Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska reprezentacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska reprezentacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 listopada 2022

„Lektury dla kibica” – Autobiografia Peszki

Sławomir Peszko o sobie.

Rozdział 263.

Peszkografia – Sebastian Staszewski, Sławomir Peszko

Autobiografie to moim zdaniem najlepszy rodzaj książek sportowych. To właśnie z nich można poznać historie zza kulis, zajrzeć do szatni, czy też „zobaczyć” wielkie gwiazdy z bliska. Niestety nie zawsze otrzymujemy to wszystko w autobiografiach. Czasem są one zbyt grzeczne i cukierkowe. Na szczęście część lektur nie zawodzi czytelników, a jedną z nich jest Peszkografia.

„Zawsze zależy mi na wygrywaniu, nieważnie, czy chodzi o mecz na mistrzostwach, czy na osiedlowym boisku.”

Autobiografia Sławomira Peszki rozpoczyna się nie od jakiegoś dramatycznego momentu, jak to często bywa w wielu innych tego typu książkach, ale – jak sam piłkarz napisał – od jednej z najpiękniejszych chwil jego sportowego życia, czyli gola zdobytego przeciwko Irlandii w ramach meczu eliminacji ME. Następnie poznajemy historię reprezentanta Polski począwszy od czasów dzieciństwa. Sławomir Peszko przedstawia przebieg swojej kariery wraz z wszystkimi wzlotami i licznymi upadkami.

„Byliśmy jak otwarte okno w dusznym pokoju polskiego futbolu…”

Każdy rozdział rozpoczyna krótkie wspomnienie o Peszce autorstwa znanych postaci, takich jak Lucas Podolski, Jakub Błaszczykowski, Adam Nawałka, czy też Robert Lewandowski. Peszkografia to szczera, a do tego napisana z sporym dystansem książka. Piłkarz jest krytyczny przede wszystkim wobec siebie. Mówi jak było, nie czaruje ani siebie, ani czytelników. Nie pomija trudnych tematów i wielkich afer. I właśnie owa autentyczność stanowi największą siłę tej pozycji.

„A Smuda, zamiast wpaść w szał i wyrzucić mnie na zbity pysk, tylko się uśmiechnął.”

Książkę świetnie się czyta, kolejne strony mijają w mgnieniu oka. Lektura to kopalnia anegdot oraz historii z murawy i poza boiska. Rozdziały są raczej tematyczne, więc niestety nie została zachowana chronologia zdarzeń. To jedynie stanowiło dla mnie mały mankament, aczkolwiek niezbyt wpływa on na jakże pozytywną ocenę omawianej lektury.

„Złość wymieszana z frustracją stały się moim paliwem rakietowym.”

Sięgając po tę pozycję dowiecie się, jaka była cena jego pierwszego transferu, który trener oceniał piłkarzy w ciągu minuty, czy też, który przeciwnik radził Peszce, jak ten ma go ograć. Odkryjecie, który piłkarz Wisły Płock woził w aucie antyradar, kto pochłaniał litrami czerwone wino, a kto non-stop na wszystko narzekał. Przeczytacie również, w jaki – dość osobliwy – sposób Władysław Żmuda próbował zmotywować kadrę juniorów przed meczem z Anglią.

„[…] oni poczuli strach, my poczuliśmy krew.”

Odkryjecie, kto należał do grupy bankietowej Lambada oraz który zawodnik Lecha zamontował w swoim samochodzie policyjne światła. Dowiecie się jak Lucas Podolski pomagał mu zrozumieć wskazówki trenera FC Köln, dlaczego Peszko bał się podań Xabiego Alonso, a także, dlaczego „polski trener na treningu polskiej kadry mówił do Polaków po niemiecku”. Przeczytacie również, jaką awanturę rozpoczął w szatni Polaków prezes PZPN Zbigniew Boniek po przegranym meczu z Anglikami.

„Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale przestraszyłem się, że strzelę gola słynnej Brazylii!”

Sięgając po tę lekturę poznacie zasady, które wprowadził do reprezentacji Adam Nawałka. Dowiecie się, których zawodników kadry określano „fusami”. Odkryjecie, co RL9 powiedział przed rzutami karnymi z Szwajcarią na ME we Francji oraz w którym meczu tego turnieju Polacy grali ostrożnie by nie zabrudzić koszulek, gdyż kitman zapomniał zapasowych strojów. Ponadto przeczytacie historię o wyścigach rykszami reprezentantów Polski po Bangkoku.

„[…] cały czas słyszałem, że w kadrze jestem tylko dzięki protekcji Roberta Lewandowskiego.”

Sławomir Peszko szczerze przyznaje, czy kiedykolwiek miał propozycję ustawienia meczu. Tłumaczy, dlaczego został w Płocku po spadku z ligi, a po latach zgodził się grać w okręgówce, choć w obu przypadkach miał oferty z klubów z Ekstraklasy. Wyjaśnia jak znalazł się w areszcie w Kolonii. Wspomina, co działo się na wieczorze kawalerskim Roberta Lewandowskiego. Ujawnia również kulisy afery alkoholowej, po której został usunięty z kadry.

„Drużyna rozkładała się na naszych oczach.”

Co Sławomir Peszko myśli o przydomku „Atmosferić”? Dlaczego jego mama podejrzewała, że syn handluje narkotykami? Który organ występuje w jego ciele w większej ilości niż przewiduje to anatomia człowieka i jakie Peszko czerpie z tego korzyści? Do którego momentu Robert Lewandowski wchodził do siłowni „tylko wtedy, gdy pomyliły mu się drzwi”? Gdzie Peszko leczył kontuzję… łożyskiem klaczy?

„Moja kolejna afera alkoholowa wybuchła tym razem z siłą bomby atomowej.”

Peszkografia to pozycja, która z pewnością przypadnie do gustu wszystkim kibicom piłkarskim. Autentyczna, bezkompromisowa, pełna anegdot. Nic, tylko czytać. Polecam.

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.

Książkę kupicie w księgarni labotiga.pl


Źródło zdjęcia: własne

 

Powiązane wpisy:

   1. Tomasz Hajto. Ostatnie rozdanie. Autobiografia

   2. Spalony - Andrzej Iwan

   3. Kowal. Prawdziwa historia

   4. Szamo. Wszystko, co wiedziałbyś o piłce nożnej, gdyby cię nie oszukiwano

   5. Sebastian Mila. Autobiografia

poniedziałek, 6 stycznia 2020

„Lektury dla kibica” – Historia Sebastiana Mili

Dziś ciekawa autobiografia polskiego piłkarza. 

Rozdział 210.

Sebastian Mila. Autobiografia – Sebastian Mila, Leszek Milewski

Wyeliminował Manchester City z europejskich pucharów i strzelił gola Niemcom w pamiętnym spotkaniu na Stadionie Narodowym. Pojechał na mundial i nie zagrał ani minuty. Pomógł uzyskać awans na mistrzostwa Europy a potem nie dostał powołania na turniej finałowy. Odrzucił miliony proponowane przez Rosjan. Zdobył mistrzostwo Polski. Jest szczęśliwym mężem i ojcem. Tak w kilku zdaniach można opisać życie Sebastiana Mili. Jednak kilka zdań to zdecydowanie za mało, warto zagłębić się w jego historię i poznać szczegóły powyższych wydarzeń. Teraz to możliwe dzięki autobiografii piłkarza wydanej nakładem Wydawnictwa SQN.

„Ten kto mówi, że w piłkę nożną gra się nogami, zapewne sądzi też, że w szachy gra się rękami.”

Autobiografia Sebastiana Mili rozpoczyna się – nie mogło być inaczej – od pamiętnego, zwycięskiego meczu z Niemcami na Stadionie Narodowym. Później klasycznie następuje powrót do przeszłości, począwszy od czasów dzieciństwa poznajemy historię Mili. Początki fascynacji futbolem, pobyt w Szkole Mistrzostwa Sportowego, grę w kolejnych klubach oraz sukcesy młodzieżowej reprezentacji. Wszystko mniej więcej układa się chronologicznie. Z jednym wyjątkiem – wątek dorosłej kadry Sebastian Mila porusza osobno, na końcu lektury. Ponadto w książce znajdują się fotografie, załączono również wywiady z rodzicami Sebastiana, jego siostrą oraz przyjacielem, byłym piłkarzem Tomaszem Wieszczyckim. 

„O Ekstraklasie może marzyć polski piłkarz […] ale na pewno żaden obcokrajowiec.”

W autobiografii Sebastian Mila opowiada zarówno o słodkich, jak i gorzkich momentach swojej kariery. Zdradza kulisy polskiego futbolu. Wprowadza do piłkarskiej szatni. Dzieli się refleksjami zarówno na tematy sportowe, jak i te życiowe. To szczera książka pełna ciekawych historii i anegdot, choć pozbawiona kontrowersji. Czyta się z przyjemnością. Bez wątpienia pozycja obowiązkowa dla fanów futbolu, głównie kibiców rodzimej ligi, zwłaszcza starszego pokolenia.

„Nikt się o mnie nie zabijał.”

Sięgając po tę książkę przeczytacie się, który trener wypatrzył Sebastiana Milę, co było jego asem w rękawie, a także jak reagował na wyzwiska z trybun oraz jak brzmiało jego hasło przedmeczowe. Dowiecie się czy z perspektywy czasu nie żałuje, że nie przeszedł do Spartaka Moskwa, który proponował gigantyczne zarobki. Odkryjecie, kto przewidział, że Śląsk Wrocław będący beniaminkiem zdobędzie wkrótce mistrzostwo Polski. Przeczytacie nawet przemowę Mili przed decydującym meczem o tytuł.

„Kibicowska pasja to w piłce źródło wszystkiego innego.”

Sebastian Mila w swojej autobiografii ponownie mierzy się z pytaniem, dlaczego jego rocznik odnoszący sukcesy w kadrze młodzieżowej nie zdobył więcej w dorosłym futbolu. Wyjaśnia, dlaczego nie został lewym obrońcą, choć grając na tej pozycji trafił do jedenastki mistrzostw Europy U-19. Szczerze wyznaje, kiedy mu „odbiło”, wyjawia, który klub oferował za podpisanie kontraktu torbę wypchaną dolarami, a jednocześnie zdradza, dzięki komu nie przepuścił wielkich pieniędzy, jak to często ma miejsce w historiach piłkarzy. Mila wspomina, co działo się w szatni reprezentacji po porażce z Ekwadorem na mundialu w 2006 roku. Ponadto przytacza przemowę trenera Nawałki przed pokonaniem Niemców na Stadionie Narodowym. 

„Nowa, nieznana sytuacja – prowadzimy z mistrzami świata.”

Czytając tę pozycję dowiecie się prawdy o rzutach wolnych, odkryjecie jak zdobywa się autorytet piłkarskiej szatni, a także przeczytacie jak wyglądają derby z perspektywy piłkarza. Odkryjecie jak koledzy nazywali Andrzeja Niedzielana, czy Paulinho był najlepszym z Brazylijczyków, którzy trafili do Łodzi, a także, kto kupił sobie do mieszkania solarium! Poznacie nawet trenera-specjalistę od niecodziennych treningów, który podczas zgrupowania wymyślił rozgrzewkę na balkonach z krzesłami. 

„[…] szanuj trenera swego, bo możesz mieć gorszego.”

Kto pierwotnie miał strzelać wolnego z City i dlaczego oddał go Mili? Kiedy piłkarzowi gra się najlepiej? Który zawodnik przeszedł na trening z psem? Na kogo piłkarze Śląska Wrocław mówili „Google”, bo wszystko wiedział? Sponsor, którego klubu przekazał piłkarzom pieniądze… w reklamówce?

„[…] futbol to nieustająca adrenalina.”

Autobiografia Sebastiana Mili to wciągająca podróż przez świat piłki nożnej. Szczera, pozbawiona tematów tabu, ale także bez większych kontrowersji lektura. Dobra odskocznia od autobiografii piłkarzy, którzy albo utopili swój talent w butelce, albo przegrali fortunę w kasynie. Książka obowiązkowa dla każdego fana futbolu.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Dawid Janczyk. Moja spowiedź
   2. Spalony - Andrzej Iwan
   3. Kowal. Prawdziwa historia
   4. Szamo. Wszystko, co wiedziałbyś o piłce nożnej, gdyby cię nie oszukiwano
   5. W cieniu Śląska

poniedziałek, 11 lipca 2016

Naj Euro

Na mistrzostwa Europy czekaliśmy cztery lata, a ten miesiąc, jak to zwykle bywa, minął błyskawicznie. Właśnie zakończone Euro będę wspominać z pewnością długo. Były piękne gole, niespodzianki, wielkie emocje, radość, zdziwienie, a także nerwy, niedosyt i rozczarowanie. Było wszystko to, co daje nam sport. Mistrzostwa się skończyły, więc przyszedł czas na podsumowanie. Oto moje „Naj Euro”.

Największa sensacja #1

Brexit Anglików, a w zasadzie triumf Islandii. Mały kraj, w którym jest więcej wulkanów niż profesjonalnych piłkarzy. Kraj o liczbie ludności zbliżonej do Lublina wyrzucił z turnieju Anglię! Ojczyznę futbolu. Niesamowite, niepowtarzalne wydarzenie. Piękna sprawa. Islandczycy pokazali, że aby wygrać trzeba mieć serce do gry a nie jedynie nazwiska na koszulce. I choć w kolejnej rundzie Islandczycy zostali pokonani przez gospodarzy turnieju to i tak zostali bohaterami kibiców. Podbili serca fanów, nie tylko tych ze swojego kraju, ale całej Europy.


Największa sensacja #2

Sensacją oczywiście było również zwycięstwo Portugalii nad faworyzowanymi gospodarzami turnieju w finale mistrzostw. Mało kto, żeby nie powiedzieć nikt, stawiał na triumf Portugalczyków przed rozpoczęciem Euro, a i więcej optymistów nie było z pewnością po fazie grupowej. Nawet przed samym finałem skazywano ich na pewną porażkę z Francją. Mimo wszystko Portugalczycy się nie dali i wyszarpali ten puchar.

Największa niespodzianka

Sporą niespodzianką była z pewnością porażka Belgii w ćwierćfinałowym starciu z Walią.  Belgijska złota generacja, która już na mundialu w Brazylii miała być „czarnym koniem turnieju”, ponownie zawiodła. Ten rezultat można rozpatrywać w ramach sensacji, ale dla mnie jednak na to miano zasłużyły Islandia i Portugalia. Osiągnięcie Walii oceniam w kategoriach wielkiej niespodzianki. Bardzo miłej niespodzianki.

Najsmutniejszy koniec
Dla mnie to koniec epoki wielkiej Hiszpanii. Kibicuję im od lat, cieszyłam się z mistrzostwa Europy w 2008 roku, zdobycia Pucharu Świata w RPA i obronienia korony w Europie na boiskach Polski i Ukrainy. Trudno było mi patrzeć jak te niesamowite pokolenie piłkarzy La Roja stało się bezradne. Przykro było już na mundialu w Brazylii, a mistrzostwa we Francji pogłębiły jedynie to uczucie. Niestety cudowne pokolenie La Roja jest już tylko przeszłością. Zostały tylko wspomnienia.

Największy paradoks

Portugalia dostała się do półfinału turnieju nie wygrywając żadnego z pięciu meczów w regulaminowym czasie gry. W grupie trzy razy zremisowała, w 1/8 finału wygrała w dogrywce, w ćwierćfinale zwyciężyła (a niech to!) po rzutach karnych. Wielu kibicom to się nie podobało. Trzeba jednak spojrzeć na to także z drugiej strony, Cristiano Ronaldo i spółka dotarli do półfinału nie przegrywając żadnego meczu.

Największy dramat

Kontuzja Cristiano Ronaldo. Portugalczyk po 12 latach znów zagrał w finale mistrzostw Europy. W każdym z tych meczów były łzy. W 2004 roku Ronaldo załamał się po ostatnim gwizdku sędziego, w tym roku dramat przeżywał po ataku Payeta, kiedy nie był w stanie kontynuować gry. Zawodnik Realu wracał na boisko dwukrotnie, prosił o pomoc medyczną, ale nie mógł wygrać z urazem. Miała być walka o puchar, o powiększenie dorobku bramkowego, teoretycznie nawet o Złotą Piłkę z Griezmannem. Już na początku meczu okazało się, że nic z tego nie będzie. Payet odebrał Ronaldo możliwość gry w jednym z najważniejszych meczów jego życia, a nas przy okazji pozbawił wielu emocji. Dwa finały. Dwa dramaty. Z jedną małą, a w zasadzie wielką, różnicą. Tym razem dramat zakończył się happy-endem.

Największy niedosyt

Niewątpliwie występ Polski. Nasza reprezentacja miała ogromną szansę na historyczny sukces. Wiem, że awans do ćwierćfinału był, jak na nasze standardy, sporym osiągnięciem (przed mistrzostwami pewnie bralibyśmy go w ciemno), ale trzeba spojrzeć realnie. Po reformie rozgrywek, gdzie premiowane awansem były cztery z sześciu drużyn z trzecich miejsc, wyjście z grupy było absolutną koniecznością. Dlatego też osiągnięcie 1/8 finału nie traktowałam w żadnym wypadku, jako ogromnego sukcesu. Oceniać należy wszystko to, co działo się po wyjściu z grupy. I patrząc na to jak mistrzostwa się ułożyły, patrząc na turniejową drabinkę, czyli ominięcie największych potęg, uważam, że Polaków było stać na więcej. Półfinał był bardzo realny, był w naszym zasięgu. I boisko to pokazało, porażka w karnych sprawiła, że możemy czuć niedosyt.

Największa przyjemność

W tej kategorii zwyciężyli ludzie oraz widok na ulicach polskich miast. Euro we Francji po raz kolejny dobitnie pokazało jak sport łączy. Wspólne oglądanie meczów, kibicowanie, a także zainteresowanie mistrzostwami nawet wśród osób, na co dzień niezbyt zafascynowanych futbolem to zawsze miłe wspomnienia. Przyjemnie było patrzeć także na nasze ulice. Przyodziane w narodowe barwy samochody, balkony i okna potwierdziły moc futbolu. I oczywiście zapamiętam widok pustych ulic w czasie meczów. Cały kraj żył Euro! :)

Największa nadzieja

Po tych mistrzostwach mam nadzieję, że poziom, jaki zaprezentowała nasza kadra na boiskach we Francji był dopiero początkiem. Początkiem lat, w których reprezentacja piłki nożnej będzie napawać nas dumą, taką samą, którą od dawna czujemy za sprawą naszych siatkarzy, czy też szczypiornistów.

Polscy piłkarze udowodnili, że naprawdę potrafią grać w piłkę. Potrafią nawiązać walkę z największymi, a wygrana z Niemcami w eliminacjach nie była zwykłym przypadkiem. Polacy na boiskach we Francji pokazali ładną grę i sprawili, że wreszcie kibice nie muszą skandować „nic się nie stało”, ale z dumą mogą myśleć o występie reprezentacji na wielkim turnieju.

Mam nadzieję, że począwszy od Euro 2016 nie będziemy już nigdy mówić, że na mistrzostwach mamy do zagrania trzy mecze. Że mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor to wszystko, na co nas stać. Mam nadzieję, że to, co przez wiele lat było standardem odeszło w zapomnienie. Mam nadzieję, że od teraz będziemy mierzyć dalej. Będziemy zastanawiać się, z kim Polacy będą się zmagać w fazie pucharowej, a nie będziemy cieszyć z nic niedających remisów. Tego sobie i Wam, drodzy kibice życzę! :)

Źródło zdjęcia: własne

AUTOR: RealAnia

wtorek, 15 marca 2016

„Lektury dla kibica” - Lekcja historii nr 2

Dziś będziemy się uczyć. Uczyć historii. :)

Rozdział 97.

Moja historia futbolu. T. 2. Polska - Stefan Szczepłek

Ta książka to kolejna „lekcja historii z profesorem Stefanem Szczepłkiem”. Po części pierwszej, w której czytelnicy mieli okazję poznać jedne z najważniejszych wydarzeń światowego futbolu, tym razem dziennikarz przybliża dzieje polskiej piłki. I tak jak pierwszy tom i tym razem jest to bardzo interesująca pozycja.

„Nasza futbolowa przeszłość zapisana jest bardziej w pamięci niż w gablotach związków, klubów czy muzeów.”

Koncepcja tej książki jest spójna z tomem 1 „Mojej historii futbolu”. To nie tylko opowieść o futbolu, ale jednocześnie album unikatowych zdjęć i skanów piłkarskich pamiątek. Pomiędzy fotografiami i główną historią znajdują się także wstawki z piłkarskimi ciekawostkami.

Zachwyceni będą szczególnie ci, którzy lubią historię. Jednak choć dla mnie nie był to najbardziej interesujący ze szkolnych przedmiotów to książkę Stefana Szczepłka przeczytałam z wielką przyjemnością. Dziennikarz wciela się w rolę przewodnika. Przybliża początki futbolu w Polsce, losy klubów, reprezentacji, zawodników, a nawet stadionów. Przedstawia historię polskiego futbolu, tę bardzo odległą, jak i tę najnowszą, której sami byliśmy uczestnikami i świadkami. To niezwykle pouczająca podróż przez dzieje piłki nożnej w Polsce.



„Stało się jednak coś, co zdarzyć się może tylko w futbolu. Niemcy mieli przewagę, a Polacy strzelali gole.”

Warto jeszcze wspomnieć, że ostatni rozdział jest inny niż wszystkie. Mianowicie to krótka autobiografia autora, z której możemy się dowiedzieć skąd pochodzi Stefan Szczepłek i jak narodziła się jego miłość do futbolu. We wstępie dziennikarz stwierdził, że ten rozdział nie pasuje do reszty. Czyżby? Ja myślę, że bardzo pasuje! W końcu jest to „jego historia futbolu”. I bardzo się cieszę, że mogłam poznać jak tak wielka pasja się zaczęła.

„Widok był fantastyczny. 100 tysięcy ludzi, tysiące flag, mgły i dymy unoszące się w świetle reflektorów, a także porażający dla przeciwników hymn narodowy.”

Z tej pełnej cennych informacji książki dowiecie się, o czym przypominają biało-czerwono-czarne barwy Polonii Warszawa, skąd wzięła się nazwa stołecznej Legii i dlaczego Everton przeszedł do historii polskiego futbolu.

Przeczytacie, kto przeszedł do historii reprezentacji, jaki jedyny zawodnik grający w bramce i w polu, skąd pochodził pierwszy trener reprezentacji Polski oraz który klub został pierwszym mistrzem Polski składającym się wyłącznie z piłkarzy sprowadzonych z innych klubów.

„[…] sport był jedyną okazją do pokazania Związkowi Radzieckiemu, co się naprawdę o nim myśli.”

Odkryjecie jak w latach 50. i 60. można było dostać się na stadion Legii nie posiadając biletu, do kogo należy rekord polskiej ligi pod względem zdobytych goli w jednym meczu, a także, o kim kapitan mistrzów świata ’54 powiedział „jest to napastnik, który strzela więcej bramek, niż ma po temu okazji”.

Dowiecie się również, co piłkarz Polonii Warszawa miał wspólnego z pieśnią pt. „Czerwone maki na Monte Casino”, dlaczego na trybunach Stadionu Dziesięciolecia podpalił się pewien prawnik z Przemyśla oraz która z czterech szatni dostępnych na Stadionie Narodowym uchodziła za pechową.

„Ale kiedy wychodzili długim, wąskim tunelem z szatni na boisko, a na końcu znaleźli się w niecce wypełnionej ludźmi – zwątpili. […] Potem usłyszeli, jak Polacy śpiewają hymn narodowy, i zwątpili po raz drugi.”

Kto dla polskiego futbolu był tym, kim Alfredo Di Stéfano dla światowego? Od jakiego momentu Stadion Śląski zaczęto nazywać „kotłem czarownic”? Dlaczego Włodzimierz Smolarek w przeciwieństwie do innych piłkarzy nie bał się Zbigniewa Bońka?

To książka, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Wystarczył, bowiem jeden rzut oka by moja mama poznała młodego Lubańskiego, a na jej twarzy zagościł uśmiech. :) Sięgnijcie po lekturę Stefana Szczepłka i również uśmiechnijcie się wspominając piękne karty naszej futbolowej przeszłości.

Na koniec jeszcze kilka cytatów:

 „Picie należało do dobrego tonu i niejednemu piłkarzowi złamało nie tylko karierę, ale i życie.”

„W świecie miejsce Polski przyjęte zostało z uznaniem, nikt już nie mówił o przypadku ani sensacji.”

„Nie ma w Polsce drugiego takiego miejsca. Tylko na stadionie przy Łazienkowskiej czuje się odległą historię, tylko tutaj wielcy piłkarze grali jeszcze przed wojną.”


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.



Źródło zdjęcia: własne

AUTOR: RealAnia

środa, 16 września 2015

„Lektury dla kibica” - Biografia Kuby

Mnóstwo na księgarnianych półkach jest książek o piłkarzach, ale polskim futbolistom miejsca poświęcono niewiele. Jedną z tych nielicznych przedstawię Wam właśnie dziś.

Rozdział 81.

Kuba - Jakub Błaszczykowski, Małgorzata Domagalik

„Kuba” to książka, na którą czekało wielu kibiców, w tym również ja. Niedługo po oficjalnej premierze zakupiłam egzemplarz i z wielką ciekawością zabrałam się za czytanie. Już na samym początku książka mnie zaskoczyła. Myślałam, że będzie to autobiografia w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, tymczasem okazało się, iż historia Jakuba Błaszczykowskiego opowiadana jest w znacznej mierze przez ludzi z jego otoczenia. Członków rodziny, przyjaciół, trenerów. Rozmowy z wszystkimi zainteresowanymi odbyła dziennikarka Małgorzata Domagalik, która prowadzi także całą narrację owej biografii. Forma książki sprawiła, że autorka stała się jedną z bohaterów książki i prawdę mówiąc czasem jest jej w lekturze po prostu za dużo. Wypowiedzi futbolisty natomiast zostały zaczerpnięte z udzielonych przez niego wywiadów dla mediów, a pozostałe to rozmowy z autorką książki. Czasem te same historie wspominane są przez kilka osób, ale zupełnie nie przeszkadza to w czytaniu. Wręcz przeciwnie, dzięki temu otrzymujemy szerszą perspektywę poszczególnych zdarzeń.

„Czasami musisz znaleźć się nisko, żeby wiedzieć, jak to jest, jak jest się wysoko.”

Autorka książki nie jest dziennikarką sportową, dlatego też jest to książka nie o Błaszczykowskim – piłkarzu, ale o Błaszczykowskim – człowieku. Piłka, owszem jest obecna, ale jest jedynie pewnym tłem i zarysem. I takie ujęcie historii piłkarza to wielka siła tej lektury, jest atut i wartość. Poznajemy Jakuba Błaszczykowskiego od prywatnej strony, a najbardziej poruszający jest oczywiście rozdział poświęcony dniu, który naznaczył całe jego życie. Dzień, w którym ojciec zabił matkę, a Kuba stracił w jednej chwili oboje rodziców.

„Wydaje mi się, że mama zmarła mi na rękach. Trzy ostatnie wdechy wzięła i już nic. Cisza.”

Czytając książkę dowiecie się, co mama powiedziała mu krótko przed śmiercią, jak babcia pocieszała go, kiedy przestał rosnąć, dlaczego w wieku jedenastu lat stanął przed sądem, a także, jak jako mały chłopak wyładowywał agresję, którą kumulował w sobie z racji życiowych przeżyć. Odkryjecie jak wujek przekonał go by znów zaczął trenować, kiedy po śmierci mamy zaczął się buntować i dlaczego zrezygnował z gry w Górniku Zabrze i wrócił do 4-ligi.

Przeczytacie, co odpowiedział Franciszkowi Smudzie, gdy trener mówił mu, że sam meczu nie wygra, czy umie przegrywać oraz kto jest dla niego piłkarskim autorytetem, a jednocześnie kumplem na dobre i na złe. Jak jego brat nazywa świat, w którym żyje Kuba, o jakiej sytuacji z boiska piłkarz chciałby zapomnieć, czy też, dlaczego pewnego razu, gdy był zawodnikiem Wisły znalazł w szafce wiaderko z lodem.

„Ludzie oceniali nas z bratem na zasadzie: jak ojciec morderca, to i synowie są tacy sami.”

Przyjaciele piłkarza zdradzają, jakie jest ulubione powiedzenie Błaszczykowskiego, co ich denerwuje u Kuby oraz jak zmienił się, gdy osiągnął sukces. Odkryjecie także, dlaczego Kuba nie lubi otrzymywać SMS-ów i telefonów, gdy jest kontuzjowany oraz co napisał na koszulce, w której grał w meczu z Augsburgiem, podczas którego doznał zerwania więzadła krzyżowego w kolanie.

Dowiecie się, który moment był przełomowym zarówno w jego karierze, jak i relacjach z trenerem Kloppem, dlaczego ten trener miał do Błaszczykowskiego bardzo emocjonalny stosunek oraz jak zawodnik mówi na Matsa Hummelsa. Przeczytacie nawet, o co tak naprawdę chodziło w aferze biletowej na Euro 2012, jak przeżył odebranie mu opaski kapitana reprezentacji i czego nauczyło go życie, a czego piłka.

„Wyprowadzanie drużyny narodowej na boisko to jeden z najpiękniejszych momentów w mojej karierze.”

Książkę czyta się generalnie dobrze, jest ciekawa, ale muszę zaznaczyć, iż autorka pomimo wielkiej pracy wykazała się także stronniczością i brakiem obiektywizmu. Ujawniła to szczególnie w rozdziale poświęconemu opasce kapitańskiej kadry narodowej. Jak można się domyślić Małgorzata Domagalik staje całkowicie po stronie piłkarza i usilnie stara się przekonać czytelnika, że powinien zrobić to samo. Nie ukrywam, że ta postawa drażniła mnie podczas czytania właśnie tego rozdziału.

W książce znalazło się także za dużo przemyśleń samej dziennikarki, a za mało wypowiedzi Jakuba Błaszczykowskiego. Całość lektury należy jednak ocenić pozytywnie. Pokazuje prywatną sferę piłkarza, czego często brak w książkach poświęconych sportowcom. Forma tej pozycji, niewiele wątków typowo piłkarskich sprawia zaś, że jest to lektura nie tylko dla kibiców.

„[…] porażki są po to, żeby sobie samemu udowodnić, jakim się jest człowiekiem.”


Źródło zdjęcia: własne

AUTOR: RealAnia

piątek, 3 stycznia 2014

„Lektury dla kibica” - Spalony

Nowy Rok w cyklu „Lektury dla kibica” rozpoczynamy od mocnego uderzenia, a mianowicie od autobiografii Andrzeja Iwana.

Rozdział 32.

Spalony - Andrzej Iwan, Krzysztof Stanowski 

„Spalony” to jedna z tych książek, które czyta się jednym tchem. Trudno się od niej oderwać. Szczerość i autentyczność aż z niej „bije”. Jest to niezwykle poruszająca opowieść. Momentami zabawna, nieraz podczas czytania głośno się śmiałam. Jednak generalnie to bardzo dramatyczna i wstrząsająca historia. Historia alkoholika, hazardzisty, niedoszłego samobójcy, byłego piłkarza.

Książka rozpoczyna się od wizyty w zamkniętym ośrodku dla psychicznie chorych, gdzie Iwan leczył się z jednego ze swoich nałogów. Początek lektury jest szokujący, a potem napięcie tylko rośnie. Iwan mówi o wszystkim tak po prostu, bez owijania w bawełnę. Są wątki osobiste, są anegdoty piłkarskie. Nie brakuje także krytyki znanych osobistości sportowych. Krótko mówiąc jest wszystko, czego potrzeba by zainteresować czytelnika.

Z książki tej dowiecie się dlaczego Iwan jest „gumiokiem”, jak powstała pewna blizna na jego głowie i dlaczego jego żona musiała zakończyć karierę piłkarki ręcznej. Przeczytacie, do kogo wysyłał pocztówki z każdego miejsca świata, który prezent jego matka ceniła najbardziej, a komu by niczego nie odmówił. Odkryjecie, kiedy i za co po raz pierwszy trafił do więziennej celi, od którego roku życia palił papierosy, dlaczego nienawidzi soku pomarańczowego (bynajmniej nie z powodu smaku), a także ile dni trwało pępkowe po narodzinach jego córki (mała podpowiedź: więcej niż tydzień).

Dowiecie się dlaczego Iwan po przejściu do Wisły Kraków przez pierwsze trzy dni nie zjawiał się na treningach, gdzie zaginął jeden z piłkarzy podczas tournee w USA, którego zawodnika „Białej Gwiazdy” koledzy nazywali „ministrem edukacji”, a który z nich wyrwał hamulec ręczny w maluchu. Przeczytacie, dlaczego jeden z Wiślaków podczas zgrupowania spał obok łóżka, kto wskazał im drogę na stadion Zawiszy Bydgoszcz, kogo samochód wjechał w kościół Mariacki, a nawet, kogo i dlaczego Iwan chciał wyrzucić z promu za burtę podczas powrotu z Malmö. Iwan opowie Wam historię, której bardzo wstydzi się Orest Lenczyk, wyjaśni, co dla wielu osób było większą zagadką niż Trójkąt Bermudzki, zdradzi, czego do dziś nie może mu zapomnieć Smuda.

Były piłkarz nie pomija drażliwego tematu, jakim niewątpliwie jest korupcja. Przyznaje dokładnie ile meczów sprzedał, jako piłkarz Wisły i ile na tym zarobił. Zdradza, co otrzymała Arka Gdynia zamiast pieniędzy za „oddanie” meczu Wiśle, który dał jej pierwszy od 1950 roku tytuł mistrza Polski. Dowiecie się czy Górnik Zabrze zagrał kiedyś „dla” Ruchu, by „Niebiescy” utrzymali się w lidze, a także, po którym meczu „za karę” Iwan przebił sędziemu wszystkie opony w samochodzie.

Kariera Andrzeja Iwana to nie tylko poszczególne kluby, ale również drużyna narodowa. W związku z tym w książce jest sporo także o polskiej reprezentacji. Dowiecie się, który trener kadry organizował obowiązkowe leżakowanie, dlaczego nasi piłkarze nie zobaczyli finału mundialu w 1978 roku, choć posiadali bilety na to spotkanie, czy też dlaczego Józef Młynarczyk nie przychodził na treningi przed meczem z ZSRR na mistrzostwach świata w Hiszpanii. Odkryjecie, na co Iwan wydał wszystkie pieniądze zarobione na MŚ w Argentynie, a o co ma żal do Piechniczka. Dowiecie się jak wielką charyzmę miał Kazimierz Deyna, jak Jan Tomaszewski ćwiczył swój refleks, czego mistrzem był Józef Młynarczyk, czy też jakim liderem był Grzegorz Lato. Przeczytacie, kim w reprezentacji był „Diabeł”, na kogo mówiono „Szalony kojot”, a kto krył się pod określeniem „Drzewo”.

Z książki dowiecie się również, dlaczego Iwan poprosił kiedyś lekarza by założył mu gips na zdrową nogę, interwencję, kogo i z którego meczu określa mianem najlepszej, jaką widział w życiu oraz co mu proponowano w zamian za dżinsy w Tadżykistanie. Przeczytacie, od kiedy nie szanuje Jerzego Engela, a także, dlaczego często wyprowadzał psa trenera Bochum, u którego początkowo mieszkał w Niemczech (nie, nie z miłości do zwierząt).

Iwan w swojej autobiografii wyznaje także czy kiedykolwiek grał będąc pijanym, co łączy go z mafią oraz kiedy po raz pierwszy pomyślał, aby się zabić. Szczerze opowiada o swoich próbach samobójczych oraz o tym, co czuł gdy zamiast śmierci, otrzymał kolejną szansę.

Bez cienia wątpliwości mogę napisać, że „Spalony” to obok „Wyścigu tajemnic”, autobiografii Agassiego, Ibrahimovicia i Shaquille’a O'Neala, jedna z najlepszych książek, którą miałam okazję dotychczas przeczytać. Polecam każdemu. Naprawdę warto.

Źródło zdjęcia: własne

AUTOR: RealAnia