły tym, kim sir Alex Ferguson dla Manchesteru, jak piłkarze Wisły potraktowali swojego byłego trenera – Macieja Skorżę – gdy zdobyli wicemistrzostwo kraju oraz co Wisła wysłała do Odense w podziękowaniu za remis Duńczyków z Fulham dający awans krakowianom do kolejnej rundy Ligi Europejskiej.

 „Liga Mistrzów była tak blisko, że jej blask okazał się oślepiający.”

„Sen o potędze” to oczywiście lektura obowiązkowa dla kibiców Wisły. Jednak myślę, że wszyscy zainteresowani futbolem znajdą w tej książce coś, co ich naprawdę zaciekawi. Przekonałam się o tym na własnej skórze.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.



Źródło zdjęcia: własne

AUTOR: RealAnia

piątek, 3 stycznia 2014

„Lektury dla kibica” - Spalony

Nowy Rok w cyklu „Lektury dla kibica” rozpoczynamy od mocnego uderzenia, a mianowicie od autobiografii Andrzeja Iwana.

Rozdział 32.

Spalony - Andrzej Iwan, Krzysztof Stanowski 

„Spalony” to jedna z tych książek, które czyta się jednym tchem. Trudno się od niej oderwać. Szczerość i autentyczność aż z niej „bije”. Jest to niezwykle poruszająca opowieść. Momentami zabawna, nieraz podczas czytania głośno się śmiałam. Jednak generalnie to bardzo dramatyczna i wstrząsająca historia. Historia alkoholika, hazardzisty, niedoszłego samobójcy, byłego piłkarza.

Książka rozpoczyna się od wizyty w zamkniętym ośrodku dla psychicznie chorych, gdzie Iwan leczył się z jednego ze swoich nałogów. Początek lektury jest szokujący, a potem napięcie tylko rośnie. Iwan mówi o wszystkim tak po prostu, bez owijania w bawełnę. Są wątki osobiste, są anegdoty piłkarskie. Nie brakuje także krytyki znanych osobistości sportowych. Krótko mówiąc jest wszystko, czego potrzeba by zainteresować czytelnika.

Z książki tej dowiecie się dlaczego Iwan jest „gumiokiem”, jak powstała pewna blizna na jego głowie i dlaczego jego żona musiała zakończyć karierę piłkarki ręcznej. Przeczytacie, do kogo wysyłał pocztówki z każdego miejsca świata, który prezent jego matka ceniła najbardziej, a komu by niczego nie odmówił. Odkryjecie, kiedy i za co po raz pierwszy trafił do więziennej celi, od którego roku życia palił papierosy, dlaczego nienawidzi soku pomarańczowego (bynajmniej nie z powodu smaku), a także ile dni trwało pępkowe po narodzinach jego córki (mała podpowiedź: więcej niż tydzień).

Dowiecie się dlaczego Iwan po przejściu do Wisły Kraków przez pierwsze trzy dni nie zjawiał się na treningach, gdzie zaginął jeden z piłkarzy podczas tournee w USA, którego zawodnika „Białej Gwiazdy” koledzy nazywali „ministrem edukacji”, a który z nich wyrwał hamulec ręczny w maluchu. Przeczytacie, dlaczego jeden z Wiślaków podczas zgrupowania spał obok łóżka, kto wskazał im drogę na stadion Zawiszy Bydgoszcz, kogo samochód wjechał w kościół Mariacki, a nawet, kogo i dlaczego Iwan chciał wyrzucić z promu za burtę podczas powrotu z Malmö. Iwan opowie Wam historię, której bardzo wstydzi się Orest Lenczyk, wyjaśni, co dla wielu osób było większą zagadką niż Trójkąt Bermudzki, zdradzi, czego do dziś nie może mu zapomnieć Smuda.

Były piłkarz nie pomija drażliwego tematu, jakim niewątpliwie jest korupcja. Przyznaje dokładnie ile meczów sprzedał, jako piłkarz Wisły i ile na tym zarobił. Zdradza, co otrzymała Arka Gdynia zamiast pieniędzy za „oddanie” meczu Wiśle, który dał jej pierwszy od 1950 roku tytuł mistrza Polski. Dowiecie się czy Górnik Zabrze zagrał kiedyś „dla” Ruchu, by „Niebiescy” utrzymali się w lidze, a także, po którym meczu „za karę” Iwan przebił sędziemu wszystkie opony w samochodzie.

Kariera Andrzeja Iwana to nie tylko poszczególne kluby, ale również drużyna narodowa. W związku z tym w książce jest sporo także o polskiej reprezentacji. Dowiecie się, który trener kadry organizował obowiązkowe leżakowanie, dlaczego nasi piłkarze nie zobaczyli finału mundialu w 1978 roku, choć posiadali bilety na to spotkanie, czy też dlaczego Józef Młynarczyk nie przychodził na treningi przed meczem z ZSRR na mistrzostwach świata w Hiszpanii. Odkryjecie, na co Iwan wydał wszystkie pieniądze zarobione na MŚ w Argentynie, a o co ma żal do Piechniczka. Dowiecie się jak wielką charyzmę miał Kazimierz Deyna, jak Jan Tomaszewski ćwiczył swój refleks, czego mistrzem był Józef Młynarczyk, czy też jakim liderem był Grzegorz Lato. Przeczytacie, kim w reprezentacji był „Diabeł”, na kogo mówiono „Szalony kojot”, a kto krył się pod określeniem „Drzewo”.

Z książki dowiecie się również, dlaczego Iwan poprosił kiedyś lekarza by założył mu gips na zdrową nogę, interwencję, kogo i z którego meczu określa mianem najlepszej, jaką widział w życiu oraz co mu proponowano w zamian za dżinsy w Tadżykistanie. Przeczytacie, od kiedy nie szanuje Jerzego Engela, a także, dlaczego często wyprowadzał psa trenera Bochum, u którego początkowo mieszkał w Niemczech (nie, nie z miłości do zwierząt).

Iwan w swojej autobiografii wyznaje także czy kiedykolwiek grał będąc pijanym, co łączy go z mafią oraz kiedy po raz pierwszy pomyślał, aby się zabić. Szczerze opowiada o swoich próbach samobójczych oraz o tym, co czuł gdy zamiast śmierci, otrzymał kolejną szansę.

Bez cienia wątpliwości mogę napisać, że „Spalony” to obok „Wyścigu tajemnic”, autobiografii Agassiego, Ibrahimovicia i Shaquille’a O'Neala, jedna z najlepszych książek, którą miałam okazję dotychczas przeczytać. Polecam każdemu. Naprawdę warto.

Źródło zdjęcia: własne

AUTOR: RealAnia

czwartek, 15 grudnia 2011

Cuda, Panie, cuda

To jest po prostu niemożliwe! 93 minuta meczu w Londynie, Fulham prowadzi 2-1, nie wykorzystuje doskonałej okazji na przypieczętowanie wyniku, 20 sekund do końca, akcja Odense i GOOOOL! 2-2! Szok i niedowierzanie w stolicy Anglii, a w Krakowie wybuch ogromnej radości! Wisła gra dalej!

Jak Fulham mogło przegrać ten mecz nie mam pojęcia. Prowadzili przecież już 2-0. Ale dla kibiców w Polsce to nieistotne. Mamy dwie drużyny na wiosnę w Lidze Europejskiej! I tylko to się liczy.

Właśnie za takie momenty kocham futbol – sport nieprzewidywalny. Dziś potwierdziło się słynne powiedzenie Kazimierza Górskiego: "Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe". W Anglii chyba o tym zapomnieli…

AUTOR: RealAnia