Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juventus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juventus. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 sierpnia 2022

„Lektury dla kibica” – Podróż po Turynie

Książkowa podróż futbolowa.

Rozdział 259.

SQN Originals: Turyn oczami kibica oraz w obiektywie One+Nine Images – Amici Sportivi Filip Kotowicz

Kilka razy w życiu udało mi się wyruszyć w futbolową podróż, czyli polecieć na mecz zagranicznego klubu piłkarskiego. Za każdym razem łączyłam emocje sportowe z pasją podróżniczą. Zobaczyłam nie tylko mecz, ale i najważniejsze zabytki odwiedzanego miasta. Tak było w przypadku Madrytu, Liverpoolu, czy Mediolanu. Dlatego też, kiedy ujrzałam w zbiorach Wydawnictwa SQN książkę pt. „Turyn oczami kibica”, od razu wiedziałam, że to książka idealna dla mnie!

„W Turynie kocham między innymi to, że niezależnie od tego, ile razy w nim byłeś, zawsze w jakiś magiczny sposób znajdziesz coś nowego.”

„Turyn oczami kibica” to przewodnik po stolicy Piemontu napisany przez fana Juventusu. Znajdziecie w nim wszystkie niezbędne informacje potrzebne do organizacji wyjazdu na mecz do Turynu, począwszy od podróży lotniczej z Polski, przez zakup biletów na mecz, dostanie się na stadion, aż po kwestię noclegu.

Jednak książka nie traktuje jedynie o piłkarskiej stronie miasta. Autor wylicza mnóstwo obiektów i miejsc wartych odwiedzenia w Turynie poza stadionami. Przeczytacie o najciekawszych muzeach, w tym o Muzeum Automobilu, Muzeum Całunu Turyńskiego, czy Muzeum Lavazza (tak, tej kawy). Dowiecie się, które świątynie warto zobaczyć, gdzie wypić kawę, a gdzie zjeść pyszną włoską kolację, a także, które parki, place i punkty widokowe trzeba wpisać na swoją listę „do zobaczenia w Turynie”.

Autor bardzo skrupulatnie podszedł do tematu. Opisując jakiś obiekt lub ciekawe miejsce załącza jego nazwę, adres, ceny biletów oraz informacje o sposobie nabycia wejściówek. Pisząc o transporcie dokładnie podaje nazwy przystanków, czy ich ilość pomiędzy punktami docelowymi.

Na koniec otrzymujemy nieco informacji na temat sławnych osób powiązanych z Turynem, takich jak rodzina Agnellich, Jan Bosko, Luigi Lavazza, czy Friedrich Nietzsche. Wszystko zaś zostało ubogacone pięknymi fotografiami.

Książkę świetnie się czyta. Podobnie jak do każdego przewodnika można do niej wracać wielokrotnie, a także zabrać do walizki lub plecaka podczas podróży na Półwysep Apeniński.

„[…] Turyn oferuje cierpliwym turystom niemal wszystko to, co Włosi kochają i z czego są znani na całym świecie.”

Czytając tę książkę dowiecie się jak powstała nazwa miasta, dlaczego w Turynie wszędzie widnieją byki, czy też, komu w większości kibicują rdzenni mieszkańcy Piemontu – Juve czy Torino. Odkryjecie skąd swoją nazwę wzięły derby stolicy Piemontu – Derby Della Mole oraz co czeka fanów na koniec zwiedzania muzeum Juventusu. Dowiecie się, w jaki sposób zwykły kibic może spotkać się całą drużyną Juve w dniu meczu, a nawet jak dostać się na kolację z Pavlem Nedvědem.

Przeczytacie gdzie przechowywany jest Całun Turyński, który kościół z Turynu możemy kojarzyć z filmu Włoska robota, czy też wnętrze, której świątyni „ozdobione jest licznymi wizerunkami ludzi cudownie ocalałych z wypadków”.

Gdzie w Turynie można kupić najlepsze włoskie produkty spożywcze? Z którego punktu widokowego pochodzą najsłynniejsze zdjęcia Turynu? Skąd można dostrzec willę, w której mieszkał Cristiano Ronaldo? Jak zamówić bilet na mecz Juve… przez telefon?

„We Włoszech nie istnieje coś takiego jak strefa miasta opanowana przez ultrasów danej drużyny.”

„Turyn oczami kibica” to doskonała książka dla fanów Juve i Torino, ale także dla wszystkich miłośników podróży, nie tylko tych futbolowych.

P.S Mam nadzieję, że wkrótce powstanie więcej takich piłkarskich przewodników. Z niecierpliwością czekam na kolejne miasta!

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.

Książkę kupicie w księgarni labotiga.pl


Źródło zdjęcia: własne

 

Powiązane wpisy:

   1. Futbolowe podróże – Madryt

   2. Futbolowe podróże – Liverpool

   3. Futbolowe podróże – Mediolan

piątek, 4 grudnia 2020

„Lektury dla kibica” – Mecze życia Bońka

Dziś podróż sentymentalna dla wielu kibiców. 

Rozdział 229.
Zbigniew Boniek. Mecze mojego życia – Janusz Basałaj, Zbigniew Boniek

Są tacy zawodnicy, których nazwiska znają wszyscy kibice danej dyscypliny. Niezależnie od pokolenia. Taką postacią w naszym kraju jest Zbigniew Boniek. Bez wątpienia jeden z najlepszych polskich piłkarzy w historii. W swojej karierze rozegrał mnóstwo meczów. Które z nich były najważniejsze? Na to pytanie odpowiada sam prezes PZPN w książce „Zbigniew Boniek. Mecze mojego życia”.

„Reprezentacja zawsze była dla mnie świętością.”

Książka, która ukazała się nakładem Wydawnictwa SQN, to wspomnienia dziesięciu meczów, które wywarły największy wpływ na karierę oraz życie Zbigniewa Bońka. Co ciekawe to nie najlepsze mecze z kariery Bońka, ale właśnie te dla niego najważniejsze. Osiem z nich to spotkania Bońka – piłkarza, jeden mecz w roli selekcjonera kadry, a ostatni na fotelu prezesa PZPN.

Wspomnienia Bońka to nie stricte relacje meczowe, lecz szerokie spojrzenie na dane spotkanie. Nie ma, więc bardzo długich opisów akcji, za to otrzymujemy sporo wątków okołomeczowych, trochę historii zza kulis i anegdot. Zbigniew Boniek wspomina kluczowe wydarzenia, nakreśla kontekst oraz znaczenie danego meczu.

„Ja nie bałem się na boisku nikogo, ale kiedy lęku nie czuje 11 ludzi w zespole, to można pokonać absolutnie każdego.”

Każde z prezentowanych spotkań to osobny rozdział lektury. Większość z nich ma bliźniaczy schemat. Najpierw poznajemy drużyny, składy i trenerów, datę meczu, wynik i strzelców ewentualnych bramek oraz ukaranych kartkami, a nawet personalia sędziego, czy też liczbę widzów. Następnie prezentowane są wspomnienia Zbigniewa Bońka związane z meczem, a później dodatek pt. „Koledzy i rywale z boiska”, w którym pokrótce przedstawione zostały sylwetki kilku piłkarzy biorących udział w opisywanym wcześniej meczu. Dziesięć takich rozdziałów zostało zaś uzupełnionych wywiadem z obecnym prezesem PZPN oraz jego jedenastkami marzeń. Całość dopełniają liczne fotografie.

„Robotnicze Towarzystwo Sportowe Widzew Łódź ograło w pucharach faworyzowanych milionerów z Juventusu Turyn.”

Opisywane mecze to oczywiście subiektywny wybór Zbigniewa Bońka. Jednak w moim odczuciu niepotrzebnie do dziesiątki spotkań został zaliczony wygrany mecz Polski z Niemcami na Stadionie Narodowym, w którym Boniek wziął udział jedynie, jako prezes PZPN. Niestety nieco na siłę były piłkarz Juventusu próbuje zwiększyć swoją rolę w tym historycznym zwycięstwie. Szkoda, że zamiast tego spotkania na kartach książki nie znalazł się jeszcze jeden mecz z kariery zawodniczej Bońka, gdyż zdecydowanie ten etap jego życia jest najbardziej intrygujący.

Część kibiców będzie pewnie również zawiedziona, że prezes PZPN zachował wiele tajemnic dla siebie. Na kartach lektury nie znajdziecie, bowiem plotek, krwistych opowieści, czy „prania brudów”. Zbigniew Boniek nie raczy czytelnika skandalami. Można uznać to za mankament, jednak trzeba przyznać, że Boniek jest uczciwy i już na wstępie informuje, że jego książka to nie lektura dla ludzi żądnych sensacji. W zamian zabiera czytelnika w podróż w przeszłość i ukazuje jak kiedyś wyglądał świat piłki nożnej.

 „Liczyło się tylko boisko i to, co na nim.”

Sięgając po tę pozycję dowiecie się jak niestrzelony rzut karny odmienił życie Bońka, jaki miał rytuał związany z korkami, czy też, kogo nazwał najlepszym piłkarzem, z jakim spotkał się na boisku. Odkryjecie, w jaki sposób Zbigniew Boniek przewiózł do Polski zarobione dolary na meczu Argentyna-Reszta Świata oraz od kogo prezes Widzewa pożyczał pieniądze na transfery.

Przeczytacie, co Władysław Żmuda przywiózł z Anglii po meczu z Manchesterem United, a co piłkarze Juve próbowali przemycić do Włoch po spotkaniu z Lechią. Dowiecie się, co działo się w szatni w przerwie meczu z Peru decydującym o awansie z grupy na mundialu w 1982 roku, a także, dlaczego medale za zdobycie trzeciego miejsca na tym turnieju wręczał Polakom kapitan drużyny a nie ówczesny prezes PZPN.

„Piłka nożna, zwłaszcza reprezentacyjna, jest bezwzględna i nie pieści się ze swymi bohaterami.”

„Zbigniew Boniek. Mecze mojego życia” to ciekawa, choć niezbyt obszerna książka. Świetna okazja dla starszego pokolenia pamiętającego Zbigniewa Bońka z boiska, aby powspominać dawne czasy. Natomiast młodzi kibice dzięki tej lekturze mogą poznać futbolową historię, która była udziałem ich rodziców, czy też dziadków.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.


Źródło zdjęcia: własne


Powiązane wpisy:

    1. Sebastian Mila. Autobiografia

    2. Dekalog Nawałki. Reprezentacja Polski beztajemnic

    3. Kowal. Prawdziwa historia

    4. Spalony - Andrzej Iwan

niedziela, 16 lutego 2020

Futbolowe podróże – Mediolan

Wyjazdy zagraniczne łączące mecz piłkarski oraz zwiedzanie stają się powoli moją tradycją. Niezwykle przyjemną tradycją. W roku 2015 był Madryt, rok temu Liverpool, a teraz padło na Mediolan! Zapraszam was na sportowo-podróżnicze podsumowanie wyjazdu do stolicy Lombardii!

Bergamo

Cały wyjazd, choć zaledwie kilkudniowy, był przepełniony atrakcjami i niezapomnianymi wrażeniami. Wszystko zaczęło się już od podróży samolotem z Katowic. Trasa do Mediolanu wiedzie bowiem nad Alpami, więc przez znaczną część lotu wraz z moimi współtowarzyszami mogłam podziwiać piękne widoki górskich szczytów. Po wylądowaniu na lotnisku w Bergamo, jak w całych Włoszech, wszystkich pasażerów lotów międzynarodowych przebadano pod kątem koronawirusa, czyli zmierzono nam temperaturę, po czym bez przeszkód wpuszczono do kraju.

Po wyjściu z lotniska szybko wskoczyliśmy w autobus, aby wykorzystać słoneczne popołudnie na zwiedzanie Bergamo. Wiele osób kojarzy Bergamo jedynie, jako port lotniczy do oddalonego o 50 kilometrów Mediolanu. Tymczasem to bardzo urocze, średniowieczne miasteczko. Najpierw zwiedziliśmy Citta Alta (część górną, stare miasto), a w nim m.in. Bazylikę Santa Maria Maggiore, czy też Katedrę św. Aleksandra. Zaś po zjedzeniu pizzy ciętej na kawałki nożyczkami (tak, nożyczkami ;)), udaliśmy się w stronę Citta Bassa, czyli dolnej części miasta. Po drodze mogliśmy podziwiać panoramę dolnego Bergamo, a także przejść przez jedną z bram miejskich mieszczącą się w murach z czasów weneckich. Spacerując przez współczesną stronę miasta wstąpiliśmy do oficjalnego sklepu Atalanty, w końcu Bergamo to siedziba tego piłkarskiego klubu. Następnie pociągiem pojechaliśmy do Mediolanu, w którym nazajutrz czekała nas główna atrakcja wyjazdu, czyli mecz Inter-Milan.

Serie A – #DerbyMilano

Kibice

Derby Mediolanu zostały zaplanowane dopiero na godzinę 20:45, ale już od rana w mieście krążyły tłumy kibiców. Barwy obu klubów mieszały się dosłownie wszędzie. Na ulicach, w metrze, przy największych atrakcjach turystycznych Mediolanu, a wieczorem na stadionie. Wbrew pozorom nie towarzyszyły temu żadne formy agresji. Fani Milanu przechodzili praktycznie obojętnie obok sympatyków Interu i vice versa. Jedynie pod stadionem jak i w czasie meczu dochodziło do potyczek słownych pomiędzy kibicami. Co równie ciekawe na trybunach obok siebie siedzieli fani obu drużyn, nikt nie krył się ze swoimi sympatiami i całkowicie swobodnie reagował na wydarzenia boiskowe. Podczas całych derbów nic niepokojącego się nie działo, nie było także przesadnie dużo policji.

Przed meczem

W okolice stadionu Giuseppe Meazza, większości kibiców znanego pod nazwą San Siro, przybyliśmy mniej więcej dwie godziny przed meczem i od razu natrafiliśmy na ultrasów Milanu, którzy podążając w stronę zajmowanej przez siebie trybuny „Curva Sud” (Zakole Południowe) wśród flag, rac i przy akompaniamencie bębnów głośno wspierali swój klub. Wtórowali im pozostali kibice Rossonerich przebywający aktualnie pod stadionem. A po chwili odezwali się fani Interu. Po krótkiej wymianie zdań ultrasi udali się na stadion. 

My również podążyliśmy w stronę bramy wskazanej na biletach, a po drodze zakupiliśmy jeszcze okazjonalne szaliki. Aby wejść na stadion musieliśmy przejść przez trzy kontrole. Najpierw czekała nas kontrola tożsamości. Bilety były imienne, więc każdy z nich został sprawdzony z danymi osobowymi widniejącymi w paszporcie lub dowodzie. Następnie była kontrola osobista pod kątem niedozwolonych przedmiotów, a dopiero na końcu bramki z czytnikami. Po potrójnej weryfikacji mogliśmy udać się na właściwą trybunę. Niestety stanęła przed nami nieoczekiwana przeszkoda. Otóż wejście na nasz sektor zagrodzony został z jednej strony barierkami, więc steward nakazał przejście dookoła całego stadionu. Na szczęście do pierwszego gwizdka było jeszcze sporo czasu, a po drodze spotkaliśmy sympatycznego, młodego Włocha, który również podążał w tym samym kierunku i przeprowadził nas nie tylko wokół stadionu, ale także w pewnym momencie pod jego trybunami. Po niespodziewanym spacerze czekało nas jeszcze pokonanie sporej ilości schodów, aż w końcu mogliśmy zasiąść na trybunach. 

Mecz

Po rozgrzewce, na 15 minut przed spotkaniem rozpoczęła się prezentacja obu drużyn, ubogacona efektami świetlnymi. Wyszło doprawdy znakomicie. Następnie ultrasi zaprezentowali oprawy, a po chwili mecz się rozpoczął. Pierwsza połowa upłynęła pod dyktando Milanu, a po stracie dwóch goli fani Nerazzurrich byli totalnie załamani. Za to druga część spotkania bez wątpienia przejdzie do historii. Inter w przeciągu dwóch minut doprowadził do remisu, po kolejnych kilkunastu wyszedł na prowadzenie, by w doliczonym czasie gry dobić rywala. Niesamowity comeback Interu! Od 0-2 do 4-2! Jedni w ekstazie, inni w rozpaczy. Inter wygrywa #DerbyMilano i zostaje liderem Serie A. Doprawdy niesamowity mecz, emocje wręcz nie do opisania, niepowtarzalny klimat!!!

Po meczu

Mediolan ma bardzo dobrze rozbudowaną sieć metra, więc nic dziwnego, że większość kibiców wybrała ten środek lokomocji. Na stacji San Siro Stadio znajdują się bramki, które automatycznie odliczają ilość wchodzących osób, a następnie się blokują. Dlatego też wraz z tysiącami kibiców musieliśmy poczekać na swoją kolej. Na szczęście zapewniono sporo pociągów, a cala procedura przebiegła sprawnie, więc napierający tłum zbyt długo nam nie dokuczał.

Mediolan

Do Włoch wybraliśmy się ze względu na derby pomiędzy Interem a Milanem, ale Mediolan to przecież nie tylko siedziba dwóch wielkich klubów, ale także miasto pełne ciekawych zabytków. Mając do dyspozycji kilka dni udało nam się zobaczyć zarówno najbardziej popularne miejsca, jak i te nieco mniej oczywiste.

Obowiązkowym punktem podczas zwiedzania stolicy Lombardii jest oczywiście Duomo di Milano, czyli mediolańska Katedra. Bez wątpienia perełka Mediolanu. Katedra jest doprawdy przepiękna, robi niesamowite wrażenie z zewnątrz (zwłaszcza przy słonecznej pogodzie), a także imponuje swoim wnętrzem. Największą atrakcją jest zaś wejście na dach, z którego rozpościera się niesamowity widok na panoramę miasta.

Tuż obok Duomo di Milano znajduje się jedna z najsłynniejszych galerii handlowych świata – Galeria Wiktora Emanuela II, pełna wykwintnych restauracji oraz butików najbardziej luksusowych projektantów. Na zakupy w galerii mogą sobie pozwolić nieliczni, ale przejść przez nią musi każdy odwiedzający Mediolan, co uczyniliśmy z wielką przyjemnością. Przeszklone kopuły oraz liczne freski z pewnością na długo zapadną nam w pamięci. Po przejściu przez galerię trafiliśmy na plac Piazza Della Scala, gdzie znajduje się pomnik Leonarda da Vinci oraz jedna z najsłynniejszych scen operowych świata – teatr La Scala. Kolejnym punktem na naszej liście był Zamek Sforzów, Park Sempione, a także Łuk Pokoju.

Nie licząc Katedry i Galerii kolosalne wrażenie zrobił na mnie również Cmentarz Monumentalny. Ktoś powie, a co ciekawego można znaleźć na cmentarzu? Otóż ten mediolański to istna galeria sztuki pod gołym niebem. Niezliczone nagrobki, rzeźby, obeliski i świątynie. Nawet zdjęcia nie oddają jego potęgi. To trzeba po prostu zobaczyć! Innym nieoczywistym miejscem w Mediolanie jest kościół św. Maurycego. Z zewnątrz zupełnie niepozorny, dlatego też nie wiedząc o jego istnieniu można przejść obok jednej z największych atrakcji Mediolanu zupełnie obojętnie. My jednak, jako dobrze przygotowani turyści wiedzieliśmy doskonale, iż koniecznie trzeba wejść do środka, gdyż dopiero wnętrze świątyni zachwyca. Ściany i sufity ozdobione są, bowiem cyklem fresków, przez co kościół nazywany jest „Kaplicą Sykstyńską” Mediolanu.


Oprócz zabytkowej części miasta udaliśmy się również na Piazza Gae Aulenti, czyli do nowoczesnej strony Mediolanu. Tam ujrzeliśmy najwyższy wieżowiec we Włoszech – Torre Unicredit (231 metrów), a nieco dalej dwa unikatowe apartamentowce Bosco Verticale, czyli Pionowy Las. Innym interesującym miejscem miasta jest główny dworzec kolejowy Milano Centrale, a równie ciekawą atrakcją przejażdżka zabytkowym tramwajem, który dosłownie przenosi w czasie wprost do innej epoki.

Wśród zwiedzonych obiektów rzecz jasna nie mogło zabraknąć San Siro, które koniecznie chcieliśmy ujrzeć nie tylko wieczorem w dniu meczu, ale także za dnia. Stadion w obu przypadkach prezentował się równie okazale. W mieście odnaleźliśmy także oficjalne sklepy klubowe Milanu, Interu, a nawet znienawidzonego przez mediolańczyków – Juventusu.

Powrót

Wszystko, co zaplanowałam przed wyjazdem do Mediolanu się udało, a to, czego nie mogłam zaplanować, czyli przebieg meczu, wyszło wyśmienicie. Niestety wyjazd, jak to zwykle bywa, minął w mgnieniu oka i trzeba było wracać do szarej rzeczywistości. Na koniec pobytu spotkała nas niemiła niespodzianka, w postaci opóźnienia samolotu. Tę niedogodność wynagrodził nam jednak niesamowity widok z hali odlotów na Bergamo i górujących nad miasteczkiem Alp. Z lekkim poślizgiem, ale najważniejsze, że szczęśliwie wróciliśmy do Polski. Ciao Italia!


P.S. Więcej zdjęć znajdziecie na naszym Facebooku. Enjoy! ;) ---> Galeria.


Powiązane wpisy:
      1. Real Madryt w Warszawie
      2. Madryt cześć 1 i część 2
      3. Futbolowe podróże – Liverpool

niedziela, 15 września 2019

„Lektury dla kibica” – Historia włoskiego futbolu

Lektura dla kibiców calcio.

Rozdział 201.

Calcio. Historia włoskiego futbolu – John Foot

Kiedy w moje ręce trafiła książka „Calcio” Johna Foota pomyślałam, iż będzie to publikacja podobna do pozycji „Aniołowie o brudnych twarzach” autorstwa Jonathana Wilsona. Już pierwszy rzut oka nasuwał spore podobieństwa. Obie lektury są bardzo obszerne, a podtytuły brzmią niemal identyczne – „Piłkarska historia Argentyny” vs „Historia włoskiego futbolu”. Czy moje przypuszczenia były słuszne? Poniekąd, aczkolwiek nie do końca. 

Owszem, zarówno jeden, jak i drugi autor przedstawił futbolową historię wybranego kraju w szerokim kontekście. Odniosłam jednak wrażenie, że dla Wilsona piłka nożna stała się punktem wyjścia do ukazania historii Argentyny. Natomiast w książce Foota futbol jest zawsze na pierwszym miejscu, głównym tematem, choć został opisany w ujęciu historycznym, społecznym, ekonomicznym, czy też politycznym.

„Włosi niezmiennie wychodzili z założenia, że to ich liga jest najlepsza na świecie.”

„Calcio” to lektura „naszpikowana” intrygującymi wiadomościami, anegdotami i historiami. Autor bierze pod lupę legendy oraz obala mity. Przybliża czytelnikowi włoski futbol, Włochy, jak i Włochów. Kraj, ludzi, styl życia, poglądy. 

Jak już zostało wspomniane książka jest bardzo obszerna. To jedna z „cegieł” wśród pozycji literatury sportowej. Liczy nieco ponad 700 stron praktycznie samego tekstu. Jedynie gdzieniegdzie znajdują się pojedyncze fotografie. Dlatego też przeczytanie lektury zajmuje niemało czasu. Bez wątpienia jednak warto go poświęcić, gdyż książka jest prawdziwą „kopalnią” wiedzy o włoskim futbolu.

„Świat calcio był od samego początku rozdzierany przez podziały, kontrowersje, rywalizacje i zajadły debaty.”

John Foot wybrał ciekawą koncepcję na przedstawienie piłkarskiej historii Italii. Otóż nie układa się ona chronologicznie, lecz tematycznie. Poznajemy, zatem świat calcio z różnej perspektywy. Autor opisuje początki i rozwój futbolu na Półwyspie Apenińskim, opowiada o piłkarskich miastach, wspomina najbarwniejsze futbolowe postacie. Analizuje zmiany taktyki i defensywną mentalność Włochów, opisuje ogrom problemu rasizmu wśród włoskiego społeczeństwa, a także opowiada o największych skandalach, które na przestrzeni lat wstrząsnęły calcio. Bardzo ciekawym wątkiem są włoscy kibice, grupy ultras oraz związane z nimi wstrząsające akty przemocy. Całość lektury dopełniają tematy dotyczące drużyny narodowej, mediów oraz władzy i polityki.

„Włoscy kibice mają głęboki szacunek wobec historii.”

Książka Johna Foota to „kawał” historii. Sięgając po nią dowiecie się, dlaczego pierwszy sezon ligi włoskiej trwał… jeden dzień, od kiedy pojedynkom Romy z Juve towarzyszy gorąca atmosfera, czy też, do którego klubu odnosi się slogan „lepiej być drugim niż złodziejem”. Odkryjecie, za kogo Juventus zaoferował aż sześciu zawodników, który sezon fani Interu określają mianem „wielkiej kradzieży”, jak również, który piłkarz odebrał sobie życie w dziesiątą rocznicę przegranego finału Pucharu Europy.

Dowiecie się, które miasto swego czasu miało dwie drużyny grające w dwóch różnych krajach, do kogo porównuje się wszystkich zagranicznych piłkarzy grających w Italii oraz czy istnieją ultrasi reprezentacji narodowej. Poznacie etymologię słowa tifosi, którym określa się włoskich kibiców. Odkryjecie, dlaczego transmisje meczów we włoskiej telewizji są specyficzne. Przypomnicie sobie również szczegóły afery Calciopoli, katastrofy na wzgórzu Superga oraz tragedii na Heysel. 

„W konsekwencji afery Calciopoli włoscy sędziowie sięgnęli dna.”

„Calcio” to także kopalnia anegdot. Dowiecie się, na czym polegał „złoty przekręt”, czyli skandal, który nigdy nie stał się skandalem, czy też nagrobek, którego trenera ma kształt Pucharu Europy. Odkryjecie, którego klubu prezydentem został człowiek, który przed laty… uśmiercił jednego z jego najsłynniejszych zawodników w wypadku samochodowym. Przeczytacie nawet o piłkarzu, który na treningi przyjeżdżał w jedwabnej piżamie.

W której drużynie istniały tak duże podziały, że piłkarze przebierali się w dwóch osobnych szatniach? Kto nazwał Zbigniewa Bońka „Piękność nocy”? O kim śpiewano, że „strzela w rytmie fokstrota”? W jaki sposób trzy konie wyścigowe doprowadziły do degradacji klubu piłkarskiego?

„[…] dla włoskiego kibica sędzia jest  z a w s z e  skorumpowany, chyba że udowodni, że jest inaczej.”

„Calcio” to bez wątpienia pozycja obowiązkowa dla każdego fana włoskiego futbolu. Lektura nasycona historią, anegdotami i ciekawostkami. Pozycja nietuzinkowa, wciągająca, intrygująca. Polecam!

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Aniołowie o brudnych twarzach. Piłkarska historia Argentyny
   2. Podcięte skrzydła kanarka. Blaski i cienie brazylijskiego futbolu

wtorek, 14 maja 2019

„Lektury dla kibica” – Zizou

Dziś lektura o francuskim geniuszu.

Rozdział 194.

Dwa życia Zidane'a – Patrick Fort, Jean Philippe

Zinédine Yazid Zidane, dla kibiców Zizou, dla bliskich Yazid. Legenda, wirtuoz, piłkarski geniusz. Nietuzinkowy i utytułowany trener. Postać, obok której nie można przejść obojętnie. Jako kibic Realu Madryt darzę Francuza gorącym uczuciem, więc z wielkim zainteresowaniem sięgnęłam po jego najnowszą biografię pt. „Dwa życia Zidane'a”, która ukazała się w Polsce za sprawą Wydawnictwa Buchmann. 

„O Zidanie się mówi, dyskutuje, jego osoba wzbudza silne emocje […].”

Lektura rozpoczyna się od wspomnienia pierwszego treningu Zinedine’a Zidane’a w roli trenera Realu Madryt. Następnie zaś wzorem wielu książek sportowych autorzy wracając do przeszłości przytaczają chronologicznie historię życia i kariery Francuza. Poznajemy, zatem początki przygody Zizou z piłką, opuszczenie domu rodzinnego w pogoni za marzeniami, pobyt w największych klubach Europy oraz sukcesy reprezentacji Trójkolorowych. Wreszcie przejście na piłkarską emeryturę i podjęcie pracy trenera. 

Książkę czyta się sprawnie, jednak opowieść jest dość jednostajna, a narracja nie dostarcza większych emocji. W moim odczuciu autorzy nie oddali również geniuszu Francuza. Co gorsza tytuł lektury – Dwa życia Zidane'a – jest nieadekwatny. Sugeruje, bowiem, że przeczytamy zarówno o życiu piłkarskim Francuza, jak i tym drugim, czyli trenerskim. Tymczasem praktycznie cała książka dotyczy Zidane’a – piłkarza, zaś etapowi po odwieszeniu butów na kołku poświęcony został zaledwie jeden krótki rozdział. W oryginale pozycja ta została wydana w 2017 roku, więc narracja kończy się wraz z schyłkiem roku 2016. To spore rozczarowanie. Wszyscy ci, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o trzykrotnym zdobyciu Ligi Mistrzów przez Los Blancos pod wodzą Zizou muszą niestety obejść się smakiem.

„Dwie bramki, dwie sekundy zmieniły na zawsze jego życie.”

Plusem tej pozycji są obszernie opisane początki kariery Zizou. Jednym z ciekawszych wątków jest postać skauta, który odkrył talent Zidane’a. Autorzy wielokrotnie ukazują jego losy na tle kolejnych poczynań Zizou, co bez wątpienia było świetnym zabiegiem. Interesujący jest także fakt, iż w książce można odnaleźć elementy portretu psychologicznego Francuza. Najsłabsze są zaś fragmenty dotyczące kariery klubowej Zidane’a, zwłaszcza pobytu w Juventusie. Wspomnienia niektórych sezonów ograniczają się do zaledwie kilku zdań, nawet, kiedy miały miejsce tak ważne wydarzenia jak finał Ligi Mistrzów. Autorzy kosztem kariery klubowej obszernie opisują turnieje międzynarodowe w wykonaniu reprezentacji Francji – mundial w 1998 i 2006 roku oraz mistrzostwa Europy w roku 2000. Co ciekawe o turniejach zakończonych kompletnym niepowodzeniem Les Bleus informacji jest zdecydowanie mniej. W tekście znajduje się mało statystyk, ale umieszczono je w przejrzystym aneksie na końcu książki. Jednak ponownie szczegółowo wypisano jedynie mecze w kadrze. 

„To on jest szczytem, przylądkiem, skałą, esencją piłki nożnej.”

Polskie wydanie książki to wyłącznie sam tekst, niestety nie załączono ani jednej wkładki zdjęciowej. Więcej uwagi muszę natomiast poświęcić tłumaczeniu. Niezwykle irytujące były rzadko spotykane w literaturze sportowej odmiany imion i nazwisk np. Cristiana Ronalda, czy Santiagowi Solariemu. Zgodnie z zasadami języka polskiego jest to, co prawda prawidłowe, ale nie brzmi zbyt dobrze, czyż nie? Dlatego też, choć zwykle zwracam uwagę na poprawną polszczyznę to w tym przypadku będę się upierać przy nieodmienianiu wszystkiego! Tym bardziej, że tłumacz w tej kwestii był niekonsekwentny i nie zawsze stosował się do tej zasady. Zaś, co się tyczy nazw klubów, które oczywiście powinny być odmienione przez przypadki to nawet w jednym zdaniu część z nich była napisana poprawnie a część po prostu zapisana w wersji oryginalnej.

Pomyłek w książce można znaleźć znacznie więcej, wyraz mundial nagminnie pisany dużą literą, a przydomek Francuzów – Trójkolorowi – na przekór małą. Trudno oprzeć się wrażeniu, że tłumacz i redakcja książki niezbyt interesują się futbolem. Jak inaczej skomentować nagłe powołanie do życia klubów Athletico Bilbao, Barcelona FC, czy też nazwanie trenera Del Bosque po prostu Bosque. Jakby tego było mało szczęka opadła mi do podłogi, gdy przeczytałam jeden z przypisów autorstwa redakcji książki: „W Hiszpanii rozgrywki Ligi Mistrzów traktowane są drugorzędnie. Liczące się w rywalizacji zespoły rzadko występują tutaj w swoich najsilniejszych składach.” ¡Madre mía! Co to za abstrakcja! Na tym zakończmy komentarz dotyczący tłumaczenia, gdyż z recenzji zrobi się korekta. Lepiej ponownie przejdźmy do treści.

„Klub stał się „nie do zatrzymania”, z dyrygentem Zidane’em kierującym grupą wybitnych solistów.”

W lekturze znajduje się niestety mało ciekawostek, czy też anegdot. Nie oznacza to jednak, że nie można ich znaleźć. Sięgając po tę pozycję dowiecie się jak duże zainteresowanie wśród skautów wywoływał nastoletni Zidane, a także, za co był krytykowany na początku kariery. Odkryjecie, w jaki sposób Zinedine strzelił swojego debiutanckiego gola w pierwszej lidze francuskiej oraz dlaczego trener Olympique Marsylia nie chciał go w swojej drużynie. 

Przeczytacie jak Zidane skomentował swoje odejście z Cannes, kto wymyślił przydomek Zizou, czy też, kto jako pierwszy dowiedział się, że Francuz podpisał kontrakt z Juventusem. Dowiecie się, kto porównał go do koszykarskich gwiazd mówiąc, iż „Zidane to Magic i Jordan w jednej osobie”, a nawet, kto po raz pierwszy wchodząc do szatni Realu przedstawił się największym gwiazdom, jako ich zbawiciel. Odkryjecie ponadto, dlaczego Raymond Domenech nie zgodził się na rozegranie pożegnalnego meczu Zizou, kiedy piłkarz po raz pierwszy ogłosił zakończenie reprezentacyjnej kariery.

„Zizou pozostał Yazidem. I właśnie to jest jego największym sukcesem.”

„Dwa życia Zidane'a” to z pewnością nie jest materiał na bestseller. Mankamentów w polskim wydaniu nie sposób pominąć, jest ich zbyt dużo, więc rzutują na odbiór książki. Dlatego też osoby, które zdecydują się sięgnąć po tę pozycję powinny skupić się na samej treści lektury. To przecież wciąż niezwykła historia. Historia ukazująca jak nieśmiały i małomówny chłopak został idolem milionów. Historia, która potwierdza, że ciężką pracą można zajść naprawdę daleko, a marzenia się spełniają. Wreszcie pozwala dowiedzieć się więcej o jednym z najlepszych piłkarzy wszech czasów. 

„Nigdy nie schodzi mu z ust ten jakże charakterystyczny delikatny uśmiech, uroczy i tajemniczy.”


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Sportowej Książce Roku.


Źródło zdjęcia: własne

Powiązane wpisy:
   1. Gracias Zidane
   2. Real Madryt. Królewska era Galacticos
   3. Straszliwie sam. Mój dziennik  - Raymond Domenech
   4. NieREALna kariera - Jerzy Dudek, Dariusz Kurowski
   5. Real Madryt. Królewska historia najbardziej utytułowanego klubu świata - Phil Ball
   6. Raúl. Sekrety legendy - Ulises Sánchez-Flor

wtorek, 10 lipca 2018

Drogi Ronaldo…

Kilka razy w czasie okienek transferowych pojawiały się plotki, że opuścisz Madryt. Zawsze jednak kończyło się tak samo. Kolejny sezon rozpoczynałeś w białej koszulce i dalej budowałeś swoją legendę. Lato 2018 nie było pod tym względem pierwsze, ale niestety ostatnie już tak. Pomimo wszelkich i licznych spekulacji o Twoim odejściu, dopóki nic nie było oficjalnie potwierdzone miałam nadzieję. Nadzieję na to, iż jednak zostaniesz w Madrycie, że podniesiesz jeszcze kilka pucharów w barwach Realu, a potem skończysz swą piękną karierę na Bernabeu. Stało się inaczej. 

Dnia 10 lipca 2018 roku odszedłeś z klubu. Nie chcę oceniać Twojej decyzji wyłącznie przez pryzmat negatywnych emocji, które aktualnie czuję. Nie chcę przerzucać winy z prezesa na Ciebie i odwrotnie. Niczego to już nie zmieni. Era Cristiano Ronaldo w Realu Madryt oficjalnie dobiegła końca. Naznaczyłeś epokę, naznaczyłeś wszystkich madridistas, dlatego tak trudno jest nam Cię teraz pożegnać. Może byłoby łatwiej gdybyś odszedł do Chin albo innej Ameryki? 

Jesteś najlepszym strzelcem w historii Los Blancos. Piłkarzem, który w ostatnich sezonach wyprowadził klub na futbolowe szczyty. Z Tobą w składzie żaden rywal nie był nam straszny, nikogo nie musieliśmy się bać. Podczas tych dziewięciu lat nieraz mnie zirytowałeś, równie często doprowadzałeś do szału (jak zresztą cała drużyna), ale przede wszystkim dałeś mi niezliczoną ilość szczęścia. Dlatego też, chciałabym Ci podziękować za te niezapomniane emocje. Nie sposób wyliczyć wszystkich chwil, które zapadły w pamięć, ale bez wspomnień nie może się po prostu obejść. Nie przy pożegnaniu klubowej legendy.

Ronaldo dziękuję Ci za…

…każdą akcję, podanie, sprint, strzał, kontratak

…oddanie serca dla najważniejszego piłkarskiego herbu przez niespełna dekadę 

…gola w finale Pucharu Króla przeciwko Barcelonie

…hat-tricka w meczu z Wolfsburgiem w drodze po 11 „uszaty” puchar

…bramkę w dogrywce w Lizbonie

…ostatniego karnego w Mediolanie

…gole w Cardiff

…nieziemską przewrotkę na Allianz Stadium

…cztery Ligi Mistrzów w ostatnich pięciu latach, w tym trzy triumfy z rzędu

…wszystkie nagrody i rekordy indywidualne zdobyte w białej koszulce

…uczynienie Realu jeszcze większym klubem 

…każde niezadowolenie po nieudanym zagraniu pokazujące jak bardzo zależało Ci na sukcesie

…możliwość opowiadania przyszłym pokoleniom, że widziałam na własne oczy TEGO Ronaldo

…wielki profesjonalizm 

…to, że bycie madridistą w ostatnich latach było pasmem ogromnej radości i dumy

…a także za wielki smutek i rozgoryczenie, które teraz czuję, bo to dowód, że jesteś największym z największych

I za wszystko, co zrobiłeś dla madryckiego klubu. Nigdy Cię Ronaldo nie zapomnimy. Będziemy tęsknić! Niech Ci się wiedzie. Obyś nigdy nie musiał zagrać przeciwko nam w meczu o stawkę…

Obrigado Ronaldo

#GraciasCristiano

Źródła zdjęć: własne